,

Seria porażek PZU Ślęzy II trwa nadal

Koszykarki PZU Ślęzy II MOS-u Wrocław przegrały w meczu 10. kolejki 1 ligi kobiet z Eneą AZS-em II Poznań. Dla żółto-czerwonych to piąta porażka z rzędu.

Ze względu na przerwę na mecze reprezentacji trener Grzegorz Zieliński mógł skorzystać z zawodniczek występujących zazwyczaj w I drużynie Enei AZS-u. Mowa głównie o Alicji Rogozińskiej i Weronice Piechowiak, choć w kadrze I drużyny są także Malina Piasecka i Weronika Jarecka.

Pomimo tego przez pierwsze minuty koszykarki PZU Ślęzy II nie tylko toczyły wyrównaną walkę, ale i były na prowadzeniu. Świetnie to spotkanie rozpoczęła Aleksandra Mielnicka, która zdobyła siedem z pierwszych dziewięciu punktów 1KS-u. Później inicjatywę przejęły przyjezdne, bezlitośnie wykorzystując przestój w ofensywie gospodyń, który zamienił się w serię punktową 15:0 dla poznanianek. Podopieczne Jarosława Krysiewicza przez sześć minut nie były w stanie znaleźć sposobu na powiększenie swojego dorobku punktowego – udało się to dopiero Mielnickiej na minutę przed końcem pierwszej kwarty. Ostatni akcent tej odsłony należał do Igi Woźnej, która dała swojemu zespołowi 10 punktów przewagi po 10 minutach meczu.

Zawodniczki z Wrocławia rozpoczęły mozolne odrabianie strat, ale o zmniejszenie deficytu nie było łatwo. Poznanianki miały odpowiedź na każdą udaną akcję żółto-czerwonych. Gdy tylko gospodyniom udawało się zdobyć kolejne punkty, po drugiej stronie parkietu zawodziła defensywa i zespół Enei AZS-u II utrzymywał bezpieczną przewagę kilku posiadań. Nawet jeśli pod koniec kwarty żółto-czerwonym udało się zrobić serię 6:0, to w moment oddały cztery oczka rywalkom i w efekcie do przerwy różnica punktowa pomiędzy obiema drużynami nie uległa zmianie.

W trzeciej kwarcie lepiej wystartowały koszykarki gości, które z pewnością wiedziały, że w ostatnich meczach ta część spotkania nie wychodziła PZU Ślęzie II za dobrze. Zaczęło się od punktów Aleksandry Żukowskiej i Alicji Rogozińskiej, a jedno oczko z linii rzutów osobistych dołożyła Weronika Piechowiak. Na udaną akcję Agnieszki Skowron drużyna z Poznania odpowiedziała trójką Maliny Piaseckiej, dwoma skutecznymi wejściami pod kosz Żukowskiej i celnym osobistym Rogozińskiej. W kilka chwil z 10 punktów przewagi Enei AZS-u II zrobiło się 19 i wydawało się, że w tym meczu wszystko jest już jasne. Wtedy jednak w przeciągu minuty PZU Ślęza II zdobyła sześć punktów, a po dwóch celnych osobistych Żukowskiej kolejne cztery i gospodynie dały sobie szansę na odwrócenie losów spotkania w czwartej kwarcie.

Początek decydującej odsłony przejęła Sandra Dubiel, która zdobyła osiem punktów z rzędu i zmniejszyła straty PZU Ślęzy II do sześciu oczek. Swoje akcje skutecznie zakończyły również Aleksandra Mielnicka i Karolina Szarszaniewicz, dzięki czemu na 5,5 minuty przed końcem spotkania było tylko 56:54 dla Enei AZS-u II. Trójka Sary Pająk po layupie Weroniki Piechowiak sprawiła, że 1KS przegrywał tylko jednym punktem. Jednak zamiast pójść za ciosem i objąć prowadzenie, gospodynie pozwoliły przeciwniczkom na serię 8:0 i znów trzeba było odrabiać dziewięć punktów różnicy. Ta misja prawie się udała, bo po osobistych Skowron i Mielnickiej oraz trójce tej drugiej zrobiło się 66:62 dla zespołu z Poznania. Drużynie prowadzonej przez Jarosława Krysiewicza zabrakło jednak czasu, żeby dopiąć swego i ostatecznie to poznanianki schodziły z parkietu z wygraną.

Z pozytywów – młodym wrocławiankom udało się przełamać klątwę trzeciej kwarty i walczyć do samego końca. Wciąż brakuje im jednak koncentracji i powtarzalności. Gra falami prowadzi właśnie do tego, co wydarzyło się w meczu z Eneą AZS-em II, a więc ciągłego gonienia, a następnie oddawania inicjatywy na dłuższe fragmenty. W takiej sytuacji ciężko jest walczyć o kolejne zwycięstwa w 1 lidze.

Oby zła seria pięciu porażek została przełamana w najbliższą sobotę, gdy zespół z Wrocławia zagra w Łodzi z miejscowym Grotem Widzewem. Początek tego starcia o godzinie 18:00.

PZU Ślęza II MOS Wrocław – Enea AZS II Poznań 64:68 (11:21, 17:17, 14:15, 22:15).
PZU Ślęza II: Mielnicka 23, Kurkowiak 10, Dubiel 10, Pająk 8, Szarszaniewicz 6, Skowron 5, Ryng 2, Baran, Boreczek 0. Wowra DNP.
Enea AZS II: Dżochowska 12, Żukowska 12, Jarecka 10, Piechowiak 7, Rakowska 5, Rogozińska 5, Główczak 5, Bartczak 4, Piasecka 3, Haegenbarth 3, Woźna 2, Koryzna 0.

Powtórka z „rozrywki” w starciu z MUKS-em

Koszykarki PZU Ślęzy II MOS-u Wrocław przegrały w meczu 9. kolejki 1 ligi kobiet z MUKS-em Poznań 44:72. Ponownie gra żółto-czerwonych kompletnie posypała się w drugiej połowie spotkania.

Problemy w ataku koszykarek 1KS-u były widoczne od samego początku, bowiem wrocławianki spudłowały każdy z pierwszych ośmiu rzutów z gry. Na szczęście dla nich rywalki także miały kłopoty ze skutecznością. Dlatego też gdy po pięciu minutach spotkania Sara Pająk wreszcie trafiła za trzy, PZU Ślęza II przegrywała tylko 5:9. Od tego momentu do końca pierwszej kwarty żółto-czerwone utrzymywały się w grze i były na dystansie jednego posiadania od rywalek.

Po wznowieniu gry sytuacja na parkiecie nie uległa zbytnio zmianie. Wciąż dominowały pudła i nieudane akcje, kończące się stratami. Doszedł do tego jeszcze jeden element – faule, które przerywały grę i kompletnie pozbawiły mecz dynamiki. Był to korzystny obrót wydarzeń dla zawodniczek z Wrocławia, które dzięki temu wyszły na prowadzenie, gdy wszystkie trzy osobiste zamieniła na punkty Aleksandra Mielnicka. Rozgrywająca PZU Ślęzy II dołożyła jeszcze cztery oczka w dwóch kolejnych akcjach i 1KS prowadziły 23:17. Następnie przez trzy minuty żadna ze stron nie potrafiła zmienić tego wyniku – ta sztuka udała się najpierw Aleksandrze Szubie, a następnie Nikoli Baturze, które zmniejszyły straty gospodyń do dwóch oczek. Ostatni akcent pierwszej połowy należał do Martyny Kurkowiak, która trafiła trzy z czterech rzutów osobistych i sprawiła, że drużyna gości schodziła na przerwę z prowadzeniem.

Wrocławianki cieszyły się przewagą dość krótko, bowiem zaledwie dwie minuty. Koszykarki MUKS-u wyszły na parkiet zupełnie odmienione, grając z większą energią, a przede wszystkim z o wiele lepszą skutecznością. Od stanu 28:23 dla 1KS-u, poznanianki zdobyły 13 punktów z rzędu i całkowicie przejęły inicjatywę w tym spotkaniu. PZU Ślęza II odpowiadała tylko sporadycznie, nieskutecznie próbując narzucić swój styl gry. Nie pomagała trwająca wciąż niemoc w ofensywie – celowniki wrocławianek były skalibrowane nad wyraz źle. A to była woda na młyn dla gospodyń, które systematycznie punktowały i powiększały swoje prowadzenie. Po trzeciej kwarcie z trzypunktowej straty zrobiło się 12 punktów zapasu.

Żółto-czerwone mogły jeszcze spróbować wrócić do rywalizacji, ale seria 12:2 na otwarcie czwartej odsłony definitywnie zakończyła emocje w sobotnim starciu. Końcówka meczu to już absolutna dominacja podopiecznych Macieja Brodzińskiego, które od stanu 59:40 wygrały resztę meczu 18:2 i ostatecznie pokonały wrocławianki 77:42.

Koszykarki PZU Ślęzy II ponownie nie były w stanie znaleźć odpowiedzi na agresywniejszą grę rywalek po przerwie. To bolączka, którą trzeba będzie rozwiązać jak najszybciej i nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Do tego czasu każde spotkanie wrocławianek może być klasycznym meczem dwóch połów.

Żółto-czerwone już w czwartek będą chciały pokazać, że wyciągnęły wnioski z weekendowej porażki. Tego dnia o godzinie 18:00 w hali sportów walki AWF podejmą Eneę AZS II Poznań. Wstęp na trybuny wolny.

MUKS Poznań – PZU Ślęza II MOS Wrocław 77:42 (15:14, 8:12, 24:9, 30:7).
MUKS: Batura 20, Piotrowska 12, Dymała 11, Sobańska 9, Burzyńska 8, Szuba 8, Błaszczak 3, Kasztelan 3, Przybylska 3, Klatt, Winkel, Sitek 0.
PZU Ślęza II: Pająk 16, Mielnicka 12, Kurkowiak 6, Baran 4, Harasimów 2, Skowron 2, Szarszaniewicz, Wowra, Boreczek, Ryng 0.

„Jesteśmy ubodzy w ataku”

Prezentujemy zapis konferencji prasowej po meczu Ślęza Wrocław – Polski Cukier AZS UMCS Lublin, w którym koszykarki z Lublina wygrały 65:59.

Krzysztof Szewczyk (trener AZS UMCS Lublin): Bardzo cieszymy się z tego zwycięstwa, wiedzieliśmy, że przyjeżdżamy tutaj po wcześniejszych naszych wpadkach w lidze. Może nie wpadkach, bo to słowo, które deprecjonuje zespoły, które z nami wygrały. Po tych porażkach w lidze wiedzieliśmy, że to jest dla nas kluczowy mecz, żeby złapać takie zaufanie do siebie, poprawić troszkę naszą grę. To już po części było widać w Izraelu. Po meczu z Poznaniem mieliśmy jakieś tam rozmowy w zespole, widać, że to pomogło. Chcemy dotrwać do przerwy na kadrę i myślę, że wtedy popracujemy i ta nasza gra będzie jeszcze lepiej wyglądała. Ale, tak jak mówię, we Wrocławiu zawsze gra się ciężko z zespołami trenera Rusina. Wiedzieliśmy, że będzie ciężki mecz i taki był. Gratuluję dziewczynom, bo po takim słabym początku, gdzie przegrywaliśmy 10:2 podnieśliśmy się, nie poddaliśmy się i to mnie bardzo cieszy.

Magdalena Ziętara (zawodniczka AZS UMCS Lublin): Przede wszystkim chciałam powiedzieć, że jestem dumna z naszej drużyny. To był dla nas ciężki tydzień. Zeszłotygodniowa porażka z Poznaniem 30 punktami u siebie mocno nas zabolała. Wiedziałyśmy, że musimy coś w naszej grze zmienić i tak, jak trener powiedział, zalążki tej nowej gry było już widać w Izraelu. Cieszę się, że po tej słabej dzisiaj pierwszej połowie, bo też sobie powiedziałyśmy w szatni, że gramy po prostu bardzo słabo, a dalej jesteśmy w grze i musimy to poprawić, no i lepiej egzekwowałyśmy założenia w ataku, ale też i przede wszystkim w defensywie. Cieszę się z tego zwycięstwa. Zostały jeszcze dwa mecze przed kadrą i mam nadzieję, że też uda się je wygrać.

Arkadiusz Rusin (trener Ślęzy Wrocław): Gratulacje dla zespołu z Lublina, gratulacje dla Krzyśka. Magda kolejny raz ma dobrze nastawiony celownik na Rusina, te trzy trójki były ważne i kluczowe. Dawały im takie tempo grania. Jesteśmy ubodzy w ataku i w tej chwili to jest nasz największy problem. Nie ma jakości, nie możemy grać w ataku opierając tę grę na dwóch graczach, którzy są w stanie zdobyć więcej niż 10 punktów. To jest nasza największa bolączka. Jeżeli się traci 65 punktów, to nie jest wielki problem, no ale tak jak mówię, nasz atak jest ubogi. Brakuje nam strzelca zdecydowanie. Nie ma takiego gracza, który jest w stanie wziąć piłkę i być pewniakiem z piłką w ręku. Być może w Lublinie też nie było takiego lidera na obwodzie, ale jednak 4 graczy gra na poziomie około 10 punktów i więcej. U nas tylko dwóch graczy. Nie da się w seniorskim baskecie tak konstruować ataku, bo jesteśmy czytelni. Później brakuje nam sił, brakuje realizacji, bo nie potrafi się dołączyć trzeci, czwarty gracz. To jest w tej chwili problem. A druga sprawa – wyszliśmy po przerwie bez energii. To zespół z Lublina gra co trzy dni, miał trudny wyjazd do Izraela, to oni miały jakość i chęci do gry w drugiej połowie. My spuściliśmy głowy.

Renata Brezinova (zawodniczka Ślęzy Wrocław): Gratulacje dla przeciwników. Nasze pomyłki były kosztowne, do tego popełniłyśmy 19 strat – trudno w ten sposób wygrać mecz. Nie dopilnowałyśmy rotacji w obronie, pozwalając rywalkom na łatwe punkty z prostych pozycji. To były klucze, przez które przegrałyśmy.

Ambicja PZU Ślęzy II nie wystarczyła na faworyta z Krakowa

Zespół PZU Ślęzy II MOS-u Wrocław przegrał z faworytem, Wisłą CanPack Kraków, w meczu 8. kolejki 1 ligi kobiet. Żółto-czerwone walczyły dzielnie, ale przeważyło doświadczenie liderek tabeli.

Start w wykonaniu wrocławianek był typowy dla nich – na pierwsze ataki odpowiedziała Karolina Wilk, ale na siedem punktów z rzędu Wisła CanPack nie miała już riposty, dzięki czemu było 12:5 dla gospodyń. Koszykarki z Krakowa szybko wróciły na właściwe tory i za sprawą Martyny Stasiuk oraz Martyny Jasiulewicz odrobiły większość strat, a po lay-upie Wilk przejęły prowadzenie. Chwilę później miał miejsce bardzo przykry incydent, bo Karolina Wilk upadła na parkiet bez kontaktu i musiała opuścić boisko z kontuzją.

Uraz skrzydłowej Wisły poruszył resztę drużyny, która potrzebowała chwili, aby pozbierać się i ponownie zacząć grać swoją koszykówkę. To pozwoliło zawodniczkom 1KS-u wyjść na prowadzenie i zacząć budować przewagę. Trójkę trafiła Hanna Baran, w kontrze punkty dołożyła Martyna Kurkowiak, a serię 8:0 zwieńczyła Agnieszka Skowron rzutem za 3. Chwilę później za trzy trafiła także Aleksandra Mielnicka i PZU Ślęza II prowadziła już 34:26. Na punkty Stasiuk i Aleksandry Kozłowskiej z linii rzutów osobistych swoją trójkę dołożyła Sara Pająk, a na osobiste Pauliny Kuczyńskiej odpowiedziała Kurkowiak. Dzięki temu żółto-czerwone na przerwę schodziły z ośmioma punktami przewagi.

A po wznowieniu gry Mielnicka najpierw trafiła trójkę, a później zdobyła dwa punkty w szybkim ataku. Przy stanie 44:31 trener Michał Suwara musiał poprosić o czas, żeby powtórzyć swoim zawodniczkom, jakie są założenia na drugą połowę. Przełamanie nastąpiło za sprawą Martyny Stasiuk, która przechwyciła podanie Skowron i bez problemu dostała się pod kosz. Jak się okazało, akcja ta rozwiązała worek z punktami, bo po tej kontrze koszykarki z Krakowa dołożyły jeszcze osiem oczek. Nie pomógł czas, o który poprosił trener Jarosław Krysiewicz, bo choć po timeoucie punkty zdobyła Sara Pająk, to Wisła przeprowadziła trzy skuteczne akcje i z 44:31 dla PZU Ślęzy II zrobiło się 50:48 dla gości.

Zespół z Krakowa w trzeciej kwarcie definitywnie przejął inicjatywę, a w czwartej postawił kropkę nad i. Koszykarki Wisły w decydującej odsłonie przeprowadziły serię punktową 23:2 i ostatecznie rozstrzygnęły losy tego spotkania. PZU Ślęzie II udało się jedynie zmniejszyć rozmiary porażki, ale i tak przegrały 17 punktami.

Różnica punktowa nie oddaje jednak w pełni przebiegu spotkania. Żółto-czerwone przez 25 minut toczyły wyrównaną walkę i były godnym rywalem dla faworytek 1 ligi. Koszykarki z Krakowa musiały wejść na zdecydowanie wyższe obroty, aby przełamać opór wrocławianek i sięgnąć po wygraną. Młodym zawodniczkom 1KS-u zabrakło jednak opanowania, doświadczenia i boiskowego sprytu, żeby w kluczowych momentach nie ugiąć się pod naporem rywalek. Wydarzenia z drugiej połowy mogą być cenną lekcją dla podopiecznych Jarosława Krysiewicza, ale tylko od nich zależy, czy wyciągną odpowiednie wnioski.

PZU Ślęza II MOS Wrocław – Wisła CanPack Kraków 61:78 (14:15, 25:16, 12:21, 10:26)
PZU Ślęza II: Mielnicka 19, Pająk 14, Kurkowiak 12, Baran 9, Skowron 3, Wowra 2, Ryng 2, Wowra 2, Szarszaniewicz, Boreczek 0. Kapłon DNP.
Wisła CanPack: Stasiuk 26, Jasiulewicz 21, Jackowska 12, Wilk 8, Kuczyńska 4, Bukowczan 2, Natkaniec 2, Krzywoń 2, Kozłowska 1, Wojas 0.

Niewykorzystana szansa Ślęzy Wrocław

Koszykarki Ślęzy Wrocław przegrały z Polskim Cukrem AZS-em UMCS-em Lublin w meczu 7. kolejki Energa Basket Ligi Kobiet. Żółto-czerwone mogą mieć poczucie niedosytu, bowiem ten mecz był do wygrania.

Gospodynie dobrze rozpoczęły niedzielną konfrontację, w cztery minuty wychodząc na prowadzenie 10:2. Sygnał do ataku dała Stephanie Jones, trafiając na tym wczesnym etapie meczu dwa rzuty za trzy punkty. Po drugiej trójce amerykańskiej podkoszowej trener Krzysztof Szewczyk musiał poprosić o czas i obudzić swój zespół. Przyniosło to natychmiastowy efekt w postaci trzypunktowego trafienia Nii Clouden, po którym rozpoczęło się odrabianie strat przez lublinianki. Ślęza miała asa w postaci Jones, dzięki czemu żółto-czerwone potrafiły przez kilka kolejnych minut utrzymać prowadzenie, ale po trójce Magdaleny Ziętary był remis 15:15. Ostatni akcent należał jednak do Ślęzy. Jeden rzut osobisty Julii Drop sprawił, że wrocławianki zakończyły pierwszą kwartę z minimalną przewagą.

Szybkie punkty Patrycji Jaworskiej i Wiktorii Kuczyńskiej na otwarcie drugiej odsłony powiększyły tę przewagę do 5 oczek, ale koszykarki AZS-u UMCS-u nie zamierzały powtórzyć sytuacji z pierwszych 10 minut. Najpierw trójkę trafiła Olga Trzeciak. Po dwóch osobistych Jones punktowały Ziętara, Aleksandra Kuczyńska oraz Anna Wińkowska i to przyjezdne prowadziły 25:22. Po serii 7:0 dla gości przyszła pora na odpowiedź Ślęzy. Fragment gry wygrany 6:2 ponownie przechylił szalę na korzyść gospodyń. Stephanie Jones zdobyła cztery punkty na koniec pierwszej połowy, ustalając wynik po 20 minutach na 32:29.

Trzecia kwarta to absolutna wymiana ciosów jak podczas dobrej walki bokserskiej. Kibice oglądali przez większość tej odsłony naprawdę atrakcyjną koszykówkę, w której dominowało wysokie tempo i dobra skuteczność. Żadna ze stron nie była w stanie na dobre przejąć kontroli nad meczem, a prowadzenie co chwila obejmowały to gospodynie, to przyjezdne. Dla postronnego widza było to świetne widowisko, dla kibiców obu drużyn zaś nerwowy rollercoaster. Ostatecznie ta podróż zakończyła się korzystnie dla koszykarek z Lublina, które nie tylko odrobiły straty, ale i wyszły na prowadzenie.

Decydującą odsłonę otworzyła Nia Clouden rzutem za trzy punkty na 53:47. Każdy kolejny celny rzut lublinianek zdecydowanie komplikowałby sytuację Ślęzy, ale próby Katariny Zec, Aleksandry Stanacev i Clouden nie znalazły drogi do celu. To dało gospodyniom drugi oddech, zwłaszcza że zapunktowały Ieshia Small i Renata Brezinova. Po trójce Czeszki trener Szewczyk wziął czas, żeby odzyskać kontrolę nad meczem. Udało się to w stu procentach, bo po timeoucie za trzy trafiła Ziętara, a po stracie Brezinovej dwa punkty dołożyła Mack i AZS UMCS znów miał sześć punktów zapasu.

Nawet gdy udawało się wrocławiankom zatrzymać rywalki w obronie, żółto-czerwonym brakowało rozwiązań w ofensywie. A punkty były im niezbędne, żeby odrobić straty. Zamiast tego były pudła i faule, które wysyłały przeciwniczki na linię rzutów osobistych. Tam zawodniczki z Lublina były na tyle skuteczne, żeby prowadzić 62:53 na dwie minuty przed końcem. I to wystarczyło do osiągnięcia zwycięstwa, zwłaszcza przy problemach Ślęzy w ofensywie.

Wrocławianki zdecydowanie mają czego żałować, bo zespół z Lublina można było pokonać. Trudno jednak o wygraną, gdy nie działa atak, ponieważ 59 punktów to nie jest dobrze funkcjonująca ofensywa. Zamiast bilansu 4-3 i dobrych humorów przed trzytygodniową przerwą od spotkań, Ślęza ma bilans 3-4, a sztab musi szukać rozwiązań, bo grudzień zapowiada się niezwykle ciężko.

Ślęza Wrocław – Polski Cukier AZS UMCS Lublin 59:65 (16:15, 16:14, 15:21, 12:15).
Ślęza: Jones 26, Jakubiuk 14, Brezinova 6, Small 4, Drop 3, Jaworska 3, Kuczyńska 2, Kurach 1, Stefańczyk 0. Mielnicka, Kurkowiak DNP.
Polski Cukier AZS UMCS: Mack 17, Ziętara 13, Clouden 10, Stanacev 8, Zec 5, Trzeciak 5, Wińkowska 4, Kuczyńska 3. Paulsson Glantz, Kośla DNP.