Ślęza – Enea AZS: Hitowe starcie o ligowe podium

Kolejny hit Orlen Basket Ligi Kobiet w KGHM Ślęza Arenie. Koszykarki Ślęzy Wrocław w niedzielę o godzinie 18:00 podejmą Eneę AZS Politechnikę Poznań. Stawką tego emocjonującego starcia jest trzecie miejsce w tabeli.

Obecnie trzecią lokatę zajmuje Ślęza, ale tylko za sprawą listopadowego zwycięstwa w Poznaniu. Wówczas wrocławianki zwyciężyły 88:83, całą przewagę budując w trzeciej kwarcie tamtego pojedynku. Przed niedzielnym starciem obie drużyny mają ten sam bilans – 12 wygranych i 5 porażek. Gdyby żółto-czerwone po raz drugi pokonały Eneę AZS, to na cztery kolejki przed końcem sezonu zasadniczego miałyby dobrą pozycję do obrony trzeciej lokaty. Wtedy nawet w przypadku takiego samego bilansu po 22. kolejkach będą w tabli wyżej niż poznanianki.

– Przed nami jeden z najważniejszych meczów rundy zasadniczej, spotkanie to może przesądzić o tym, kto zajmie trzecie miejsce na koniec pierwszego etapu sezonu. Szykujemy się na trudne spotkanie, bo mecze z Poznaniem nigdy nie należą do łatwych starć – podkreśla Aleksandra Mielnicka.

O wygraną nie będzie jednak łatwo, bo Enea AZS ma na koncie serię siedmiu zwycięstw z rzędu. W środę wyższość drużyny prowadzonej przez Wojciecha Szawarskiego musiał uznać zespół AZS-u UMCS-u Lublin, który we Wrocławiu poradził sobie ze Ślęzą. Poznanianki będą chciały przedłużyć swoją doskonałą passę. W tym celu na pewno będzie potrzebny dobry występ tercetu zagranicznego poznanianek. Jovana Popović, Jessika Carter oraz Brittany Brown zdobywają ponad 12 punktów na mecz i zatrzymanie ich będzie kluczem Ślęzy do odniesienia sukcesu. Popović w tym sezonie weszła na jeszcze wyższy poziom jeżeli chodzi o punktowanie, notując blisko 17 oczek co spotkanie, co stanowi jej najlepszy wynik w karierze na parkietach OBLK. Również jeżeli chodzi o skuteczność doświadczona Serbka notuje swoje rekordy.

– Musimy spróbować je zatrzymać już na samym początku i nie dać im złapać rytmu, bo jak to zrobią, będzie im się grało łatwiej i będą prowadzić grę zespołu z Poznania – mówi o obwodowych koszykarkach Enei AZS-u zawodniczka Ślęzy.

Na pewno łatwiej Popović o takie liczby mając u swojego boku tak wszechstronną koszykarkę jak Brittany Brown. 30-letnia Amerykanka do 12 punktów dodaje 6.8 zbiórki, 7.4 asysty i 2.4 przechwyty, mając swój wkład w każdym aspekcie meczu. W środę Brown rozegrała swój najlepszy mecz w barwach akademiczek, kończąc wygrany 83:62 mecz z linijką 29 punktów, 5 zbiórek, 6 asyst i 5 przechwytów. W listopadzie przeciwko Ślęzie otarła się o triple-double, mając 14 punktów, 13 zbiórek i 8 asyst. Wspomniany tercet zamyka Jessika Carter, która w swoim drugim sezonie w Poznaniu potwierdza swoje wysokie umiejętności. Mierząca 198 cm środkowa będzie stanowić ogromne wyzwanie dla podkoszowych 1KS-u po obu stronach parkietu. Na przestrzeni sezonu tylko raz, w minioną środę, zakończyła mecz z dorobkiem mniejszym niż 10 punktów.

W seniorskiej rotacji trenera Szawarskiego pozostają Aleksandra Pszczolarska i Emilia Kośla, a także Australijka z niemieckim paszportem, Hannah Hank. Szkoleniowiec Enei AZS-u może również polegać na mocnym i szerokim kontyngencie koszykarek młodzieżowych – aż osiem takich zawodniczek zaliczyło choćby kilka minut na parkietach OBLK. Zespół z Poznania niewątpliwie jest gotowy na zaciętą walkę przez całe 40 minut, a zadaniem Ślęzy będzie dotrzymanie tempa szybkiej i intensywnej koszykówce prezentowanej przez rywalki. Wrocławianki będą liczyć na swoją postawę w obronie, bo realizując założenia w defensywie dadzą sobie największe szanse na zwycięstwo. Wymiana ciosów może przynieść większe korzyści drużynie z Wielkopolski.

Jedno jest pewne, w niedzielny wieczór w KGHM Ślęza Arenie zanosi się na wielkie emocje i wspaniałe widowisko. Warto zatem zająć miejsce na trybunach hali 1KS-u. Bilety w cenie 30 i 15 zł można kupić za pośrednictwem platform Empik Bilety oraz Going., a także w dniu meczu w kasie hali. Dzieci do 6 roku życia wchodzą na trybuny za darmo, wystarczy pobrać bilet w kasie hali. Transmisję z tego spotkania przeprowadzi TVP Sport, a będzie można zobaczyć ją na stronie sport.tvp.pl bądź w aplikacji krajowego nadawcy.

 

Wysoka wygrana Ślęzy w Krakowie

Ślęza pokonała Wisłę Kraków w meczu 17. kolejki Orlen Basket Ligi Kobiet i jest coraz bliżej zapewnienia sobie przewagi parkietu w pierwszej rundzie play-off.

Początek starcia był bardzo wyrównany, a koszykarki Ślęzy zdawały się być przytłoczone znakomitą atmosferą w hali Wisły. Gospodynie zaś, niesione dopingiem wypełnionych trybun raz po raz znajdowały sposób na defensywę wrocławianek. Podopieczne Arkadiusza Rusina były w stanie jedynie dotrzymywać kroku rywalkom, a nie takie były założenia żółto-czerwonych na to spotkanie.

Nic zatem dziwnego że pod koniec pierwszej kwarty, przy stanie 16:16, szkoleniowiec 1KS-u wziął czas i w prostych słowach przypomniał swoim podopiecznym, co trzeba zrobić. Time-out nie przyniósł skutku, bo Martyna Stasiuk w minutę zdobyła 7 punktów, dając swojej drużynie prowadzenie 23:18. Wrocławianki miały jednak odpowiedź w postaci dwóch trójek Zuzanny Kulińskiej. Mimo to Ślęza po 10 minutach przegrywała, gdyż ostatni akcent tej odsłony należał do Taylor Williams.

Po wznowieniu gry Wisła chciała pójść za ciosem – za trzy trafiły Sara Vujacic i Zuzanna Krupa. Ślęza nie pozwoliła gospodyniom na zbudowanie większej przewagi, dzięki punktom Kulińskiej i Aleksandry Mielnickiej obejmując prowadzenie 33:31. Stasiuk na chwilę doprowadziła do remisu, ale od połowy drugiej kwarty kontrolę nad wydarzeniami na parkiecie przejęły przyjezdne.

Mielnicka przeprowadziła akcję 2+1, następnie za trzy trafiła Mehryn Kraker, a jeszcze jedno oczko przewagi z linii rzutów osobistych dołożyła Ketija Vihmane. Trójka Aleksandry Żukowskiej była tylko przerywnikiem w dobrej grze Ślęzy. Wrocławianki utrzymały intensywność w obronie, czym kompletnie zaskoczyły Wisłę – krakowianki nie miały żadnej odpowiedzi na agresywną presję rywalek. A żółto-czerwone przed przerwą dodały jeszcze sześć oczek, dzięki czemu na przerwę schodziły prowadząc 46:36.

Na początku trzeciej kwarty miała miejsce krótka wymiana ciosów – po stronie Wisły zapunktowały Agata Gilmajster i Zuzanna Krupa, dla Ślęzy trafiały Digna Strautmane i Vihmane. Ale po chwili znów inicjatywę przejęły koszykarki 1KS-u. Zaczęło się od trójki kapitan 1KS-u, swoje dołożyły także Mielnicka i G’mrice Davis i było 60:41. Od tego momentu wrocławianki po prostu kontrolowały losy meczu, systematycznie odpowiadając na udane akcje gospodyń.

Taki sam scenariusz miała czwarta kwarta. Przewaga żółto-czerwonych oscylowała w okolicach 20 punktów, a koszykarki z Krakowa nie były w stanie przeprowadzić serii punktowej, która zaniepokoiłaby trenera Arkadiusza Rusina. Wrocławianki bezpiecznie dowiozły swoje prowadzenie do końca spotkania, ostatecznie wygrywając 94:70. Zwycięstwo przybliżyło Ślęzę do pewnego miejsca w pierwszej czwórce Orlen Basket Ligi Kobiet po sezonie zasadniczym. Na pięć kolejek przed końcem tej fazy rozgrywek żółto-czerwone mają trzy mecze przewagi nad Zagłębiem Sosnowiec. W najbliższą niedzielę do Wrocławia przyjedzie Enea AZS Politechnika Poznań. Wygrana w tym meczu umocni 1KS na trzeciej lokacie.

Wisła Kraków – Ślęza Wrocław 70:94 (25:24, 11:22, 15:25, 19:23).
Wisła: J. Williams 22, Stasiuk 16, Vujacic 10, Gilmajster 9, Krupa 6, T. Williams 4, Żukowska 3, Cykowska 0. Jasiulewicz, Boroń DNP.
Ślęza: Strautmane 21, Mielnicka 15, Davis 13, Kulińska 11, Kraker 11, Vihmane 9, Zięmborska 9, Jeziorna 3, Fiszer 2. Gajda DNP.

Nieskuteczna Ślęza przegrywa w hicie

Koszykarki Ślęzy Wrocław przegrały w meczu 16. kolejki z AZS UMCS Lublin. Porażka 55:68 bardzo ograniczyła szanse 1KS-u na zajęcie jednego z dwóch pierwszych miejsc po sezonie zasadniczym.

Wrocławianki zaczęły to starcie znakomicie, czując energię płynącą z wypełnionej po brzegi KGHM Ślęza Areny. Wszystkie pięć pierwszych posiadań ofensywnych zamieniły na punkty, a po drugiej stronie parkietu skutecznie zatrzymywały zespół z Lublina. W efekcie trener Karol Kowalewski musiał poprosić o czas przy stanie 10:2 dla gospodyń.

Time-out przyniósł korzyść, bowiem całkowicie odwrócił bieg zdarzeń na parkiecie. W ciągu następnych trzech minut straty lublinianek zmniejszyły się do dwóch oczek. Ślęza za sprawą dwóch udanych akcji G’mrice Davis powiększyła chwilowo swoją przewagę, lecz żółto-czerwone nie były w stanie jej utrzymać. Konsekwencja ich rywalek opłaciła się, bo po 10 minutach zamiast prowadzenia Ślęzy na tablicy wyników widniał remis.

Po wznowieniu gry zespół z Lublina nadal grał „swoje”, a ofensywa wrocławianek kompletnie stanęła. Arkadiusz Rusin mógł tylko rozkładać ręce widząc, jak jego podopieczne popełniały proste straty, czym napędzały swoje przeciwniczki. A te realizowały swój plan i gdy Ślęza oddawała im piłkę za darmo, to AZS UMCS dokładał kolejne punkty do swojego dorobku. Kwintesencją niemocy gospodyń w ofensywie była sytuacja, w której koszykarki 1KS-u zanotowały cztery kolejne zbiórki w ataku, a i tak skończyło się na błędzie 24 sekund. Po drugiej stronie parkietu prowadzenie lublinianek rosło i osiągnęło 11 punktów. Gospodynie przed przerwą odrobiły tylko trzy oczka i schodziły do szatni przegrywając 29:37.

Cel Ślęzy na trzecią kwartę był jednoznaczny – przejęcie inicjatywy i jak najszybszy powrót do gry. Problem żółto-czerwonych polegał oczywiście na tym, że zgoła inne założenia miał zespół z Lublina. Gdy tylko gospodynie przeprowadzały skuteczne akcje, ich rywalki odpowiadały tym samym. Przeszkodą w realizacji celu 1KS-u była także ciągła nieskuteczność wrocławianek, która nie pozwalała im się napędzić.

Kluczowym momentem spotkania był krótki okres, w którym Ślęza zmniejszyła straty do zaledwie czterech oczek. Trener Karol Kowalewski poprosił o czas i zatrzymał pościg 1KS-u. Po wznowieniu rywalizacji AZS UMCS przeprowadził serię 7:0. W tym czasie ofensywa wrocławianek przez niecałe cztery minuty nie zdobyła żadnego punktu, czym niezwykle mocno skomplikowała swoją sytuację. W efekcie pogoń żółto-czerwonych nie tylko nie przyniosła im skutku, a nawet straciła jeszcze jeden punkt.

Szanse Ślęzy definitywnie przekreśliły pierwsze trzy minuty czwartej kwarty. Lublinianki wyszły z chęcią zakończenia tej rywalizacji i zrobiły swoje, zdobywając 9 punktów bez odpowiedzi rywalek. Prowadzenie AZS-u UMCS-u urosło do 18 punktów i kwestią do rozstrzygnięcia pozostało tylko to, jaką różnicą punktów rozstrzygnie się to starcie.

Wrocławianki próbowały jeszcze jednego zrywu, ale przy stanie 60:48 dla lublinianek po przekroczeniu limitu fauli parkiet opuściła najpierw Davis, a następnie Digna Strautmane. Na ostatnie trzy minuty meczu najwyższą koszykarką Ślęzy była mierząca 183 cm Mehryn Kraker. Z oczywistych względów trudno było się wrocławiankom przeciwstawić dwumetrowej Kamili Borkowskiej i mierzącej 195 cm Draganie Stanković. W efekcie goście bez problemów dowiozły bezpieczne prowadzenie i AZS UMCS wygrał 68:55.

Ślęza przez cały mecz miała ogromne problemy ze skutecznością, trafiając tylko 26 procent rzutów z gry. Wrocławianki popełniły w dodatku 18 strat, a zanotowały tylko pięć przechwytów. Przy takich statystykach nie da się myśleć o wygraniu meczu, nawet trafiając 21 rzutów osobistych. Gospodyniom nie da się odmówić zaangażowania, lecz walka nie zawsze wystarczy.

Porażka 1KS-u z AZS-em UMCS-em w zasadzie przekreśla szanse Ślęzy na zajęcie jednego z pierwszych dwóch miejsc po sezonie zasadniczym. Wrocławianki tracą dwa mecze do lublinianek i drużyny z Gorzowa, mając jednocześnie gorszy bilans bezpośrednich spotkań z obiema drużynami. W efekcie jedni bądź drudzy musieliby przegrać trzy z ostatnich sześciu spotkań, a Ślęza wygrać wszystkie żeby awansować w ligowej tabeli. Zdecydowanie bardziej realnym celem żółto-czerwonych jest odparcie presji ze strony Enei AZS-u Poznań i obrona trzeciego miejsca. Bezpośrednie starcie obu drużyn w niedzielę, 1 lutego o godzinie 18:00.

Ślęza Wrocław – AZS UMCS Lublin 55:68 (18:18, 11:19, 11:12, 15:19).
Ślęza: Davis 17, Mielnicka 12, Kraker 9, Zięmborska 8, Kulińska 5, Vihmane 4, Strautmane, Fiszer, Jeziorna 0. Jasik DNP.
AZS UMCS: Stanković 16, Borkowska 15, Ullmann 10, Wnorowska 9, Ryan 7, Slocum 6, Wojtala 5, Morawiec, Pogorzelska 0. Adamczuk, Rakowska DNP.

Zmarła Janina Spisacka

W czwartek, 15 stycznia, zmarła Janina Spisacka. Legenda Ślęzy Wrocław zarówno na parkiecie, jak i poza nim. Miała 91 lat.

Janina Spisacka, urodzona w 1935 roku we Lwowie, do Wrocławia trafiła w ramach repatriacji po II Wojnie Światowej w 1946 roku. Jak wspominała po latach: „Miałam 11 lat, gdy razem z rodzicami w ramach repatriacji na ziemie zachodnie pociągiem towarowym, podobnie jak wielu innych Polaków z tamtego terenu, trafiliśmy do Wrocławia.”

Swoją przygodę z koszykówką zaczęła pod okiem trenera Edwarda Damczyka w I LO we Wrocławiu, którego była uczennicą. To właśnie ekipa z I LO stworzyła początki sekcji koszykówki w 1KS. Bez wątpienia można określić Panią Janinę pionierką wrocławskiej koszykówki kobiet. Żółto-czerwone barwy reprezentowała od rozpoczęcia działalności sekcji, od 1953 roku.

„Kontakt z wychowaniem fizycznym w szkole powodował, że często zostawałyśmy po lekcjach i grałyśmy w siatkówkę lub koszykówkę. Tak tworzyła się nasza szkolna reprezentacja. Rozgrywaliśmy mecze międzyszkolne. Ja chodziłam do II liceum. Środowisko związane ze Ślęzą wywodziło się z I liceum przy ulicy Poniatowskiego. Tam działał profesor Damczyk – wielce zasłużony dla koszykówki. Razem z nami przeszedł nasz trener Eugeniusz Spisacki. Zaproponowano mu, oprócz gry w drużynie, żeby zajął się trenerką, bo ma ku temu predyspozycje. W tym czasie był już studentem AWF. Tak zaczęła się nasza wspólna przygoda ze Ślęzą.”

Dla Ślęzy występowała nieprzerwanie aż do 1969 roku. Jak czytamy w wydawnictwie z okazji XXV-lecia klubu:

Mimo stosunkowo niskiego jak na koszykarkę wzrostu J. Spisacka przez szereg lat była jedną z najlepszych strzelczyń ekstraklasy. W zasadzie spełniała rolę rozgrywającej, nie przeszkadzało jej to by być również czołową egzekutorką. Gdyby urządzić plebiscyt na najlepszą w 25-letniej historii Dolnego Śląska koszykarkę, to niewątpliwie tytuł ten przypadłby Janinie Gerycz-Spisackiej.

Na przestrzeni 16 lat reprezentowania Ślęzy Pani Janina zapracowała sobie na status legendy klubu i była niezwykle popularna w całym Wrocławiu.

„W latach 50. tramwaje jeżdżące po Wrocławiu nie były zamykane. Miały półotwarte platformy, a na uchwytach przy drzwiach wisiało czasem po kilka osób, które nie zmieściły się w środku. We wszystkich tramwajach bilety były sprzedawane przez konduktora, który miał swoje podwyższone siedzisko. W takiej atmosferze jechałam na mecz. Jakimś cudem wcisnęłam się do środka i wtedy zobaczył mnie konduktor. Zerwał się i siłą wciągnął mnie na swoje miejsce, mówiąc głośno: „Pani jedzie na mecz, pani musi być wypoczęta!”. Byłam rozpoznawalna. Jako pracownik MPK konduktor był najprawdopodobniej kibicem Ślęzy.”

Pod koniec lat 50. Janina Gerycz wyszła za Eugeniusza Spisackiego. Małżeństwo przez lata pełniło w Ślęzie różne funkcje. W 1979 roku Pani Janina została namówiona do powrotu do 1KS-u w roli sekretarza. Wówczas Pierwszy Klub Sportowy był u szczytu swojej mocy. Państwo Spisaccy pracowali w Ślęzie do 1983 roku, gdy Pan Eugeniusz ciężko zachorował, a ze względu na sytuację rodzinną Pani Janina postanowiła zrezygnować z pełnionej funkcji.

Ślęza przez wszystkie lata niezmiennie pamiętała o swojej legendzie. W 2018 roku podczas gali „Talenty Ślęzy Wrocław” Janina Spisacka została uhonorowana tytułem „Legendy Ślęzy Wrocław”.

Hit kolejki we Wrocławiu – Ślęza podejmie AZS UMCS

W niedzielę o godzinie 18:00 w KGHM Ślęza Arenie koszykarki Ślęzy Wrocław podejmą LOTTO AZS UMCS Lublin. Obie drużyny spotkały się ostatnio w Sosnowcu, gdy górą w ćwierćfinale Pucharu Polski były wrocławianki. 

Drugie w tym sezonie starcie wrocławsko-lubelskie było niezwykle zacięte i rozstrzygnęło się dopiero absolutnie w samej końcówce. Na 6.4 sekundy Ślęza przeprowadziła akcję, która zakończyła się punktami Ketiji Vihmane. Lublinianki miały okazję wyrwać to zwycięstwo i awansować do półfinału, lecz rzut Aleksandry Wojtali został oddany po czasie, podobnie jak faul odgwizdany na rozgrywającej reprezentacji Polski. W efekcie żółto-czerwone wygrały 75:74 i był to fundament pod zwycięstwo w całym turnieju, zakończonym pierwszym w historii Pucharem Polski dla 1KS-u. Teraz obie ekipy spotykają się ponownie. W zespole Ślęzy wciąż utrzymują się pozytywne emocje związane z weekendowym triumfem w Sosnowcu.

– Mam nadzieję, że dla naszej pewności siebie ta ćwierćfinałowa wygrana ma znaczenie. Zwycięstwo w prawie ostatniej sekundzie zawsze dodaje tej pewności siebie, a i cały wygrany turniej mocno zbudował nasz zespół. Lublin to wciąż bardzo groźny rywal. Zobaczymy, w jakim składzie przyjedzie, bo podczas ćwierćfinału jedna z ich zawodniczek doznała kontuzji i nie wiadomo, czy będzie gotowa na niedzielę. Ale tak czy inaczej będzie to hit kolejki we Wrocławiu – mówi Dominika Fiszer.

Rozgrywająca Ślęzy zwróciła uwagę na kontuzję Markeishy Gatling, która w pierwszej kwarcie ćwierćfinału opuściła parkiet i nie powróciła do gry. Amerykanki z czarnogórskim paszportem nie było także w składzie lublinianek podczas czwartkowego meczu z Castors Braine w EuroCupie. Podopieczne Karola Kowalewskiego powetowały sobie niepowodzenie w pucharze, pokonując zespół prowadzony przez Krzysztofa Szewczyka 77:67. Koszykarki z Lublina do zwycięstwa poprowadziła Robbi Ryan, zdobywając 21 punktów i 10 zbiórek. 17 oczek dołożyła Destiny Slocum, 15 dorzuciła Dominika Ullmann. I bez Gatling lublinianki będą bardzo mocne pod koszem – zadbają o to Kamila Borkowska oraz Dragana Stanković. Na obwodzie za grę lublinianek będą odpowiedzialne wspomniane Slocum i Ryan, dla której będzie to z pewnością sentymentalny powrót do Wrocławia. Amerykanka może spodziewać się ciepłego przywitania przez publiczność w KGHM Ślęza Arenie, gdyż w zeszłym sezonie wywalczyła tytuł MVP sezonu zasadniczego reprezentując właśnie barwy Ślęzy.

We wrocławskiej hali oprócz powrotu Ryan i emocji gwarantowanych przez obie drużyny nie zabraknie także innych okołomeczowych atrakcji. Kibice będą mieli okazję zrobić sobie zdjęcie z Pucharem Polski, który eksponowany będzie w dostępnej dla każdego części obiektu. Wrocławski Szkolny Związek Sportowy przygotuje strefę animacji dla dzieci i młodzieży, a w trakcie spotkania będą organizowane konkursy z nagrodami. Nic zatem dziwnego, że bilety wyprzedają się bardzo szybko, a zostało ich już tylko niecałe 200. A to zapowiada znakomitą atmosferę na trybunach, z czego bardzo cieszy się Dominika Fiszer.

– Myślę, że świetnie będzie się grało przy pełnej hali. To będzie taki przedsmak play-offowej atmosfery w tym obiekcie. Po naszym sukcesie na pewno wiele osób chce przyjść i zobaczyć nas, a zapewne także i puchar. Bardzo fajnie złożyło się, że pierwsza kolejka po pucharze jest tak atrakcyjnym meczem – podkreśla zawodniczka 1KS-u.

Mecz Ślęzy z AZS-em UMCS-em ma jeszcze jeden wymiar – rywalizacji o rozstawienie w fazie play-off. Spotkanie obu drużyn w pierwszej rundzie zakończyło się zwycięstwem lublinianek 88:74. W przypadku 13-punktowej bądź mniejszej wygranej Ślęzy nadal to koszykarki AZS-u UMCS-u będą nad wrocławiankami przy takim samym bilansie zwycięstw i porażek na zakończenie sezonu zasadniczego. Żółto-czerwone powinny zatem dążyć do jak najbardziej okazałej wygranej, co oczywiście mając naprzeciw tak klasowego rywala będzie bardzo trudnym zadaniem.

– Dla trenera na pewno ma to znaczenie, dla mnie w tej chwili troszkę mniejsze. Jestem świadoma układów i konsekwencji bezpośrednich meczów, ale się na nich nie skupiam. Zostało jeszcze trochę grania i patrzę bardziej na to, co tu i teraz przed nami. Wierzę, że odniesiemy w niedzielę zwycięstwo. Jeśli 15 punktami, to wspaniale, jeśli mniejszą różnicą to również wspaniale – kończy Fiszer.

Początek niezwykle emocjonującego spotkania Ślęzy Wrocław z AZS-em UMCS-em Lublin w niedzielę, 18 stycznia o godzinie 18:00. Ostatnie sztuki biletów w cenie 30 i 15 zł można kupić za pośrednictwem platform Empik Bilety oraz Going., a także w dniu meczu w kasie hali. Dzieci do 6 roku życia wchodzą na trybuny za darmo, wystarczy pobrać bilet w kasie hali. Transmisję z tego spotkania przeprowadzi TVP Sport, a będzie można zobaczyć ją na stronie sport.tvp.pl bądź w aplikacji krajowego nadawcy.