Marissa Kastanek nie zagra w listopadowych meczach kadry

Pomimo spełnienia wszystkich wymogów ze strony FIBA, które miały prowadzić do uprawienia Marissy Kastanek do gry w reprezentacji Polski podczas najbliższego zgrupowania i spotkań z Turcją oraz Estonią, rzucająca Ślęzy Wrocław nie będzie miała okazji do debiutu w tych starciach. 

– To decyzja FIBA, która na to okienko kadrowe nie wyraziła zgody na wszelkie naturalizacje. Nie dotyczy to tylko Marissy, ale też pozostałych krajów i zawodniczek, które składały dokumenty przed okienkiem kadrowym – powiedział selekcjoner reprezentacji Polski oraz trener Ślęzy Arkadiusz Rusin.

Oficjalne oświadczenie Polskiego Związku Koszykówki w tej sprawie:

„W dniu 31 października 2018 r. Biuro FIBA Europe poinformowało Polski Związek Koszykówki, że złożone dokumenty do wniosku o licencję na grę w Reprezentacji dla zawodniczki Marissy Kastanek, wraz z innymi podobnymi przypadkami dotyczącymi zawodniczek i zawodników naturalizowanych, zostały przekazane do dalszego procedowania przez Komisję Rozgrywek FIBA i Komisję Prawną FIBA (odpowiednio na poziomie Europy i Świata).

FIBA nie spodziewa się decyzji w tych sprawach w tym roku kalendarzowym.”

W związku z tym Ślęza Wrocław podczas najbliższego zgrupowania reprezentacji Polski będzie miała trzy przedstawicielki: Agatę Dobrowolską, Darię Marciniak oraz Karinę Szybałę.

Pięć pytań do… Jowity Ossowskiej

Przed sobotnim starciem Ślęzy Wrocław z Ostrovią Ostrów Wielkopolski zamieniliśmy parę słów z Jowitą Ossowską, która wyrasta na liderkę zespołu prowadzonego przez Mirosława Trześniewskiego. 22-letnia skrzydłowa jest najskuteczniejszą zawodniczką najbliższych rywalek Ślęzy. 

W tym sezonie nie wystartowałyście dobrze, jakie nastroje panują w zespole po sześciu kolejkach obecnych rozgrywek?
Wiadomo, że początek sezonu nas nie rozpieszczał. Do tej pory nie wygrałyśmy żadnego meczu, ale z każdego z nich staramy się wyciągnąć jak najwięcej.

Przyjście amerykańskiej środkowej Kristiny King poprawi waszą grę na tablicach?
Mam nadzieję, że Kristina wzmocni naszą siłę pod koszem i pomoże nam w walce o zbiórki. Pokładamy w niej ogromne nadzieje i wierzymy, że w końcu pokaże na co ją stać. Na szczęście znalazła się zawodniczka, która dopasowała się do naszych potrzeb, liczymy że z meczu na mecz będziemy coraz bardziej zgrane i będziemy w stanie pokazać swoją siłę.

Wyczekujecie już przerwy reprezentacyjnej, żeby przez dwa tygodnie popracować na spokojnie?
Na pewno w tym czasie będziemy pracować nad tym, co nam nie wychodzi. Szczególnie nad obroną, a do tego dołożymy kilka rzeczy w ataku. To okres, w którym możemy popracować nad swoimi problemami, a nie dopasowywać się pod konkretnego rywala, co powinno zaprocentować w kolejnej części sezonu.

Jak się odnajdujesz w nowej roli, ze zdecydowanie większą liczbą minut niż w Gdyni?
Na początku trudno było mi się odnaleźć w nowej roli, ale ostatecznie myślę, że wygląda to całkiem nieźle. To zdecydowanie inny poziom, wyższy niż dotychczas. Mam taki charakter, że lubię wyzwania i staram się im podołać. Idzie mi dobrze, znam swoje słabe i mocne strony i mam nadzieję, że w tym sezonie uda mi się poprawić to, co dobre i wyeliminować mankamenty. Przede mną dużo nauki i liczę, że te wszystkie lekcje zaowocują w przyszłości.

Z jakim nastawieniem podchodzicie do sobotniego spotkania ze Ślęzą, czego możemy się spodziewać?
Chcemy pokazać, że potrafimy dobrze grać w obronie. Ostatnie spotkania w naszym wykonaniu pod tym względem nie były dobre. Musimy także powalczyć na zbiórce – te dwa aspekty to klucz do tego, żebyśmy chociaż nawiązały walkę ze Ślęzą. To klasowy zespół i choć mamy pomysł na to, jak powstrzymać rywalki, to zobaczymy, jak wyjdzie nam jego realizacja. Ślęza jest prowadzona przez trenera kadry narodowej i prezentuje wysoki poziom, a my musimy zagrać to, co sobie zakładamy.

Najbliższy rywal Ślęzy: Ostrovia Ostrów Wielkopolski

W sobotę 10 listopada koszykarki Ślęzy Wrocław powalczą o szóste zwycięstwo w swoim szóstym meczu sezonu Energa Basket Ligi Kobiet. Rywalem wrocławianek będzie zespół, który znajduje się na przeciwnym biegunie ligowej tabeli –  Ostrovia Ostrów Wielkopolski.

Ostrowianki długo nie były pewne ligowego bytu, ale ostatecznie pozytywnie przeszły proces licencyjny i mogły rozpocząć swój trzeci kolejny sezon na ekstraklasowych parkietach. W poprzednich rozgrywkach zespołowi prowadzonemu przez Vadima Czeczuro udało się zostać najlepszą drużyną spośród tych, które nie awansowały do play-offów. Z siedmioma zwycięstwami Ostrovia uplasowała się na dziewiątym miejscu w tabeli. W tym roku o powtórzenie tego wyczynu będzie niezwykle trudno. Drużyna z Ostrowa Wlkp. to najmłodsza ekipa w lidze, zmienił się także trener.

W kwestiach szkoleniowych Vadima Czeczuro zastąpił Mirosław Trześniewski. To bardzo doświadczony trener, który przygodę z trenowaniem rozpoczął niemal trzydzieści lat temu, a w 1997 roku zdobył mistrzostwo Polski z ŁKS-em Łódź. Przyszło mu pracować z niemal całkowicie przebudowanym zespołem – w kadrze w porównaniu do zeszłego sezonu zostały tylko cztery zawodniczki. Trzy z nich to Katarzyny: Motyl, Jaworska i Joks, a czwartą koszykarką reprezentującą barwy Ostrovii w minionych rozgrywkach jest Sandra Nowicka. Każdą z nich doskonale zna Monika Naczk, która do Ślęzy Wrocław przeniosła się właśnie z Ostrowa. Z klubem pożegnały się także zawodniczki z zagranicy: Breanna Lewis, Jordan Jones, Marie Ange Mfoula i Hanna Ruljowa.

Po wzmocnienia Trześniewski sięgnął do swojego byłego zespołu – SMS-u Łódź, z którego do EBLK przyszły Aleksandra Wajler oraz Karolina Podkańska. Po rocznym pobycie w 1 lidze do Ostrovii wróciły Ewelina Jackowska oraz Karolina Kaczmarek, zaś w poszukiwaniu minut Basket 90 Gdynia na Wielkopolskę zamieniła Jowita Ossowska. Trener Trześniewski nie ukrywał, że w swojej pracy z zespołem chce stawiać głównie na utalentowane Polki, które w niedalekiej przyszłości miałyby pukać do reprezentacji narodowej. Ale nie zrezygnowano zupełnie z opcji zagranicznej. Najpierw do Ostrovii dołączyła Jenna Lynn Burdette, a potem Merissa Quick. Jednak jeszcze przed inauguracją rozwiązano kontrakt z Quick, co pozostawiło zespół bez środkowej z USA. Na tę pozycję miała przyjść Kandace Tate, lecz odeszła, zanim zdążyła się rozpakować. Powód? Jej wzrost był niższy niż podawano. Ostatecznie udało się podpisać umowę z Kristiną King. Niespełna 23-letnia środkowa zdążyła już rozegrać dwa spotkania w barwach klubu z Ostrowa.

Jednak o wynikach Ostrovii wypada tylko wspomnieć z kronikarskiego obowiązku. Podopieczne Trześniewskiego jeszcze nie wygrały, a w ostatnich dwóch kolejkach zostały rozgromione. InvestInTheWest wygrał niemal 60 punktami, Wisła CanPack Kraków blisko 50. Ślęza ma już za sobą starcie z Ostrovią – obie drużyny stanęły naprzeciwko siebie podczas turnieju towarzyskiego w Jeleniej Górze. Wówczas wrocłąwianki również nie pozostawiły złudzeń co do tego, która z drużyn jest lepsza, wygrywając 97:38.

W sobotę powinniśmy zobaczyć nieco bardziej wyrównany pojedynek, co jednak nie zmienia faktu, że zwycięstwo Ostrovii nad Ślęzą trzeba byłoby traktować w kategorii sensacji sezonu.

TS OSTROVIA OSTRÓW WIELKOPOLSKI – NAJWAŻNIEJSZE INFORMACJE

Trener: Mirosław Trześniewski

Kadra: Jenna Lynn Burdette (rozgrywająca), Katarzyna Joks, Katarzyna Motyl, Sandra Nowicka, Karolina Podkańska (rzucające), Katarzyna Jaworska, Karolina Kaczmarek, Jowita Ossowska, Aleksandra Wajler (skrzydłowe), Ewelina Jackowska, Kristina King (środkowe)

OSTATNIE 5 MECZÓW LIGOWYCH

2. kolejka: Ostrovia Ostrów Wielkopolski – Arka Gdynia 61:95 (13:24, 14:18, 22:22, 12:31)
PGE MKK: Burdette 15, Motyl 11, Wajler 10, Jaworska 9, Podkańska 7, Ossowska 4, Jackowska 4, Joks 1, Nowicka 0.

3. kolejka: Ostrovia Ostrów Wielkopolski – PGE MKK Siedlce 68:97 (16:27, 19:19, 10:23, 23:28)
PGE MKK: Ossowska 23, Podkańska 12, Burdette 9, Jackowska 9, Jaworska 8, Wajler 3, Kaczmarek 2, Motyl 2, Joks 0, Nowicka 0.

4. kolejka: Widzew Łódź – Ostrovia Ostrów Wielkopolski 81:69 (12:13, 23:17, 23:20, 23:19)
PGE MKK: Ossowska 26, Burdette 17, Podkańska 11, Wajler 9, Kaczmarek 3, Nowicka 1, Motyl 1, Jaworska 1, Joks 0, Jackowska 0.

5. kolejka: Ostrovia Ostrów Wielkopolski – InvestInTheWest AZS AJP Gorzów Wlkp. 55:113 (17:33, 9:29, 12:28, 17:23)
PGE MKK: King 14, Burdette 9, Ossowska 8, Jaworska 8, Podkańska 5, Motyl 5, Joks 3, Jackowska 3, Nowicka 0, Kaczmarek 0.

6. kolejka: Wisła CanPack Kraków –  Ostrovia Ostrów Wielkopolski 92:46 (27:14, 19:9, 23:12, 23:11)
Jackowska 14, Ossowska 11, Wajler 8, Joks 4, Podkańska 3, King 2, Motyl 2, Jaworska 2, Burdette 0, Nowicka 0.

Spojrzenie w liczby: PGE MKK Siedlce

Po wygranym 81:70 meczu z PGE MKK Siedlce pora na 12 statystyk, które pozwolą lepiej zrozumieć to zacięte spotkanie.

2 – po pięciu spotkaniach Ślęzy Wrocław możemy powiedzieć z pełnym przekonaniem – takiej środkowej we Wrocławiu dawno nie widzieliśmy. Taisiia Udodenko trafiła dwa rzuty za trzy punkty i jakby nie spojrzeć, pod tym względem jest najlepszym centrem w lidze. Czy to z punktu widzenia skuteczności, czy średniej celnych rzutów na mecz – Ukrainka po prostu jest w tym aspekcie najlepsza.

3 – minuty wystarczyły zawodniczkom z Wrocławia, aby w trzeciej kwarcie zanotować serię 10 punktów bez odpowiedzi rywalek. Po dwa celne rzuty Sydney Colson i Terezii Palenikovej oraz jedna udana próba Lei Miletić w połączeniu z sześcioma pudłami zespołu z Siedlec dały Ślęzie bezpieczną, jak się wówczas wydawało, przewagę.

4 – tylko cztery punkty z gry dla koszykarek Ślęzy zostały zdobyte spoza strefy podkoszowej i nie zza łuku. Z półdystansu trafiły Taisiia Udodenko oraz Marissa Kastanek. Gra do środka i na zewnątrz w pełnej krasie.

5 – w spotkaniu z PGE MKK Siedlce zapunktowały wszystkie rezerwowe żółto-czerwonych. Warto dodać, że to pierwszy w tym sezonie taki przypadek, kiedy przy pełnej, 10-osobowej rotacji każda zmienniczka zdobyła choćby punkt. Do całkowitego podziału obowiązków strzeleckich zabrakło jedynie udanego rzutu w wykonaniu Darii Marciniak.

9 – Ślęza realizuje podstawowe założenia – dba o piłkę. Wrocławianki mają najniższą średnią strat w lidze, a w sobotę tylko ją poprawiły, bowiem zaledwie dziewięciokrotnie straciły piłkę. Jednak, jak przekonamy się nieco później, straty te okazały się bardzo kosztowne.

11  – w tym sezonie Marissa Kastanek zaczyna spotkania z ławki rezerwowych, ale pomimo tego potrafi wykorzystać czas spędzony na parkiecie do maksimum. 11 punktów zdobytych podczas starcia z drużyną z Siedlec pozwoliło przyszłej reprezentantce Polski utrzymać doskonały wynik – Marissa w każdym meczu Energa Basket Ligi Kobiet miała na koncie co najmniej 10 oczek. Najlepsza rezerwowa ligi? My nie mamy wątpliwości.

14 – asysty nie były mocną stroną zespołu z Wrocławia. Z pewnością w poprawieniu dorobku wynoszącego zaledwie 14 decydujących podań nie pomógł fakt, iż Sydney Colson z powodu problemów z faulami była w grze zaledwie 18 minut i rozdała tylko jedną asystę, choć jej średnia wynosi 4.

15 – to był zdecydowanie mecz Kristi Bellock. Silna skrzydłowa PGE MKK zebrała aż 15 piłek, w tym pięć na atakowanej tablicy. To drugi przypadek w tym sezonie, kiedy zawodniczka rywalek Ślęzy kończy mecz z tak dużą liczbą ofensywnych zbiórek. Wcześniej udało się to Magdalenie Szajtauer z Pszczółki Lublin.

16 – wspominaliśmy, że straty Ślęzy, choć nieliczne, kosztowały wrocławianki sporo punktów. Konkretnie aż 16, co jest wynikiem niespotykanym. Skuteczność kontrataków koszykarek z Siedlec zdecydowanie zasługuje na pochwałę i jest również światełkiem awaryjnym dla wrocławianek.

22 – największa przewaga podopiecznych Arkadiusza Rusina okazała się również momentem przełomowym w tym spotkaniu. Gospodynie od tego momentu powinny dodać jeszcze gazu i wyjść na nieosiągalne dla rywalek prowadzenie, a stało się zdecydowanie inaczej. O determinacji przeciwników wspominał na konferencji pomeczowej trener 1KS-u.

43 – zbiórki PGE MKK to drugi przypadek w tym sezonie, kiedy to drużyna przeciwna wygrywa batalię na tablicach, ale w przeciwieństwie do starcia z Pszczółką, gdy wynik tego starcia wynosił 42:38 dla lublinianek, tu różnica była bardziej widoczna – bowiem wynosiła dziewięć „desek”. Ślęzie nie pomógł fakt, że problemy ze zdrowiem przed sobotnim meczem miała Cierra Burdick.

50 – proc. skuteczności w pomalowanym to niekoniecznie zły wynik, ale kilka rzutów spod kosza w wykonaniu żółto-czerwonych, zwłaszcza na początku meczu powinno wpaść i z pewnością gospodyniom grałoby się wtedy łatwiej.

„Brawa dla przeciwników za podjęcie walki mimo dużej przewagi”

– Zespół Siedlec walczył i choć przegrywał nawet 22 punktami to dziewczyny się nie poddały i starały się dalej bić o każdą piłkę, a my wręcz odwrotnie – powiedział na konferencji po wygranym 81:70 meczu z PGE MKK Siedlce trener Ślęzy Wrocław Arkadiusz Rusin. Zapraszamy do zapoznania się z pełnym zapisem konferencji prasowej.

Teodor Mołłow: To był mecz walki. Były momenty, w których ta walka przeważała nad umiejętnościami. Obie strony zagrały z bardzo dużą ambicją. Ślęza wiedziała, że nie ma prawa przegrać, my przegrać nie chcieliśmy. Słabo zagrałyśmy tylko przez 4-4,5 minuty, udało się ten fragment szybko zostawić za sobą i wróciliśmy do gry. Myślę, że mecz podobał się publiczności i to najważniejsze. Jeśli chodzi o mój zespół, to jest jedna rzecz, która bardzo mnie cieszy. Wygraliśmy zbiórki z Wisłą, wygraliśmy zbiórki. Dla nas to zupełna nowość i myślę, że to dobrze rokuje na przyszłość. Martwią mnie te cztery minuty i niewytłumaczalnie słaba skuteczność.

Rebecca Harris: Gratulacje dla Ślęzy, zagrały bardzo dobry mecz i wykorzystały nasze pomyłki. Myślę, że z naszego punktu widzenia musimy grać lepiej jako drużyna i nie popełniać tak dużo błędów. Jeśli możemy coś wyciągnąć z tego spotkania, to bardzo dobrze poradziliśmy sobie na tablicach, choć w trakcie meczu mogło na to nie wskazywać. Walczyłyśmy twardo, próbowałyśmy wrócić do gry, ale to dobra drużyna i możemy jedynie liczyć na to, że od tego momentu będziemy radzić sobie lepiej. Czekam na rewanżowe spotkanie.

Arkadiusz Rusin: Na pewno muszę zgodzić się z trenerem, że było w tym spotkaniu dużo walki. Z naszej strony martwią przegrane zbiórki, pozwoliliśmy aż na 14 ofensywnych zbiórek. Siedlce potwierdziły swoją dobrą grę w tym elemencie, bo mają średnią 14,5 takich zbiórek na mecz i zrobiły to, mimo tego, iż nastawiałem swój zespół na ten aspekt gry. Zespół Siedlec walczył i choć przegrywał nawet 22 punktami to dziewczyny się nie poddały i starały się dalej bić o każdą piłkę, a my wręcz odwrotnie. W momencie tak wysokiego prowadzenia stwierdziliśmy, że jest po meczu i będzie łatwe spotkanie do końca. Nigdy tak nie jest i należą się brawa dla przeciwników za to, że tę walkę mimo naszej dużej przewagi podjęli. Z naszej strony były dobre momenty, szkoda bezsensownych fauli Sydney Colson, które wytrącały nas z rytmu. Z nią na boisku grało się nam łatwiej, ale trzeci i czwarty faul nie wynikały z żadnej konkretnej sytuacji, a zostały popełnione. Problem był taki, że tydzień był dla nas dobry. Doskwierały nam kontuzje, mamy do dyspozycji 10 zawodniczek, więc nie mogliśmy potrenować 5 na 5. Jeżeli jedna czy druga wypada, to musimy się uciekać do małych gier – 3 na 3 czy 4 na 4 i troszkę tego przygotowania zabrakło. Cieszymy się z punktów, przed nami jeszcze jeden mecz przed przerwą na kadrę i oby był dla nas szczęśliwy.

Cierra Burdick: Rywale walczyli naprawdę twardo, to drużyna, która nie odpuści przez całe 40 minut i dobrze walczy na tablicach. Wykorzystali swoje atuty, a my musimy kontrolować przebieg spotkania. Wypracowałyśmy sobie znaczącą przewagę, a potem pozwoliliśmy się dogonić. Musimy cały czas traktować obronę jako nasz priorytet wiedząc, że ofensywa przyjdzie. W rewanżu powinniśmy sobie lepiej radzić przeciwko obronie strefowej Siedlec, zmiana schematu była mądrym posunięciem. Trzeba po prostu skuteczniej wykonywać wszystkie elementy gry.