„Kocham ten sport, nie gram w koszykówkę dla pieniędzy”

– Cieszę się, że mogę dołączyć do organizacji, która jest odpowiednio zarządzana, która ma wysokie cele i traktuje koszykówkę na poważnie. – mówi Cierra Burdick, zawodniczka Ślęzy Wrocław. 

Parę lat temu udzieliłaś wywiadu dla ESPN, w którym powiedziałaś, że gdybyś była superbohaterem, to chciałabyś być Supermanem. Coś w tym zakresie się zmieniło?

Teraz wydaje mi się, że wybrałabym Czarną Panterę. Uwielbiam ten film i całą otoczkę wokół „Wakanda na zawsze”. Więc teraz zmieniam odpowiedź na Czarną Panterę.

Czyli skoro nie Superman, to raczej też nie wzorujesz swojej gry na Dwightcie Howardzie, który obecnie w NBA nosi ten przydomek?
Nie lubię go, uważam, że jest „miękki”. Moją idolką, na której się wzoruję jest Candice Dupree. To nieco niższa skrzydłowa, ale gra z ogromną gracją, jest niezwykle efektywna . Sprawia, że wszystko w jej wykonaniu wygląda łatwo, a do tego ciężko pracuje i jest typem liderki. To moja ulubiona zawodniczka, natomiast nie ma żadnego koszykarza, który byłby kimś, od kogo czerpię wzorce. Raczej po prostu interesuje mnie typ wszechstronnego zawodnika, dobrze pracującego – taką staram się być zawodniczką.

Sama też masz trochę mniej centymetrów niż rywalki na Twojej pozycji. To oznacza, że musisz się sporo przebijać pod koszem – czujesz, że stałaś się dzięki temu mocniejszą zawodniczką?
Trzeba wykorzystywać swoje zalety. Kiedy mam walczyć z wyższą i silniejszą środkową, korzystam z szybkości i pracy na nogach. Muszę wiedzieć, kiedy mam się odwrócić z piłką, kiedy zagrać nieco bardziej fizycznie – dobranie odpowiedniego ruchu do sytuacji jest w moim przypadku kluczowe.

Zakładam, że moglibyśmy teraz siedzieć i rozmawiać godzinami o legendarnej trenerce Pat Summit, która prowadziła Cię w Tennessee. Spędziła 28 lat w jednym zespole, wygrała praktycznie wszystko i widziała praktycznie wszystko. Na pewno nauczyła Cię sporo, ale gdybyś miała wymienić najważniejsze rzeczy, to jakie by to były?
Granie dla niej było prawdziwym błogosławieństwem. Najlepszą rzeczą, którą mi przekazała przez lata wspólnej pracy to to, żebym była nie tylko najlepszą koszykarką, jaką mogę być, ale przede wszystkim najlepszym człowiekiem. Była niezwykle skromna. Nie zorientowałbyś się, że tyle w życiu wygrała, gdybyś o tym nie wiedział. Traktowała wszystkich z szacunkiem i pokorą. To są wartości, które staram się na co dzień wyznawać w swoim życiu. Żyć z pokorą, ciężko pracować, szanować i kochać wszystkich dookoła.

Trener Summit była jednym z powodów, dla których wybrałaś tę uczelnię?
Zdecydowanie. Pod uwagę brałam też kilka innych powodów – chciałam być blisko domu, a Tennessee było oddalone tylko o cztery godziny. Zależało mi na grze o mistrzostwa i na rywalizacji na najwyższym poziomie. Więc niewątpliwie trener Summit była najlepszą możliwą opcję.

Świetnie radziłaś sobie w szkole średniej, równie dobrze szło Ci w college’u, ale przejście do WNBA okazało się dość trudne. To chyba doskonały wyznacznik wysokiego poziomu i niezwykle zaciętej rywalizacji w tej lidze?
Bez dwóch zdań. WNBA to najbardziej wyrównana liga na świecie. Jest w niej 12 drużyn, 12 miejsc w każdym zespole –  łącznie 144 szanse na grę. Spośród wszystkich wspaniałych kobiet, które grają w koszykówkę tylko 144 mogą w danym momencie występować w WNBA. Miałam sporo szans i nie uważam, że mój czas w tej lidze dobiegł końca. Tego lata nie grałam, ale świetnie czułam się w Atlancie, gdzie występowałam przez półtora roku, dobrze było mi też w Nowym Jorku i San Antonio. Wszystko zależy od Boga – myślę, że jeszcze będzie mi dane zagrać w WNBA.

Rozwiązywanie umowy to nigdy nie jest przyjemny moment. Jak sobie z tym radziłaś, co zmieniało się w twoim podejściu po kolejnych przedwcześnie zakończonych przygodach?
Bardzo mocno wierzę w siłę wyższą i według mnie nic nie dzieje się bez powodu. Wiedziałam, że po tym, jak zrezygnowano ze mnie w Las Vegas musiałam być w domu, więc wszystko potoczyło się dobrze. Ale przede wszystkim ważna jest wytrwałość. Kocham ten sport, nie gram w koszykówkę dla pieniędzy, nie gram dla dumy i innych tego typu rzeczy. Więc jeśli ktoś da mi okazję do gry, to będę wdzięczna i zrobię wszystko, żeby ją wykorzystać. A jeśli nie, to zawsze mogę grać zagranicą i bardzo się z tego cieszę. Ale oczywiście WNBA to inny poziom, bo w każdym meczu rywalizujesz z najlepszymi zawodniczkami na świecie.

Co sprawiło, że przyjechałaś akurat do Wrocławia?
Znam kilka zawodniczek, w tym moją najlepszą przyjaciółkę Isabelle Harrison (była koszykarka CCC – red.), które chwaliły sobie swój czas w Polsce. To wyrównana liga, dużo tu rywalizacji. Nie brakuje tu utalentowanych drużyn. Cieszę się, że mogę dołączyć do organizacji, która jest odpowiednio zarządzana, która ma wysokie cele i traktuje koszykówkę na poważnie. Wszyscy pracownicy są świetni – od fizjoterapeutów, przez asystenta po głównego trenera. Naprawdę jestem bardzo zadowolona, że tu trafiłam.

Sydney Colson miała wpływ na Twoją decyzję?
Na pewno maczała w tym palce (śmiech).

Jesteś tu od ponad tygodnia, udało Ci się zwiedzić choć kawałek Wrocławia? Jakie są Twoje wrażenia?
Miasto jest piękne, byłam w Rynku i bardzo mi się podobało. Jadłam na mieście tylko raz, byłam w tajskiej restauracji. Marissa zarekomendowała mi kilka ciekawych restauracji. Ludzie są życzliwi i pomocni, to naprawdę świetne miasto, z przyjemnością czekam na nadchodzące siedem miesięcy.

Udało Ci się podłapać już jakieś polskie słówka?
Znam tylko „dobra” (śmiech). Powoli będę się uczyć kolejnych!

Jak możesz określić swój styl gry?
Jestem wszechstronna, potrafię wyjść na obwód i wejść pod kosz. Zawsze przede wszystkim szukam podania, rozglądam się za koleżankami z zespołu. Staram się używać mojej boiskowej inteligencji, to mój duży atut. Lubię dyrygować zespołem i wiedzieć, że wszyscy są w odpowiednim miejscu, w odpowiednim czasie. Nie będę najszybszą, najsilniejszą, najwyższą czy najniższą koszykarką, ale zawsze dam z siebie wszystko, bo nad tym mogę mieć kontrolę. Wciąż pracuję nad swoim rzutem, poprawiam swój zasięg. Nie chodzi o to, że nie umiem rzucać trójek, a o to, żeby zbudować pewność siebie i wejść w rytm.

A jaką jesteś osobą poza parkietem? Nasi kibice uwielbiają rozmawiać z zawodniczkami.
I ja też bardzo lubię rozmowy. Jestem osobą charyzmatyczną, zdecydowanie ekstrawertyczną, czerpię energię będąc pośród ludzi. Lubię poznawać nowych ludzi i z nimi rozmawiać, więc na pewno będę zostawać na parkiecie po meczu. Zaznajamiam się ze swoimi koleżankami, czuję się, jakbym tu była już przez miesiąc.

Jesteś zainteresowana mediami, byłaś stażystką w Good Morning America – czy kariera w mediach to wciąż to, co chciałabyś robić po zakończeniu kariery?
Możliwe, że obiorę tę ścieżkę. Mam naprawdę sporo pomysłów na siebie, ale przede wszystkim chcę zostać blisko gry. Może spróbuję sił jako trenerka? Nie lubię całej polityki związanej z tym zawodem, zwłaszcza w Stanach, ale lubię przekazywać swoją wiedzę młodszym zawodniczkom. Na tę chwilę to dwie główne ścieżki na przyszłość.

Jakie są Twoje cele i oczekiwania wobec tego sezonu? Czego mogą oczekiwać po Was kibice?
Myślę, że będziemy grać dobrą koszykówkę. Nie znam pozostałych drużyn, znam tylko kilka Amerykanek, które tu występują. Jesteśmy utalentowanym zespołem, każda z nas potrafi grać w koszykówkę. Mamy sporo zalet, na pewno będziemy dużo biegać i grać szybko. Myślę, że nasze mecze będą dobrymi widowiskami ze sporą liczbą punktów.

Koszykarki Ślęzy przed pierwszymi meczami towarzyskimi

Oczekiwanie dobiegło końca. W piątek rano Ślęza Wrocław wyjedzie do Jeleniej Góry na trzydniowy XI Memoriał Mariana Koczwary. Dla wrocławianek będą to pierwsze mecze towarzyskie przed nowym sezonem Energa Basket Ligi Kobiet.

Podczas turnieju w Jeleniej Górze zawodniczki Arkadiusza Rusina zmierzą się z lokalnym rywalem – CCC Polkowice, a także z Ostrovią Ostrów Wlkp. i niemieckim Herner TC. W zeszłym roku Ślęza wygrała turniej w stolicy Karkonoszy, ale na tym etapie przygotowań wyniki, choć oczywiście mają znaczenie, są tylko dodatkiem.

– Trzeba pamiętać, że przebudowana była praktycznie cała drużyna. Wrzesień to nie miesiąc, kiedy mamy pokazywać swoją koszykówkę i, jak mówiłem swoim zawodniczkom, jeżeli będziemy w tym turnieju wyglądali bardzo dobrze, to znaczy, że coś jest nie tak. Część dziewczyn jest po zaledwie kilku wspólnych treningach i nie wszystko może się na takim etapie zazębiać. Nie oczekuję, że tak się stanie – tłumaczył trener Arkadiusz Rusin.

Koszykarki Ślęzy są w połowie okresu przygotowawczego. W ostatnim tygodniu intensywność oraz objętość treningów wzrosła. Wrocławianki poza dzisiejszym dniem, kiedy odbył się tylko jeden trening, zazwyczaj trenowały dwukrotnie i to po dwie godziny w jednej sesji. Po tak ciężkim etapie cyklu treningowego zmęczenie jest w pełni naturalne.

– Wyglądamy dobrze, sztab odpowiednio przygotował cykle, które musiałyśmy przepracować i myślę, że budujemy odpowiednie fundamenty pod start ligi. Czujemy zmęczenie, intensywność treningów jest wysoka, ale jesteśmy świadome tego, że teraz jest najlepszy moment na pracę nad przygotowaniem fizycznym – oceniła pierwsze tygodnie przygotowań Agata Dobrowolska, koszykarka Ślęzy.

– Nie będę ukrywał, że dziewczyny są zmęczone. Zwłaszcza ten tydzień był dla nich bardzo mocny i po dzisiejszym treningu było widać duże zmęczenie. Na pewno założenie na turniej w Jeleniej Górze jest takie, żeby grać szerokim składem i jak najwięcej rotować. Wiadomo, że w tym okresie występują różne mikrourazy, ale nas cieszy, że poza Agnieszką Majewską, która dochodzi do siebie po urazie pleców, wszystkie zawodniczki są zdrowe i gotowe do gry – podkreślał Rusin.

Jego podopieczne nie tylko są gotowe do gry, ale i wręcz nie mogą się doczekać pierwszych spotkań. Należy w tym miejscu przypomnieć, że wrocławianki już tydzień temu miały rozpocząć sparingi. Niestety zeszłotygodniowy dwumecz, który miał zostać rozegrany w Zgorzelcu, został odwołany z powodu dużej liczby kontuzji w składzie rywalek – czeskiego KP Brno. To sprawiło, że początek gier kontrolnych wypada na turniej w Jeleniej Górze.

– Zdecydowanie nie możemy się doczekać meczów. Wszystkie dziewczyny mówią otwarcie o tym, że są głodne sparingów i grania. Już nie przeciwko sobie w trakcie zajęć, ale żeby spotkać się z jakimś przeciwnikiem i stoczyć ciekawy pojedynek. Z każdym dniem docieramy się i jest coraz lepiej. Wiadomo, że praktycznie cała drużyna została przebudowana i każda z nas musi potrenować z resztą zespołu, żeby się poznać i żeby cały układ funkcjonował tak, jak trzeba. Przede wszystkim na razie skupiamy się na sobie. Jesteśmy w komplecie, myślę że jako jedna z nielicznych drużyn mamy ten komfort. Musimy pracować nad tym, żeby nasze zgranie było jak najlepsze i patrzeć tylko na siebie – powiedziała skrzydłowa Ślęzy.

Nad czym koszykarki 1KS-u będą pracować podczas XI Memoriału Mariana Koczwary?

– Na pewno zwrócimy uwagę na te rzeczy, na które do tej pory kładliśmy największy nacisk. Przede wszystkim to komunikacja w obronie, powstrzymywanie akcji pick and roll w wykonaniu rywalek i rotacja w defensywie. W ataku skupimy się na szybkich kontrach oraz budowaniu spacingu w ataku pozycyjnym. Nie oczekuję, że będziemy wykonywać bezbłędnie zagrywki, na to przyjdzie jeszcze czas. Dopiero po tym turnieju będziemy wyciągać pierwsze wnioski – zakończył szkoleniowiec Ślęzy Wrocław.

Plan XI Memoriału Mariana Koczwary.

Piątek: Ślęza Wrocław – CCC Polkowice (godz. 17.15), Herner TC – Ostrovia Ostrów Wlkp. (19.15).

Sobota: Ślęza Wrocław – Ostrovia (15), CCC – Herner (17).

Niedziela: Ślęza Wrocław – Herner (9.30), CCC – Ostrovia (11.30).

Wszystkie mecze rozegrane zostaną w hali MOS przy ul. Sudeckiej 42 w Jeleniej Górze. Wstęp wolny.

, ,

Nordis kolejnym partnerem Ślęzy Wrocław w programie 500po500

Nowatorski projekt biznesowy Ślęzy Wrocław 500po500 trwa i rośnie w siłę. Dziś do szerokiego już grona partnerów dołączył kolejny – firma Nordis. 

Nordis Sp. z o.o. to producent i dystrybutor żywności mrożonej działający od 1968 r. We Wrocławiu działa od ponad 20 lat, gdyż w 1998 r. firma wykupiła udziały we wrocławskiej fabryce lodów P.P.Ch. „Lodam”, natomiast w zeszłym roku w podwrocławskich Wróblowicach został uruchomiony czwarty zakład produkcyjny Nordis.

Silną pozycję na polskim rynku lodów i produktów mrożonych zapewnia firmie wysoka jakość wyrobów i własna dystrybucja w dużej części Polski. Produkty Nordis uzyskały liczne wyróżnienia, w tym nagrodę Ministra Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej za najciekawszy wyrób roku oraz Konsumencki Znak Jakości Q. Wyroby firmy Nordis są nie tylko doceniane poprzez nagrody, ale także szeroko opisywane w ogólnopolskich mediach. Nic zatem dziwnego, że Nordis zajmuje trzecią pozycję w kraju pod względem udziału w rynku lodów oraz warzyw mrożonych.

– Bardzo cieszy mnie, że taka znana i wielka marka jak Nordis dołącza do naszego grona. Program partnerski 500po500 to doskonały sposób by zacząć z nami współpracę. Dokładamy wszelkich starań, by nie rozczarować naszych partnerów i w przyszłości móc rozwijać współpracę. Serdecznie witamy w rodzinie Ślęzy Wrocław – komentuje podpisanie umowy Prezes Zarządu 1KS Ślęzy Wrocław Katarzyna Ziobro.

***

500po500 to odpowiedź na sytuację na rynku marketingu sportowego w Polsce. Koszykarki Ślęzy przyciągają na trybuny wielu kibiców, akademie dziecięce, dzięki modzie na pierwszy zespół, rosną w siłę. Medialność i rozpoznawalność klubu jest coraz większa, a mimo to brak jest nadal Sponsora Tytularnego. Mimo to Klub nie poddaje się i wyszedł z nowym, świeżym pomysłem skierowanym do wszystkich firm z Wrocławia i regionu.

Jak dołączyć do projektu?

Przystąpić do 500po500 można już dziś. W ramach podpisanej umowy partnerskiej, nowy Partner zobowiązuje się do wpłat 500 złotych miesięcznie przez okres roku. Umowa wchodzi w życie z dniem jej podpisania.

Zapraszamy do kontaktu:

Katarzyna Ziobro – k.ziobro@slezawroclaw.pl

Paweł Malczewski – p.malczewski@slezawroclaw.pl

Rozpoczyna się proces akredytacyjny na sezon 2018/19

Przyjmujemy wnioski o stałe akredytacje prasowe na domowe mecze Ślęzy Wrocław w Energa Basket Lidze Kobiet w sezonie 2018/2019. Proces akredytacyjny potrwa do piątku, 12 października 2018 roku, do godz. 12. 

Zaznaczamy, że przesłanie wniosku akredytacyjnego nie oznacza, że akredytacja na sezon 2018/19 zostanie przyznana. Osoby, które nie otrzymają akredytacji stałych, prosimy o skorzystania z formularza przeznaczonego na pojedyncze mecze.

W tym sezonie akredytacje stałe będą do odebrania w siedzibie klubu w koronie Stadionu Olimpijskiego przy al. I. J. Paderewskiego 35 bądź w dniu pierwszego domowego spotkania Ślęzy Wrocław. Jeżeli akredytacje stałe nie zostaną odebrane do tego czasu, zostaną uznane za nieważne, a na następne mecze będzie trzeba wypełnić wniosek o akredytację jednorazową.

Akredytacje stałe obejmują wszystkie domowe spotkania Ślęzy Wrocław w rozgrywkach Energa Basket Ligi Kobiet, także w fazie play-off.

Prosimy o zapoznanie się z aktualnym, zmienionym regulaminem przyznawania akredytacji. W razie pytań zapraszamy do kontaktu: m.rygiel@slezawroclaw.pl bądź pod numerem telefonu 882 097 607.

     

„Mam nadzieję, że będziemy grać efektowną i skuteczną koszykówkę”

– Za każdym razem trzeba podchodzić do meczu i do treningu tak samo. Wciąż musisz mieć mentalność zwycięzcy – mówi Sydney Colson, doświadczona rozgrywająca Ślęzy Wrocław, która w tym tygodniu rozpoczęła treningi z drużyną.

Jesteś tu zaledwie kilka dni, jakie są Twoje pierwsze wrażenia?
To moje pierwsze dni z drużyną, wcześniej miałam robione wszystkie niezbędne badania i miałam okazję zobaczyć kampus AWF-u. Z tego, co do tej pory zobaczyłam, jest to piękne miasto. Wszystko, czego potrzebujemy jest na wysokim poziomie. Mamy do dyspozycji siłownię, wygląda na to, że będziemy mogły trenować zawsze, kiedy będziemy miały na to ochotę. To zawsze dobrze świadczy o klubie, jeśli masz możliwość wykonania kilkunastu dodatkowych rzutów albo wykonania kolejnego treningu siłowego.

Kilka lat temu grałaś w Pruszkowie. Co sprawiło, że wróciłaś do Polski, że to właśnie tu spędzisz ten sezon?
Gdy grałam w tej lidze w Liderze Pruszków spodobała mi się rywalizacja, rozgrywałyśmy naprawdę zacięte spotkania. Znam inne zawodniczki, które przylecą grać w Energa Basket Lidze Kobiet w tym sezonie, więc miałam świadomość tego, że zmierzę się z bardzo dobrymi koszykarkami. Miałam okazję rozmawiać z trenerem i dowiedzieć się, czego oczekuje od naszego zespołu. Jego styl gry pokrywa się z moim podejściem do koszykówki – twarda obrona i gra z kontrataku to coś, co mi pasuje. Polska podoba mi się też jako kraj, poza tym że pada tutaj sporo śniegu, ale powiedziano mi, że teraz zimy nie są aż tak długie. To dla mnie znajoma sytuacja, więc zdecydowałam się tu wrócić.

W ostatnich miesiącach musiałaś być w formie czekając na swoją szansę w WNBA, więc raczej nie potrzebujesz indywidualnego toku zajęć i możesz z marszu wejść w treningi trenera Rusina?
Zobaczymy, jak to będzie wyglądało w najbliższych tygodniach, ale wydaje mi się, że tak. Potrzeba naprawdę dużo, żebym nie była w dobrej formie fizycznej.

Nad czym przede wszystkim pracowałaś zanim dołączyłaś do Minnesoty Lynx?
Robiłam dużo treningów kondycyjnych, podtrzymywałam swoją gotowość do gry na wypadek, gdyby ktoś chciał podpisać ze mną umowę. Ostatecznie znalazłam się w Minnesocie i to była dla mnie bardzo dobra sytuacja, choć nie spędziłam tam zbyt wiele czasu. Pracowałam głównie nad formą i swoim rzutem.

Jak wspominasz swój pobyt w Minneapolis? Te ostatnie tygodnie musiały Ci minąć w mgnieniu oka.
Było świetnie. Obiekty, pracownicy, drużyna – cała organizacja jest prowadzona tak, jak powinien być prowadzony profesjonalny klub koszykarski. Miałam okazję, żeby znowu zobaczyć, jak zachowują się najlepsze zawodniczki na świecie, jak podchodzą do treningów, spotkań, pracy. To było dla mnie bardzo wartościowe doświadczenie.

Udało Ci się podpatrzeć coś od największych gwiazd tego klubu – Mayi Moore, Lindsay Whalen czy Sylvii Fowles?
Przede wszystkim to, o czym mówiłam, czyli wszelkiego rodzaju przygotowania. Śledziłam, jak szykują się do treningów, nawet tych krótkich, w których trzeba było pracować na zaledwie kilku stacjach albo zrobić parę ćwiczeń. Obserwowałam intensywność, z jaką pracują, ich nastawienie do spotkań. Już wcześniej miałam okazję zobaczyć, jak to wygląda w WNBA, ale zawsze dobrze jest oglądać jak najwięcej osób. Zwłaszcza tych, które są w tej lidze gwiazdami.

W Minnesocie miałaś tez okazję grać z Temi Fagbenle, która w Polsce reprezentuje barwy CCC Polkowice. Rozmawiałaś z nią na ten temat?
Tak, poruszyłyśmy ten temat. Parę razy wspólnie dojeżdżałyśmy na halę, więc miałyśmy okazję zamienić parę słów. To bardzo miła dziewczyna, dobrze i ciężko pracuje, zatem fajnie będzie zmierzyć się z nią w lidze.

A udało Ci się nawiązać przed przylotem jakiś kontakt z obecnymi koleżankami z drużyny?
Niestety nie, rozmawiałam tylko z Cierrą Burdick, grałyśmy wspólnie dwa lata temu w San Antonio, razem przygotowywałyśmy się też do sezonu w Las Vegas, ale nie podpisano z nami umowy. Znamy się całkiem dobrze.

Wspomniałaś San Antonio… W uniwersyteckiej drużynie Texas A&M nauczyłaś się wygrywać, a w drużynie Stars przegrywać. Jest coś, co chciałabyś wiedzieć o koszykówce, czego w tym momencie nie wiesz?
To trudne pytanie. Interesującym doświadczeniem było przejście z sytuacji w college’u, gdzie ani razu nie skończyłyśmy rozgrywek z większą liczbą porażek niż zwycięstw do WNBA, gdzie sytuacja była odwrotna. Nauczyło mnie to, żeby za każdym razem podchodzić do meczu i do treningu tak samo. Wciąż musisz mieć mentalność zwycięzcy. W żadnym momencie mojej gry w San Antonio po porażce nie uważałam się za przegraną. Zawsze patrzyłam na to w ten sposób, że zawsze jest kolejny mecz, kolejny sezon do rozegrania. Trzeba podchodzić do tego profesjonalnie.

Jak trudno było radzić sobie z ciągłym przegrywaniem, z bilansem 0-14 w San Antonio? Jaka atmosfera panowała wtedy w szatni?
Było bardzo trudno, bo każda z nas uwielbia rywalizację i chce wygrywać. Przychodziłyśmy na treningi właśnie z takim nastawieniem – ciężko pracowałyśmy, walczyłyśmy ze sobą, chciałyśmy zwyciężać, nawet podczas ćwiczeń pokonywać się wzajemnie. Czasami mecze po prostu nam nie wychodziły, ale przyczyną na pewno nie był brak gotowości do gry.

Jesteś doświadczoną zawodniczką i Twoje doświadczenie, biorąc pod uwagę, że mamy dość młody skład, będzie nieocenione. Jesteś gotowa na bycie liderką zarówno na parkiecie, jak i poza nim?
Na pewno. Myślę, że będę w stanie wpoić drużynie, że nie możemy być zbyt szczęśliwe bądź przygnębione w zależności od naszych wyników. Wiadomo, że można zacząć sezon fatalnie, ale potem zagrać znakomicie bądź odwrotnie. To, że wygrałyśmy jeden mecz wcale nie oznacza, że wygramy następny. Będziemy musiały mieć pracować ze świadomością, że każde posiadanie i każdy mecz to inna historia.

Nieco odpowiedziałaś na kolejne pytanie, bo chcieliśmy się dowiedzieć, jaką mentalność będziesz chciała wpoić swoim koleżankom z drużyny?
Miałam dużo trenerów, którzy powtarzali mi, że jeżeli wygra się każde posiadanie, to losy meczu same się rozstrzygną. Nie można patrzeć zbyt daleko w przyszłość.

Przywiozłaś ze sobą kamerę, więc nie zawieszasz chyba kariery aktorki na Instagramie?
Nie, nie, w żadnym wypadku, niedługo wracam do tworzenia kolejnych produkcji! Lubię się wygłupiać, więc mimo że mam 29 lat, to wciąż jest we mnie trochę z nastolatki.

To w takim razie czego mogą po Tobie oczekiwać kibice na parkiecie i poza nim?
Jestem przyjacielską i otwartą osobą, więc jeżeli znają angielski, to na pewno porozmawiamy. Postaram się też trochę porozumiewać po polsku, myślę, że poduczę się trochę słówek. Na parkiecie będę grała z dużą energią, powalczę o każdą piłkę, mam nadzieję, że będziemy grać efektowną i skuteczną koszykówkę i zawsze będę wdzięczna fanom, że pojawiają się nas wspierać.