Robbi Ryan pierwszym transferem Ślęzy Wrocław na sezon 2024/25

26-letnia obwodowa Robbi Ryan została pierwszą nową zawodniczką Ślęzy Wrocław w sezonie 2024/2025 Orlen Basket Ligi Kobiet. Koszykarka z USA w minionym sezonie występowała w szwedzkim Lulea Basket. 

Ryan pochodzi z Sheridan w stanie Wyoming i to właśnie w Sheridan High School zaczęła poważniejsze granie w koszykówkę. W 2016 roku została sklasyfikowana przez portal ESPN w czołowej 20. najlepszych rozgrywających ze wszystkich szkół średnich w kraju, będąc przy tym 64. najbardziej obiecującą koszykarką w USA. Podczas ewaluacji w 2014 roku tak charakteryzowano nową obwodową Ślęzy Wrocław. „Twarda, nie bojąca się rywalizacji rozgrywająca, która lubi i umie zdobywać punkty; dobrze kreuje grę na półdystansie, czuje się komfortowo na piłce, radzi sobie z podwojeniami; wykazuje pewność siebie na parkiecie, ma dobry przegląd gry i cały czas jest w ruchu.”

Ta ewaluacja sprawiła, że Ryan trafiła na uniwersytet Arizona State w trudnej konferencji PAC-12. W pierwszym sezonie zbierała doświadczenie, tylko 12 razy wychodząc w wyjściowej piątce, ale przez kolejne trzy lata stała się fundamentem rotacji Sun Devils, rozpoczynając w S5 91 z 98 meczów. Sezon 2019/2020 był najlepszym w jej wykonaniu, notowała wówczas 10.6 punktu, 3 zbiórki i 1.7 asysty na mecz. Za te rozgrywki została wybrana do najlepszej piątki konferencji PAC-12.

Swoją karierę w Europie rozpoczęła na Islandii, grając w drużynie Grindavik. W 23 meczach zdobywała średnio 23.3 punktu, 9.6 zbiórki oraz 5.4 asysty na mecz, trafiając 48.3 procent rzutów. Dwukrotnie reprezentowała barwy Joondalup Wolves w australijskiej NBL One, za pierwszym razem na tyle imponując obserwatorom, że trafiła do najwyższej ligi – WNBL, występując w sezonie 2022/2023 w zespole Perth Lynx, dzieląc parkiet z tak znanymi zawodniczkami jak Chloe Bibby oraz Sami Whitcomb. Ryan naturalnie nie mogła w tym zespole grać pierwszych skrzypiec, ale i tak rozegrała bardzo dobry sezon – 10.9 punktu, 3.1 zbiórki i 2.5 asysty. Rozgrywki 2023/2024 spędziła w Szwecji, grając dla Lulea Basket. Transfer do Damligan okazał się bardzo dobrą decyzją, bo Ryan stała się jedną z najlepszych zawodniczek nie tylko Lulei, ale i całej ligi.

Jej drużyna zawędrowała aż do finału, gdzie przegrała z Norrkoping Dolphins 0:3. Na przestrzeni sezonu amerykańska obwodowa notowała 19.7 punktu, 5.0 zbiórki i 3.4 asysty. W tym wszystkim miała skuteczność rzutów za trzy punkty na poziomie 40 procent. Są to liczby porównywalne, a nawet nieznacznie lepsze niż te, które osiągała inna koszykarka Ślęzy, która do Wrocławia dołączyła ze Szwecji – Lexi Held. Oczywiście w żadnym wypadku nie jest to jednoznaczne z tym, że nowa zawodniczka 1KS-u zrobi w stolicy Dolnego Śląska taką samą furorę jak mistrzyni Włoch z Reyer Venezia, ale można mieć powody do umiarkowanego optymizmu. Jak obie Amerykanki porównuje trener Arkadiusz Rusin?

– Lexi była bardziej strzelcem, szukającym przede wszystkim trójki. Robbi ma większy ciąg na kosz, ale to wszystko obserwujemy przez pryzmat ligi szwedzkiej. Gdy zasięgałem informacji na jej temat, to zawodniczki dobrze wypowiadały się o Robbi jako o rozgrywającej. To koszykarka, która lubi podać, potrafi znaleźć koleżankę z zespołu, ale oczywiście w Szwecji dużo rzutów brała na siebie (12 meczów z co najmniej 16 próbami, co byłoby najwyższą średnią w OBLK – red.). Być może konstrukcja zespołu, w którym grała jest taka, że ma carte blanche i może oddać 11 prób w pierwszej kwarcie jeśli wszystko idzie. Tutaj raczej nie będzie osiągnie tak wysokich wyników, bo u nas nawet Lexi miała maksymalnie te 14-15 rzutów – mówi szkoleniowiec 1KS-u.

Nowa koszykarka Ślęzy jest zatem nieco inną zawodniczką jeśli chodzi o profil i styl gry, a do opisu trenera Rusina dodaje swoją własną charakterystykę.

– Określiłabym swój styl gry jako agresywny. Lubię zaatakować pole 3 sekund, stwarzając sobie lub koleżankom z drużyny okazje do zdobywania punktów. Rzuty, czy to z dystansu czy z półdystansu, też są czymś, co lubię. Jako zawodniczka staram się grać z maksymalnym zaangażowaniem przez cały czas i po obu stronach parkietu. Po rozmowach z trenerem wiem, że wymaga ode mnie przede wszystkim rzucania i zdobywania punktów, ale i intensywności w obronie – przyznaje amerykańska obwodowa.

Teraz Ryan ponownie spędza lato w NBL1, tym razem grając dla Rockingham Flames, a jesienią przyjdzie czas na kolejny krok w rozwoju – występy w Orlen Basket Lidze Kobiet.

– Z tego co słyszałam, polska liga jest świetna, a Ślęza to znakomity klub. Nie wiem zbyt wiele na temat poziomu, ale z rozmów z zawodniczkami, które tu grały wynikają same dobre rzeczy. To będzie bardzo ciekawe wyzwanie. Moje pierwsze wrażenia z rozmów z trenerem Rusinem są pozytywne, bo wydaje się być on szkoleniowcem pełnym pasji i nie mogę się doczekać rozpoczęcia naszej współpracy – kończy nowa koszykarka żółto-czerwonych.

Robbi Ryan to siódma zawodniczka w kadrze Ślęzy Wrocław na sezon 2024/2025. Oprócz niej ważne kontrakty z klubem mają także Łotyszka Digna Strautmane, Amerykanka Schaquilla Nunn oraz Polki Natalia Kurach, Aleksandra Mielnicka, Martyna Pyka i Anna Wińkowska.

Robbi Ryan
ur. 
13 sierpnia 1997 w Sheridan (USA)
wzrost: 
175 cm
pozycja: 
obwodowa
przebieg kariery:
2016-2020: Arizona State Sun Devils (NCAA, USA)
2021-2022: Grindavik (Islandia)
2022-2023: Joondalup Wolves (NBL1, Australia)
2022-2023: Perth Lynx (WNBL, Australia)
2023-2024: Lulea Basket (Szwecja)
2024: Rockingham Flames (NBL1, Australia)
2024-obecnie: Ślęza Wrocław

Natalia Kurach przedłużyła umowę ze Ślęzą Wrocław

Natalia Kurach jest ostatnią koszykarką, która pozostaje w składzie Ślęzy Wrocław na sezon 2024/2025. 22-letnia podkoszowa w nadchodzących rozgrywkach będzie zawodniczką z drugim najdłuższym stażem w żółto-czerwonych barwach.

Sezon 2023/2024 był kolejnym, w których Natalia Kurach zrobiła postęp, wykorzystując zapis w regulaminie dotyczący obecności na parkiecie zawodniczki poniżej 23 roku życia. Ze względu na niego we wszystkich 27 spotkaniach rozpoczynała mecz w pierwszej piątce, zwiększyła się też średnia liczba minut spędzanych przez Kurach w akcji. Być może w kategoriach statystycznych ten progres nie jest zbytnio zauważalny, lecz bezapelacyjnie rola 22-latki w zespole 1KS-u wzrosła. W porównaniu do poprzedniego sezonu stała się graczem „plusowym”, co oznacza, że z nią w składzie Ślęza była lepsza od rywalek – dokładnie o 3.8 punktu na mecz. Rok wcześniej wskaźnik +/- wynosił -0,9, co dobrze pokazuje zwiększoną wartość zawodniczki z Sokołowa Podlaskiego dla swojego zespołu. Znacznie poprawiła się także skuteczność pod koszem i na półdystansie. Kurach trafiła 53.6 proc. swoich prób, wzrost o 7,5 proc. w stosunku do 46.1 proc w rozgrywkach 2022/2023.

W poszczególnych meczach widać było jeszcze brak stabilności formy, ale nie brakowało spotkań, w których Natalia była bezdyskusyjnie jedną z najlepszych zawodniczek na parkiecie. Stanęła na wysokości zadania zwłaszcza w dwóch ostatnich starciach sezonu, gdy ważyły się losy brązowego medalu. We Wrocławiu podkoszowa Ślęzy do 11 oczek dołożyła 8 zbiórek, w Gdyni do 15 punktów dodała 4 przechwyty. Teraz kluczem będzie to, aby te pojedyncze przebłyski zamienić w powtarzalne dobre występy. Kolejny krok zawodniczka Ślęzy chce zrobić właśnie „u siebie”.

– Czuję się tutaj świetnie, ponieważ Wrocław jest niesamowitym miastem, pełnym energii i pasji do koszykówki. Granie tutaj daje mi ogromną radość i satysfakcję. Oprócz tego mam wspaniałe wsparcie ze strony drużyny i kibiców, co sprawia, że czuję się tutaj jak w domu. To motywuje mnie do kontynuowania gry i rozwijania się tutaj – motywuje swoją decyzję o pozostaniu w Ślęzie Natalia Kurach.

W końcówce sezonu 22-latka doznała bolesnego urazu stawu skokowego, który wymagał zabiegu po zakończeniu rozgrywek. Pomimo dolegliwości Kurach zacisnęła zęby i z ogromną determinacją robiła wszystko, żeby pomóc zespołowi. Obecnie wszystko zostało wyczyszczone i Natalia spokojnie może wracać do pełni zdrowia oraz optymalnej sprawności.

– Aktualnie jestem w trakcie rehabilitacji po przebytym zabiegu stawu skokowego i skupiam się w tej chwili na tym, aby wrócić do pełni sprawności. Korzystając z okazji chciałbym serdecznie podziękować naszemu fizjoterapeucie Andrzejowi Langemu, który bacznie czuwa nade mną podczas całego procesu rehabilitacyjnego – podkreśla skrzydłowa 1KS-u.

O wadze tej żmudnej pracy mówi z kolei trener Ślęzy Wrocław Arkadiusz Rusin.

– W tej chwili przede wszystkim koncentrujemy się na tym, żeby doprowadzić do tego, aby była w stu procentach sprawna. Nie może zmarnować tego okresu, który trwa teraz i przygotowań do nowego sezonu. To jest podstawa dla niej, żeby do sezonu przystąpić gotowym w pełni pod kątem motorycznym, żeby urazy jej nie doskwierały.  Myślę, że u Nataszy wszystko wyjdzie od jej przygotowania fizycznego i to otwiera dla niej dużo większy potencjał do poszerzania umiejętności – uważa szkoleniowiec 1KS-u.

A 22-latka sama doskonale wie, że przed nią jeszcze sporo pracy, aby wejść na wyższy poziom. Bez problemu przygotowała samoocenę i diagnozę swoich własnych niedoskonałości.

– W kwestii dalszego rozwoju dalej mam wiele do poprawy, ale przede wszystkim skupię się na technice, manewrach podkoszowych i obwodowych. Muszę też popracować nad rzutami osobistymi, bo ich procent z zeszłego sezonu jest wysoce niezadowalający. Chciałabym stać się kompletną zawodniczką, która może dać coś drużynie we wszystkich aspektach gry, a także budować zaufanie, bo uważam, że bez zaufania nie ma drużyny – tłumaczy koszykarka żółto-czerwonych.

Wtóruje jej Rusin, który po swojej analizie przedstawił kolejne elementy koszykarskiego rzemiosła, które można poprawić w grze reprezentantki Polski.

– Zawsze trzeba dokładać pewne rzeczy do swoich umiejętności indywidualnych. Bardziej bym się skupiał na grze, która wynikała czy to z hand-offów, czy z ataków z góry. To wychodziło wielokrotnie, ale nad tym za dużo nie pracowaliśmy, a na tym chciałbym się skupić w większej mierze. Rzuty to zawsze przepracowane godziny, tysiące oddanych prób, a nie wprowadzanie nowej umiejętności. Powtarzałem zawsze, że nie można tylko bazować na trójce i trzeba mieć szerszy wachlarz zagrań – zdradza trener drużyny z Wrocławia i dodaje jeszcze jedną rzecz, którą będą wspólnie szlifowali gdy Ślęza w sierpniu rozpocznie przygotowania do nowego sezonu. – Do dopracowania u niej są podania, bo nawet w dobrych sytuacjach nie dochodziły tam, gdzie trzeba. To ciężko jest zrobić po sezonie w treningu indywidualnym, nad tym trzeba pracować w grach dwójkowych-trójkowych, gdzie jest obrońca. Bo to też kwestia decyzyjności, decyzyjności w graniu z przeciwnikiem – wyjaśnia Rusin.

Przed 22-letnią koszykarką bardzo ważny sezon – ostatni, w którym będzie występować jako młodzieżowiec. Jednocześnie zostaje ona zawodniczką z drugim najdłuższym stażem w żółto-czerwonych barwach, bo rozgrywki 2024/2025 będą dla niej trzecimi we Wrocławiu. Dłużej dwukrotne mistrzynie Polski reprezentować będzie jeszcze młodsza Aleksandra Mielnicka, która za sprawą debiutu w sezonie 2021/2022 ma przed sobą czwartą kampanię w zespole Ślęzy. Ona ma jednak jeszcze aż trzy lata „parasola ochronnego”, Kurach wiosną 2025 roku będzie musiała spod niego wyjść. A to nie zawsze bywa łatwy przeskok, z czego zdaje sobie sprawę koszykarka Ślęzy.

– Ten ostatni rok jako młodzieżowiec jest dla mnie kolejnym dużym wyzwaniem. Chcę wykorzystać go do maksimum, pracując nad swoimi umiejętnościami i dalej doskonaląc swoją grę. Chcę pokazać, że dawanie z siebie wszystko na treningach procentuje, a także chcę przyczynić się do sukcesów zespołu. Moje zaangażowanie nie spadnie i chcę wykorzystywać każdą szansę na to, aby dalej się rozwijać. Czuję, że mogę być ważnym głosem w drużynie pomimo mojego młodego wieku. Zebrałam już trochę doświadczenia, a do tego ciężko pracuję na boisku i przez to powoli mogę się stawać jedną z liderek drużyny. Ale to zespół obdarzył mnie zaufaniem i wsparciem i bez dziewczyn nie mogłabym mówić tak o sobie – kończy podkoszowa 1KS-u.

Natalia Kurach jest szóstą zawodniczką Ślęzy z ważnym kontraktem na sezon 2024/2025. Oprócz niej w kadrze żółto-czerwonych są już Łotyszka Digna Strautmane, Amerykanka Schaquilla Nunn oraz Polki Aleksandra Mielnicka, Martyna Pyka i Anna Wińkowska.

Natalia Kurach
ur. 
10 kwietnia 2002 w Sokołowie Podlaskim
wzrost: 
186 cm
pozycja: 
silna skrzydłowa/środkowa
przebieg kariery:
2014-2021: MPKK Sokołów S.A. Sokołów Podlaski
2018-2021: SMS PZKosz Łomianki
2021/2022: Pszczółka Polski-Cukier AZS-UMCS Lublin
2022-obecnie: Ślęza Wrocław

Kapitan zostaje na pokładzie – Martyna Pyka na dłużej w Ślęzie

Martyna Pyka, kapitan Ślęzy Wrocław w sezonie 2023/2024, podpisała nową umowę z wrocławskim klubem. 28-letnia skrzydłowa reprezentacji Polski będzie grać w żółto-czerwonych barwach także w rozgrywkach 2024/2025.

Co zadecydowało o tym, że kapitan 1KS-u zdecydowała się na spędzenie kolejnego roku w stolicy Dolnego Śląska?

– Pozostanie we Wrocławiu na kolejny sezon oznacza dla mnie szansę na dalszy rozwój sportowy i osobisty. Zdecydowałam się na to, ponieważ oprócz możliwości rozwoju po prostu dobrze się tu czuję. Stworzyłyśmy w ubiegłym sezonie niesamowitą atmosferę i mam nadzieję, że będziemy to kontynuować. Wierzę w nasz wspólny potencjał na osiągnięcie jeszcze lepszych wyników. Zostaję także ze względu na dalszą pracę pod okiem trenera Arkadiusza Rusina. Bardzo mi odpowiadają jego podejście do treningu i do pracy – wyjaśnia Martyna Pyka.

Pyka ma za sobą dobry sezon – skrzydłowa 1KS-u z miesiąca na miesiąc czuła się coraz lepiej w zespole z Wrocławia, notując mocną końcówkę zmagań. W pierwszej części sezonu zasadniczego zdobywała 5,7 punktu na mecz, zaś w drugiej było to już 9,2 punktu, co dobrze pokazuje, jak rosła zarówno pewność siebie zawodniczki z Kłodzka, jak i jej rola w drużynie. W lutym 2024 roku rozegrała swoje najlepsze mecze w żółto-czerwonych barwach, najpierw zdobywając w Walentynki 19 oczek przeciwko Zagłębiu Sosnowiec, a trzy dni później dokładając 15 punktów w konfrontacji z Polskim Cukrem AZS-em UMCS-em Lublin. W play-offach nie osiągała już takich wyżyn punktowych, ale to za sprawą niezwykle odpowiedzialnej roli, jaką było zatrzymywanie najlepszych zawodniczek rywalek. Trener Arkadiusz Rusin powierzał kapitan Ślęzy najtrudniejsze batalie na parkiecie, a ona wywiązywała się z nich wspaniale.

– Każdy, kto przychodził na mecze widział, że Maryna wykonywała znakomitą pracę w defensywie i nie było dla niej gracza, którego się obawiała. W fazie play-off potrafiła bardzo dobrze wyłączyć January, czy skoncentrować się na Rennii Davis, czyli na takich zawodniczkach, które w lidze były wybitnymi jednostkami – podkreśla trener Rusin, zwracając jednocześnie uwagę na inny aspekt, z którego można się cieszyć. – Było widać na przestrzeni sezonu, że Marynie bardzo zależało na tym, żeby ten zespół funkcjonował i też było widać w niej dużo zadowolenia i satysfakcji z tego, jak realizowaliśmy kolejne cele, które sobie zakładaliśmy. Rozmawialiśmy w trakcie sezonu, że ta czwórka była dla niej spełnieniem celów, bo jeszcze nigdy się tam nie znalazła – dodaje szkoleniowiec 1KS-u.

Koszykarka z Kłodzka odgrywała ważną rolę na parkiecie, ale i poza nim. Jako kapitan zespołu spoczywał na niej ciężar dbania o odpowiednie nastawienie swoich koleżanek z drużyny – w trakcie meczów, treningów i wielu innych trudnych sytuacji. A to, jak doskonale wiadomo, często bywa wyzwaniem równie dużym, co sama gra.

– Bycie kapitanem było dla mnie ogromnym wyróżnieniem, ale także oznaczało ogromną odpowiedzialność. Czułam się zobowiązana do bycia przykładem zarówno pod względem sportowym, jak i osobowościowym. To wiąże się z ciągłym doskonaleniem samej siebie pod kątem samokontroli i zachowania pozytywnego nastawienia nawet w trudnych sytuacjach. Chciałam być lepsza nie tylko dla siebie, ale i dla innych – mówi skrzydłowa Ślęzy.

Dla 28-letniej zawodniczki był to sezon, w którym biła swoje rekordy pod względem czasu spędzanego na parkiecie. Za sprawą szalonego meczu półfinałowego w Polkowicach pierwszy raz w seniorskiej karierze zagrała ponad 40 minut w jednym spotkaniu – dokładnie 41:51. Wystąpiła we wszystkich 27 meczach, co przełożyło się na 774 minuty gry, aż o 230 więcej niż najlepszy dotychczasowy wynik. To zresztą najlepszy wynik wśród wszystkich Polek występujących w Orlen Basket Lidze Kobiet w sezonie 2023/2024. Temu osiągnięciu dodaje wagi fakt, że Pyka przez większość sezonu borykała się z problemami zdrowotnymi. Jednak połączenie jej zawzięcia i determinacji z ogromną pracą wykonaną przez fizjoterapeutę 1KS-u Andrzeja Lange pozwoliło kapitan Ślęzy być na parkiecie zawsze wtedy, kiedy potrzebował tego jej zespół.

– To były trudne miesiące – pierwszy pełen sezon współpracy ze mną, a do tego nie brakowało Marynie dolegliwości zdrowotnych, bo miała problemy z barkiem i kolanem. Wierzę, że teraz to wszystko się wyciszy i wyczyści – mówi trener Rusin.

Skrzydłowa Ślęzy obecnie dołączyła do zawodniczek trenujących w KGHM Ślęza Arenie, a przed nią potencjalnie kolejne tygodnie spędzone na zgrupowaniu reprezentacji Polski. Pyka była już powołana przez selekcjonera Karola Kowalewskiego w lutym i niewykluczone, że ponownie znajdzie się w gronie kadrowiczek, jeśli latem odbędą się akcje szkoleniowe Kosz Kadry. Nie ma zatem mowy o zbyt długim odpoczynku, ale to odpowiada kapitan 1KS-u, która jest zmobilizowana do dalszego rozwoju.

– Chcę skoncentrować się na poprawie gry moją słabszą ręką, będę pracować nad poprawą skuteczności rzutów z dystansu oraz lepszym czytaniem gry. Chcę także dążyć do tego, aby w momentach zwiększonej presji zachowywać spokój i jak największą efektywność – przyznaje Pyka.

Progres w tych aspektach koszykarskiego rzemiosła może przynieść zawodniczce z Kłodzka jeszcze większą rolę w zespole Ślęzy. Chociaż, jak podkreśla Arkadiusz Rusin, na razie ciężko jeszcze mówić o jakimkolwiek podziale obowiązków na parkiecie.

– Wszystko zależy od tego, jak się będzie budował zespół. Przyjdą nowe zawodniczki na pozycję numer jeden, a to zawsze zmienia strukturę drużyny i role w zespole. Myślę, że w ataku to jest kwestia funkcjonowania całej ofensywy. Jeśli będziemy skoncentrowani na szybkim ataku, to jest to gra stworzona pod Marynę. Rozgrywające z dobrym przeglądem pola i chęcią do podań też jej pomogą, bo lubi dostawać piłki na otwartej pozycji. Niejednokrotnie udowadniała, że potrafi trójkami ciągnąć zespół, kiedy Baker i Held w pierwszych połowach się zacięły – ocenia szkoleniowiec Ślęzy.

Teraz, gdy Martyna Pyka może już odhaczyć awans do czwórki ze swojej listy koszykarskich celów, przyszedł czas na kolejne wyzwania. Sama zainteresowana nie zdradza jednak, jaką poprzeczkę postawiła sobie na nadchodzące rozgrywki.

– Staram się nie mieć oczekiwań, bardziej skupiam się na procesie i na mniejszych zadaniach, które doprowadzą nas do jak najlepszych rezultatów. Wierzę, że jako zespół mamy potencjał, aby zrobić progres i osiągać lepsze wyniki. Będę robić, co w mojej mocy, żeby tak się stało – kończy kapitan Ślęzy.

Zawodniczka z Kłodzka to piąta koszykarka 1KS-u z ważnym kontraktem na sezon 2024/2025. Oprócz niej umowy z klubem mają już Łotyszka Digna Strautmane, Amerykanka Schaquilla Nunn oraz Aleksandra Mielnicka i Anna Wińkowska.

Martyna Pyka
ur. 
12 listopada 1995 w Kłodzku
wzrost: 
177 cm
pozycja: 
skrzydłowa
przebieg kariery:
2012-2014: SMS PZKosz Łomianki
2013: WKK Wrocław
2014: Ślęza MOS WKK Wrocław
2014/2015: Basket Gdynia
2014-2019: Politechnika Gdańska
2019/2020: Enea AZS Poznań
2020/2021: Politechnika Gdańska
2021/2022: SKK Polonia Warszawa
2022/2023: Basket 25 Bydgoszcz
2023: FCC Baschet UAV Arad (Rumunia)
2023-obecnie: Ślęza Wrocław

Anna Wińkowska kolejną koszykarką w kadrze Ślęzy

Anna Wińkowska pozostaje koszykarką Ślęzy Wrocław w rozgrywkach 2024/2025 Orlen Basket Ligi Kobiet. Przed niespełna 24-letnią środkową bardzo ważny sezon, który będzie chciała wykorzystać do maksimum.

Wińkowska straciła bardzo dużo na decyzji o skróconym sezonie Orlen Basket Ligi Kobiet. Jej rehabilitacja miała przebiegać spokojniej, a powrót do gry nastąpić później. Zgodnie z planem pierwsze minuty powinna dostać w Warszawie, w starciu z SKK Polonią. I tak też było, ale stało się to o półtora tygodnia za wcześnie, bo zamiast 2 marca, to 21 lutego. Z kolei natłok spotkań w fazie play-off nie pozwolił na odpowiednią regenerację, co w przypadku zawodniczki, która nie grała w koszykówkę przez ponad rok miało bardzo duże znaczenie. Ostatecznie na przestrzeni siedmiu meczów rozegranych w miesiąc koszykarka z Żyrardowa zdobyła 13 punktów i 8 zbiórek, ale liczby te należy traktować wyłącznie w kategoriach ciekawostki statystycznej. W żadnym stopniu nie oddają one potencjału i umiejętności blisko 24-letniej zawodniczki – te są znacznie większe i wszyscy w klubie liczą na to, że Wińkowska będzie mogła zaprezentować pełnię swoich możliwości w nowym sezonie Orlen Basket Ligi Kobiet. W minionym po prostu nie było takiej możliwości, co przyznaje trener Ślęzy Wrocław Arkadiusz Rusin.

– Mieliśmy zupełnie inny plan – Ania do połowy lutego miała wyjść z treningu indywidualnego i wtedy spróbować się w pracy z zespołem. Pod koniec sezonu my właściwie nie mieliśmy treningów, tylko były to przygotowania do meczu i wtedy bardzo trudno jest złapać swój rytm zawodniczce, która nie gra za dużo. Po spotkaniu następnego dnia jest odpoczynek dla grających, a te pozostałe tracą trening, tracą ogranie. Naturalnie spadła jej siła i nie była na tym poziomie, który chcieliśmy osiągnąć, bo zajęć na siłowni po prostu nie było – wyjaśnia Rusin.

– Niestety plany były inne – przyznaje również Wińkowska. – Troszkę byłam poszkodowana przez to skrócenie sezonu, musieliśmy tak naprawdę brać to, co dostaliśmy. Przez to nie dostałam tylu minut, ilu chciałam, nie pokazałam się na tyle, na ile mogłam. Ale będę kontynuować pracę ze Ślęzą i mam nadzieję, że następny sezon będzie znacznie lepszy – życzy sobie zawodniczka żółto-czerwonych.

Wińkowska wciąż trenuje w KGHM Ślęza Arenie, będąc w grupie zawodniczek, które ze względu na obowiązujące kontrakty z klubem uczestniczą w treningach indywidualnych. Jednak nawet najbardziej intensywna praca nad doskonaleniem swoich umiejętności nie zastąpi budowania zgrania z zespołem, czego najbardziej potrzeba podkoszowej 1KS-u. Na to trzeba jednak poczekać, a w międzyczasie pozostaje zaangażowanie się w to, czego potrzeba, żeby latem mocno wejść w okres przygotowawczy.

– Z Anią byliśmy umówieni, że po sezonie zostaje we Wrocławiu i będzie pracować dalej. Szlifujemy umiejętności i te rzeczy, które wdrażaliśmy od końca grudnia przez te półtora miesiąca. Na tym skupiamy się do końca offseasonu. Ona dobrze wie, że nie może przestać budować siły, także tej specjalistycznej i konkretnej pod nią. Teraz ma kilka tygodni, gdzie jest czas, który można poświęcić technice indywidualnej, mocy, a w szczególności na przygotowanie siłowe. Po wakacjach od samego początku, już od sierpnia będziemy przygotowywać ją pod sezon i miejmy nadzieję, że bez żadnych kłopotów zdrowotnych będzie walczyła o to, aby jak najlepiej się przygotować – tłumaczy szkoleniowiec Ślęzy.

– Na pewno będę się skupiać teraz głównie na swoich nogach. Chcę poprawić swoją siłę, chcę, żeby były obudowane i gotowe na upychanie się pod koszem z wysokimi zawodniczkami rywalek. Pracuje się oczywiście zawsze na wszystkim, ale na tym głównie będę się koncentrować- uściśla sama zawodniczka.

23-letnia środkowa ma przed sobą bardzo ważny sezon, nie tylko patrząc przez pryzmat nadchodzących rozgrywek, ale i całej przyszłej kariery. Pierwszy krok udało się postawić w lutym, wracając na parkiety Orlen Basket Ligi Kobiet. Jesienią będzie czas na ponowne przypomnienie się wszystkim, którzy mogli zapomnieć o sporym potencjale Wińkowskiej. A to przecież zawodniczka, która w sezonie 2021/2022 była jedną z najlepszych młodzieżowych koszykarek w Polsce, notując 10.7 punktu i 7.1 zbiórki w barwach GTK Gdynia. Być może będzie to też okazja do zaprezentowania się z innej niż dotychczas strony i w innej roli. Szczegóły zdradza Arkadiusz Rusin.

– Ania jak najbardziej może być zmienniczką Schaquilli Nunn. Ale przez skrócony sezon nie mogliśmy sprawdzić jej na pozycji cztery obok Qui i ten wariant trzeba przetestować. Chcemy się przekonać, czy możemy funkcjonować w konfiguracji wysoka piątka i Ania jako czwórka, czy ma grać tylko na centrze. Więcej powiemy sobie w sierpniu, kiedy będziemy budować naszą taktykę i sprawdzić się w boju. Teraz tego czasu było za mało, a zagrywek za dużo, żeby skutecznie przyswoić sobie dwie różne pozycje. To dwie różne role, które mają inne zadania na boisku. Trudno na papierze coś zakładać, myślę, że pierwsze sparingi będą budować rolę naszych koszykarek w zespole – kończy trener 1KS-u.

Anna Wińkowska to czwarta zawodniczka w kadrze Ślęzy Wrocław na sezon 2024/2025 Orlen Basket Ligi Kobiet. Oprócz niej ważne kontrakty mają Aleksandra Mielnicka, Schaquilla Nunn (USA) i Digna Strautmane (Łotwa).

Anna Wińkowska
ur. 
28 lipca 2000 w Żyrardowie
wzrost: 
192 cm
pozycja: 
środkowa
przebieg kariery:
2012-2016: UKS Trójka Żyrardów
2016-2019: SMS PZKosz Łomianki
2019/2020: VBW Arka Gdynia
2020-2022: GTK Gdynia
2022: Polski Cukier AZS UMCS Lublin
2023-obecnie: Ślęza Wrocław

Schaquilla Nunn wraca do Ślęzy Wrocław

Schaquilla Nunn jest trzecią koszykarką, która przedłużyła umowę ze Ślęzą Wrocław na sezon 2024/2025 Orlen Basket Ligi Kobiet. Środkowa z USA wraca do stolicy Dolnego Śląska z poczuciem niedokończonego zadania.

Nunn można nazwać jedną z największych pechowców OBLK w ubiegłym sezonie. Środkowa Ślęzy z powodu odniesionej całkowicie przypadkowo kontuzji kciuka straciła pięć spotkań w kluczowym okresie świąteczno-noworocznym. Następnie równie przypadkowo w pierwszym meczu o brązowy medal została uderzona w twarz, a badania wykazały złamanie nosa. W związku z tym zabrakło jej w decydującej rozgrywce o brąz, a jej brak był dobitnie widoczny, bo Arka Gdynia zanotowała w tym spotkaniu aż 18 zbiórek w ataku. To był jeden z decydujących czynników w rywalizacji o miejsce na ligowym podium. Ten rozwój wydarzeń sprawił, że Nunn wciąż ma we Wrocławiu zadanie do wykonania, co miało znaczący wpływ na jej decyzję o pozostaniu w stolicy Dolnego Śląska.

– Bez dwóch zdań mam poczucie, że nie zrobiliśmy wszystkiego, co mogliśmy. Wchodzę w ten sezon chcąc dokończyć to, co zaczęliśmy i wyrównać rachunki – mówi Schaquilla Nunn. Dla amerykańskiej środkowej ważne były też inne kwestie, o których nie omieszkała wspomnieć. – Mamy tutaj niesamowitych fanów. Grałam w wielu miejscach na świecie, a Wrocław to jedno z najlepszych miejsc, w których byłam w swojej profesjonalnej karierze. Świetnie grało mi się z moimi koleżankami, mieliśmy świetny sztab szkoleniowy i personel klubu na czele z zarządem, który naprawdę o nas dbał – tłumaczy Nunn.

Zawodniczka Ślęzy była jedną z dwóch koszykarek Orlen Basket Ligi Kobiet, która zakończyła sezon osiągając średnio double-double. W niespełna 27 minut spędzanych na parkiecie notowała średnie na poziomie 13.6 punktu i 10.1 zbiórki. To przełożyło się na EVAL w wysokości 18.8, wystarczający do zajęcia miejsca w czołowej dziesiątce ligi. Na te imponujące wyniki duży wpływ miała znakomita faza play-off w jej wykonaniu. Na przestrzeni sześciu meczów co spotkanie dopisywała do swojego dorobku średnio 13 oczek i 13 zbiórek. Wisienką na torcie był niesamowity występ w pierwszym meczu półfinałów z KGHM BC Polkowice, kiedy to do 16 punktów dołożyła 21 zbiórek i 4 przechwyty. To spotkanie pokazało w pełni moc podkoszową Nunn, co docenił trener Arkadiusz Rusin.

– Qui gwarantuje zabezpieczenie deski i w obronie i w ataku. Pierwszy mecz półfinałowy z Polkowicami był jej najlepszym występem, dała z siebie 120 procent, kiedy dwa dni wcześniej zagrała decydujący mecz z Sosnowcem. Pokazała, że jest w niej potencjał, bo przypominam sobie pierwszy mecz z Polkowicami, kiedy uciekła spoza trumny i nie chciała się bić z mocniejszymi rywalkami. W końcówce rozgrywek już nie unikała tej gry – podkreślał progres swojej podkoszowej szkoleniowiec Ślęzy. – Na przestrzeni całego sezonu pokazała się z dobrej strony. Może nie jest to bardzo atletyczny gracz, było w tej lidze pewnie kilka zawodniczek bardziej atletycznych, które częściej pokazywały swoją dynamikę, ale Qui pokazała, że jest ważną zawodniczką w lidze. Potrafiła w grze podkoszowej radzić sobie doskonale, ma dobre umiejętności – opisuje szerzej środkową 1KS-u trener Rusin.

Te umiejętności pokazała nie tylko w play-offach. Bez Nunn Ślęza nie pokonałaby PSI Enei AJP Gorzów Wielkopolski na otwarcie KGHM Ślęza Areny. Amerykanka zdobyła wówczas 20 punktów, zebrała 14 piłek i toczyła niezwykle zaciętą walkę z podkoszowymi gorzowianek. Należy również wspomnieć o perfekcyjnym występie w Bydgoszczy, kiedy to Qui trafiła wszystkie 10 rzutów z gry, dodając do tego 9 zbiórek, czy też 18 punktach, 12 zbiórkach i bloku potrzebnych do pokonania Polskiego Cukru AZS-u UMCS-u Lublin. Tego wszystkiego dokonała będąc jedną z ulubienic kibiców Ślęzy Wrocław i niezwykle ważną postacią w zespole 1KS-u. Jej pozycję w hierarchii drużyny i doświadczenie zebrane przez kilkanaście lat kariery chce wykorzystać trener Rusin.

– Możemy jeszcze więcej wycisnąć ze współpracy Qui z Natalią Kurach, żeby Natasza nauczyła się od niej kilku aspektów koszykarskiego rzemiosła. Na przykład Qui ma naturalny zwód przed rzutem, czego brakuje innym zawodniczkom i ciężko to wytrenować, a u niej to przychodzi bardzo łatwo i można spróbować to przełożyć na doskonalenie gry Nataszy – wyjaśnia szkoleniowiec żołto-czerwonych i dodaje, że sama Nunn może stać się jeszcze lepszą koszykarką, jeśli zanotuje progres w jednym elemencie gry. Jakim? – Qui wie, że jej defensywa momentami mnie denerwowała i przy decyzji o pozostawieniu jej w zespole na następny sezon to właśnie ten aspekt był rozstrzygający. Może grać jeszcze lepiej w obronie, to kwestia nastawienia i podejścia. Umiejętności ma, ale musi się skoncentrować danego dnia na tym, co ma zrobić na parkiecie – mówi wprost Arkadiusz Rusin.

Oprócz poprawy defensywy Schaquilla Nunn chce dodać jeszcze dwie rzeczy do swojego koszykarskiego arsenału. Jej plan na sezon 2024/2025 zakłada jeszcze większą efektywność i różnorodność w ataku. Co konkretnie ma na myśli środkowa 1KS-u?

– Chcę dodać do swojej gry rzut trzypunktowy i jednocześnie radzić sobie lepiej z wykańczaniem akcji po kontakcie z rywalem. Będę dążyć do tego, aby wyciągać przeciwniczki z pomalowanego, a przy tym dominować właśnie w tej strefie – zdradza Nunn.

Cel niespełna 30-letniej zawodniczki na nadchodzący sezon jest zatem niezwykle łatwy do odgadnięcia.

– To proste – chcę wyłącznie wygrywać – kończy Amerykanka.

Schaquilla Nunn to trzecia zawodniczka w kadrze Ślęzy Wrocław na sezon 2024/2025. Oprócz środkowej ważne kontrakty mają Łotyszka Digna Strautmane oraz Aleksandra Mielnicka.

Schaquilla Nunn
ur. 7 lipca 1994 r. w Fayetteville (USA)
wzrost: 
190 cm
pozycja
: środkowa
przebieg kariery:
2012-2016: Winthrop Eagles (NCAA)
2016/2017: Tennessee Lady Volunteers (NCAA)
2017/2018: Rutronik Stars Keltern (Niemcy)
2018/2019: Sporting Al Riyadi Bejrut (Liban)
2019/2020: Al Ahly Kair (Egipt)
2020: Nunawading Spectres (Australia)
2022: Chemidor Teheran (Iran)
2022/2023: Vasas Academia (Węgry)
2023-obecnie: Ślęza Wrocław