Mecz z Wisłą w obiektywie kanału Sportgame

Zapraszamy do zapoznania się z relacją z meczu Ślęza Wrocław – Wisła Kraków przygotowaną przez naszego partnera medialnego – telewizję Sportgame.

„Dla nas nie ma po tym meczu żadnych pochwał”

Prezentujemy wypowiedzi po meczu Ślęza Wrocław – Wisła Kraków, w którym wrocławianki zwyciężyły 54:48.

Stefan Svitek: Gratulacje dla zespołu z Wrocławia. Trudno cokolwiek powiedzieć o tym meczu. Moje zawodniczki bardzo dobrze walczyły, gratulacje za tę postawę. Broniły ambitnie, starały się jak mogły walczyć na tablicach przeciwko bardziej atletycznym zawodniczkom rywala. Wykonały dobrą pracę, czego nie pokazują statystyki. Przy naszej skutecznośći ta różnica w zbiórkach musiała być tak duża. Mieliśmy dużo otwartych rzutów, dobrych rzutów i rzutów osobistych. Skuteczność zdecydowała o tym, kto zwyciężył, a kto przegrał.

Kadri-Ann Lass: Myślę, że walczyłyśmy o każdą piłkę, podobnie jak w poprzednim meczu. Naszym problemem były niecelne rzuty, po których nie miałyśmy zbiórek w ataku. Trudno utrzymywać się w meczu przy takiej grze. Czujemy się ze sobą coraz lepiej i cieszę się, że gramy coraz pewniej i musimy po prostu pracować nad swoimi rzutami. Wtedy będzie to wyglądało zdecydowanie inaczej.

Arkadiusz Rusin: Tak, jak powiedział trener Svitek, ciężko znaleźć słowa po takim meczu. W trzeciej kwarcie było tak, że gdyby Wisła wykorzystała trzy czy cztery akcje z rzędu albo my byśmy to zrobili, to mecz ułożyłby się zupełnie inaczej. Był okres czterech minut, że oba zespoły miały po pięć-sześć posiadań otwartych rzutów i ani jeden, ani drugi zespół nie trafił. Wisła na naszym tle prezentowała się bardzo dobrze, biorąc pod uwagę ich problemy kadrowe i to, że przed meczem wypadła Magdalena Ziętara, która w ostatnich meczach prezentowała się bardzo dobrze. Dla nas nie ma żadnych pochwał za ten mecz. Możemy sobie dopisać dwa punkty, ale styl gry był bardzo słaby. Nie wykorzystaliśmy żadnych atutów. Liczba strat jest zatrważająca jak na ten poziom. Na tym poziomie wyrzucać 21 piłek… Obrona była zorganizowana, ale mówiłem zawodniczkom przed meczem, że Wisła ma bardzo dobrze zorganizowany defense, a my robiliśmy głupoty. Nie ma miejsca na takie głupoty w sezonie, na to czas jest w trakcie przygotowań. Mamy znowu dużo materiału do przemyśleń, ale muszę się mocno zastanowić, jak to ma wyglądać, bo wygląda to bardzo słabo.

Daria Marciniak: Po sobotnim meczu, gdy zagraliśmy dobre zawody, dziś zaprezentowałyśmy się bardzo słabo. Nie realizowaliśmy założeń trenera, nie wykorzystywałyśmy atutów. Bronić też nie broniłyśmy. Musimy się nad sobą zastanowić, jak to dalej ma wyglądać. Nie możemy grać falami, nie może być tak, że raz wyglądamy super, a w kolejnym meczu jest bardzo źle. W dalszej części sezonu to może nam nie służyć. Trzeba usiąść, zastanowić się i wziąć się w garść, bo to tak nie może wyglądać.

Ślęza Wrocław pokonuje Wisłę Kraków w meczu walki

W zaległym meczu 12. kolejki Energa Basket Ligi Kobiet Ślęza Wrocław pokonała Wisłę Kraków 54:48. Dla Ślęzy było to dziewiąte zwycięstwo w sezonie.

Od samego początku było widać, że będzie to trudne i zacięte spotkanie. W pierwszej minucie Wisła spudłowała dwa rzuty, zaś po stronie Ślęzy Talia Caldwell popełniła błąd kroków, a Abigail Glomazic potrzebowała dwóch prób, żeby trafić spod kosza i otworzyć wynik spotkania. W odpowiedzi dwa oczka zdobyła Kadri-Ann Lass. Kolejne minuty bynajmniej nie przyniosły kalibracji celowników. Co prawda za trzy przymierzyła Agata Dobrowolska, a Chloe Wells skutecznie zakończyła akcję z półdystansu, lecz wciąż więcej było pudeł i strat aniżeli dobrej koszykówki. Trener Arkadiusz Rusin co chwila dokonywał zmian próbując zmienić słaby start swoich podopiecznych w dobrą grę jeszcze przed zakończeniem pierwszej kwarty. Takiego komfortu nie miał Stefan Svitek, który nie mógł skorzystać z kontuzjowanej Magdaleny Ziętary, co przy okrojonej rotacji Wisły było dużym osłabieniem.

Pomimo tego Gabija Meskonyte trafiła spod kosza na 6:5 i trener Rusin poprosił o czas. Po time-oucie w pierwszej akcji Dobrowolska wywalczyła faul, ale spudłowała oba rzuty, lecz w kolejnym posiadaniu łatwe punkty zaliczyła Cierra Burdick. Ślęza nie mogła jednak rozpracować dwójkowych akcji Chloe Wells oraz Katarzyny Trzeciak z Kadri-Ann Lass, które dość łatwo radziły sobie z defensywą żółto-czerwonych. Na ich szczęście nie zawsze przynosiło to punkty, co przy tylu błędach zawodniczek 1KS-u było niezwykle istotne. Reprezentantka Estonii bez wątpienia była najbardziej wyróżniającą się postacią pierwszej odsłony, zdobywając w niej osiem punktów. Ślęza odpowiadała głównie za sprawą Cierry Burdick, a brak wsparcia ze strony koleżanek sprawił, że pierwsza kwarta zakończyła się wynikiem 15:13 dla Wisły.

Po wznowieniu gry sygnał do przejęcia inicjatywy dała Talia Caldwell, która wygrała walkę na tablicy i dobiła niecelny rzut Dominiki Owczarzak, a następnie wymusiła przewinienie Anny Jakubiuk. Po dwóch osobistych amerykańskiej środkowej Ślęza prowadziła 17:15. Caldwell dołożyła kolejne dwa punkty po tym, jak z półdystansu trafiła Bożena Puter. Na rzut zawodniczki z Wrocławia szybko odpowiedziała Katarzyna Trzeciak i było 19:19. Żadna ze stron nie potrafiła zanotować serii punktowej, przez co regularnie na tablicy wyników widniał remis bądź miminalna przewaga którejś z drużyn.

Celne rzuty wciąż pozostawały jednak rzadkością, nadal więcej było niecelnych prób oraz strat. Niezależnie od pozycji rzutów oddawanych przez koszykarki obu drużyn, piłka nie chciała wpadać do kosza, a każde posiadanie zakończone punktami miało sporą wagę. Na 5,5 minuty przed przerwą na 23:21 trafiła Trzeciak, a dopiero półtorej minuty później wyrównała Burdick. Po kontrze rozpoczętej przez Agatę Dobrowolską, a zakończonej rzutem kapitan Ślęzy po asyście Dominiki Owczarzak trener Svitek poprosił o czas. Nie wpłynął on pobudzająco na jego zawodniczki, które nie potrafiły wyjść na prowadzenie. To udało się Ślęzie za sprawą Burdick, zaś chwilę później jeden z dwóch rzutów osobistych na 26:23 wykorzystała Owczarzak. Kolejne oczko z linii rzutów wolnych dołożyła Caldwell, swoje dwie próby na punkty zamieniła także Chloe Wells. Podstawowe rozgrywające Ślęzy i Wisły przed przerwą trafiły jeszcze po jednym rzucie i obie drużyny schodziły do szatni przy stanie 29:27 dla gospodyń.

Druga połowa rozpoczęła się od szybkich punktów Lass, a następnie wróciliśmy do meczu walki, w którym dominowały błędy techniczne oraz niecelne rzuty. Niezależnie od tego, kto próbował swoich sił, zazwyczaj kończyło się to niepowodzeniem. Dość powiedzieć, że od trafienia Lass przez niemal cztery minuty punkty udało się zdobyć tylko Cierrze Burdick. W tym czasie rzuty aż siedmiu zawodniczek odbijały się od obręczy i wychodziły w pole gry. Niemoc z akcji przełamała Dominika Owczarzak, trafiając na 33:30. Chwilę potem Chloe Wells przechwyciła podanie swojej rywalki na pozycji numer 1 i bez większego problemu zdobyła kolejne punkty. W następnym posiadaniu Burdick popełniła błąd kroków, na co trener Rusin zareagował prośbą o czas dla swojego zespołu. Także i ten time-out nie wpłynął znacząco na poprawę dyspozycji rzutowej koszykarek. Na 34:33 trafiła Wells, minutę później prowadzenie dla Ślęzy odzyskała Nevena Jovanović. O jeden punkt podwyższyła je Abigail Glomazic, chwilę potem o kolejne dwa Agata Dobrowolska. Niepotrzebny faul na sekundy przed końcem trzeciej kwarty sprawił, że Łucja Grzenkowicz zmniejszyła przewagę Ślęzy z 4 do 2 punktów, ustalając wynik spotkania po 30 minutach na 38:36.

Pierwsze trzy minuty decydującej części spotkania to status quo, nadal praktycznie nic nie wpadało do kosza. Dopiero Nevena Jovanovic po 180 sekundach otworzyła wynik czwartej kwarty, a w następnym posiadaniu ofensywnym trafiła z dystansu dając Ślęzie najwyższe prowadzenie w meczu – 43:36. Trener Svitek natychmiast poprosił o czas, który przyniósł trzypunktowe trafienie Wells. Warto zaznaczyć, że była to pierwsza trójka Wisły w tym meczu, pierwsze 10 prób nie znalazło celu. Następna akcja „Białej Gwiazdy” zakończyła się faulem Sanji Mandić na Bożenie Puter, a młoda skrzydłowa zespołu z Krakowa zdobyła na linii rzutów osobistych jeden punkt. W międzyczasie Owczarzak zmieniła Mandić i ta roszada przyniosła Ślęzie punkty po asyście rozgrywającej żółto-czerwonych do Cierry Burdick. Na to trafienie szybko odpowiedziała Puter. Na niecałe cztery minuty przed końcem Ślęza prowadziła 45:42.

Kluczowe fragmenty meczu zaczęły się od punktów Jovanović i Wells, gospodynie wciąż utrzymywały trzypunktowe prowadzenie. Jednak 90 sekund później było już 51:44, bowiem swoich szans nie zmarnowały Owczarzak oraz Daria Marciniak. Taki rozwój sytuacji musiał oznaczać czas dla trenera Svitka, a po wznowieniu gry ponownie za trzy trafiła Wells. Przy stanie 51:47 kolejno pudłowały: Jovanović, Lass i Burdick. Nerwy udzieliły się Katarzynie Trzeciak, bowiem reprezentantka Polski na linii rzutów osobistych wykorzystała tylko jedną z dwóch prób, więc Wisła wciąż potrzebowała najpierw zatrzymać Ślęzę, a potem trafić za trzy. Już pierwsze zadanie okazało się problematyczne, bowiem wrocławianki bardzo dobrze operowały piłką w sytuacji, gdy ich rywalki chciały jak najszybciej sfaulować. Koszykarkom 1KS-u udało się ukraść z zegara trzynaście sekund, a efektem tej gry był faul Lass na Marciniak. Podkoszowa Ślęzy trafiła oba osobiste na 53:48. Trener Svitek wziął czas, ale po nim z około ośmiu metrów spudłowała Wells i wszystko było jasne. Celny rzut wolny Marciniak postawił tylko kropkę nad i w zwycięstwie Ślęzy.

Zwycięstwie, które w żadnym wypadku nie przyszło łatwo. W czwartkowy wieczór nie powtórzyła się trzecia kwarta z meczu w Poznaniu, kiedy to wrocławiankom wychodziło praktycznie wszystko. Wręcz odwrotnie – Ślęza popełniła aż 21 strat, rozdając tylko 13 asyst. Gdyby Wisła trafiała rzuty z otwartych pozycji (zaledwie 30 proc. skuteczności z gry), to krakowianki mogłyby się cieszyć z wygranej. Tak się jednak nie stało i choć żółto-czerwone dopisały sobie kolejne zwycięstwo, to ze stylu nie są zadowolone.

Ślęza Wrocław – Wisła Kraków 54:48 (13:15, 16:12, 9:9, 16:12).
Ślęza: Burdick 12, Jovanovic 11, Owczarzak 9, Caldwell 7, Glomazic 5, Marciniak 5, Dobrowolska 5, Mandić 0, Szajtauer 0. Piędel, Klatt DNP.
Wisła: Wells 19, Lass 12, Trzeciak 6, Puter 5, Meskonyte 4, Grzenkowicz 2, Jakubiuk 0. Owca, Pająk, Ziętara DNP.

Wysoka waga zaległego spotkania Ślęzy Wrocław z Wisłą Kraków

W czwartek o godz. 18:30 koszykarki Ślęzy Wrocław rozegrają we własnej hali zaległy mecz 12. kolejki Energa Basket Ligi Kobiet z Wisłą Kraków. Wrocławianki mają do wyrównania rachunki z listopadowego spotkania.

Wówczas koszykarki 1KS-u przegrały 69:71 po niezwykle zaciętym starciu. W ostatniej akcji meczu szansę na doprowadzenie do dogrywki miała Cierra Burdick, ale jej rzut nie wpadł do kosza. Skrzydłowa Ślęzy zakończyła to spotkanie z 18 punktami i 13 zbiórkami, ale ze względu na porażkę nie wspomina dobrze listopadowej wycieczki do Krakowa, choć sam rywal nie wzbudza w niej dodatkowych emocji.

– Nie lubię przegrywać, więc za każdym razem gdy mierzę się z zespołem, z którym wcześniej przegraliśmy, jest trochę większy apetyt na zwycięstwo. Musimy podejść do meczu bardzo skoncentrowane i zrobić wszystko, żeby wygrać. Wciąż budujemy relacje z nowymi zawodniczkami i niezależnie od tego, z kim gramy, najważniejsza jest realizacja naszego planu – podkreśla kapitan Ślęzy.

Trener Arkadiusz Rusin również nie rozpamiętuje wydarzeń z hali przy ul. Reymonta, a zapytany o to, jak może wyglądać czwartkowe spotkanie przyznał, że wciąż gra jego podopiecznych nie pozwala na pewną ocenę sytuacji.

– Nie chciałbym zbytnio wracać do tego spotkania, bo było w naszym wykonaniu bardzo słabe i nie wykorzystaliśmy naszych atutów, jakie niewątpliwie mamy. Rozegraliśmy dwa mecze w tym roku i pokazaliśmy dwa różne oblicza. Po naszej grze można się spodziewać wszystkiego. Nie gramy równo – mamy bardzo dobre występy, ale też i słabsze. Gdy ustabilizujemy naszą formę i zawodniczki będą prezentowały taki sam poziom w każdym tygodniu, wtedy będę w stanie powiedzieć więcej przed samym meczem – tłumaczy szkoleniowiec 1KS-u.

Wisła do czwartkowego meczu może podejść w okrojonym składzie, takim jak przeciwko Artego. Choć w mediach pojawiają się doniesienia na temat zawodniczki, która ma zastąpić Krystal Vaughn, na tę chwilę nie ma oficjalnego potwierdzenia nowej koszykarki „Białej Gwiazdy”. W listopadzie Vaughn była nie do zatrzymania, zdobywając 21 punktów i 9 zbiórek (6 ofensywnych) i wymuszając aż siedem przewinień zawodniczek Ślęzy. Pod jej nieobecność w strefie podkoszowej Wisły jest spora luka. Żółto-czerwone doskonale zdają sobie sprawę z tego, że trener Stefan Svitek może przygotować coś specjalnego, a także i bez Vaughn Wisła jest zespołem groźnym.

– Jej nieobecność absolutnie niczego nie zmienia w naszych przygotowaniach, tym bardziej, że okrojony skład Wisły bardzo dobrze się prezentuje, co było widać w meczu z Artego. Na potencjał, który ma, gra bardzo dobrze w tym okresie – ostrzega trener Rusin.

– Vaughn to była kluczowa zawodniczka tego zespołu, pierwsza opcja w ataku i jedna z najlepiej punktujących koszykarek ligi. Mają teraz inną rotację, możliwe że dołączy do nich ktoś nowy, więc musimy być gotowe na wszystko, co przeciwnik na nas przygotuje. Nie wiadomo, kto zagra pod koszem, ale mają silny trzon drużyny, który lubi grać dynamicznie, więc trzeba to ograniczyć – mówi Cierra Burdick i dodaje, co trzeba zrobić żeby w czwartek sięgnąć po zwycięstwo. – Wiemy, że rywalki lubią biegać do kontrataku i grać szybko. Stawiają na niskie zawodniczki, więc w ataku będziemy chcieli udokumentować naszą przewagę pod koszem i atakować strefę podkoszową. Musimy pokazać siłę w tym obszarze i zdobyć sporo punktów z pomalowanego. W obronie trzeba ograniczyć kontrataki, a w obronie 1 na 1 skupić się na wszelkiego rodzaju zasłonach. Jeśli zrealizujemy nasze założenia, to myślę że osiągniemy sukces.

Ślęza podchodzi do czwartkowego meczu po wysokiej wyjazdowej wygranej z Eneą AZS Poznań. Koszykarki 1KS-u wygrały aż 72:41, ale gdyby prezentowały równą dyspozycję przez całe 40 minut, starcie to mogło skończyć się jeszcze większą różnicą punktową. Imponujące w wykonaniu wrocławianek były zwłaszcza pierwsze fragmenty spotkania oraz cała trzecia kwarta. Tak grająca Ślęza może rywalizować z każdym zespołem w lidze, ale wciąż za dużo jest wahań formy. Nadal trwa poszukiwanie stabilnej formy, co ma przyjść na play-offy.

– Ten sezon to do tej pory spory rollercoaster, ale wierzę, że w kluczowym momencie rozgrywek ustabilizujemy swoją formę. Jednym z plusów sinusoidy naszej dyspozycji jest fakt, że jeszcze nie osiągnęliśmy swojego szczytu. Myślę, że trafimy z nim na play-offy. Trzeba powrócić do korzeni, skupić się na podstawach, znaleźć swoją tożsamość i się jej trzymać – ocenia Burdick.

Konfrontacja Ślęzy z Wisłą ma bardzo ważne znaczenie dla układu tabeli na koniec sezonu zasadniczego. Jeśli „Biała Gwiazda” zwycięży we Wrocławiu, to przy równej liczbie punktów zakończy pierwszy etap rozgrywek wyżej od Ślęzy. Przy obecnej sytuacji obu zespołów może to oznaczać różnicę pomiędzy szóstym a siódmym miejscem, a w konsekwencji różnicę pomiędzy serią ćwierćfinałową z Artego Bydgoszcz, a PolskąStrefąInwestycji Eneą Gorzów Wielkopolski. Choć jeszcze za wcześnie aby wyrokować, jak może wyglądać tabela za osiem kolejek, już powoli należy spoglądać w kierunku potencjalnych par play-offowych.

– Jest to ważny mecz przede wszystkim ze względu na to, że tam przegraliśmy. To nasz bezpośredni rywal w tabeli. Potencjał zespołu z Gorzowa i Gdyni a potencjał naszego zespołu czy Wisły to dwie różne sprawy. Ten mecz wyrasta na bardzo ważny dla nas przed ustabilizowaniem swojej pozycji w play-offach – kończy Rusin.

Początek meczu Ślęza Wrocław – Wisła Kraków w czwartek o godz. 18:30 w hali wrocławskiej AWF.

Trzecia kwarta jak z nut! Ślęza wysoko wygrywa w Poznaniu

W meczu 14. kolejki Energa Basket Ligi Kobiet Ślęza Wrocław pokonała na wyjeździe Eneę AZS Poznań 72:41 i zanotowała ósme zwycięstwo w tym sezonie. O wygranej przesądziła trzecia kwarta, w której wrocławianki zagrały koncertowo.

Również w ten sam sposób podopieczne Arkadiusza Rusina rozpoczęły to spotkanie. Już w pierwszym posiadaniu ofensywnym Nevena Jovanović wymusiła przewinienie Ginette Mfutili, a pomimo kontaktu ze środkową Enei AZS-u rzucająca Ślęzy potrafiła skierować piłkę do kosza. Dokończyła akcję 2+1 z linii rzutów osobistych i szybko zrobiło się 3:0 dla 1KS-u. Defensywa żółto-czerwonych co i rusz wymuszała błędy po stronie gospodyń, ale przez ponad dwie minuty nie przekładało się to na kolejne punkty Ślęzy, bowiem twarde poznańskie kosze nie chciały z początku współpracować z koszykarkami z Wrocławia. Dopiero Talia Caldwell przełamała niemoc ofensywną swojego zespołu, a po pudle Aleksandry Pawlak za trzy trafiła Nevena Jovanović. Następne sekundy przyniosły przechwyt Cierry Burdick zamieniony na faul na Caldwell i dwa oczka środkowej Ślęzy po rzutach wolnych. W tym momencie było już 10:0 dla przyjezdnych, a gospodynie nie miały pomysłu na sforsowanie obrony rywalek. Ich problemy pogłębiły się jeszcze bardziej w ciągu kolejnych dwóch akcji – najpierw z półdystansu w swoim stylu trafiła Cierra Burdick, a po chwili Abigail Glomazic podwyższyła na 14:0.

Ogromne ciężary spadły z serc kibiców Enei AZS-u, gdy po niemal sześciu minutach gry Marta Nowicka wreszcie otworzyła dorobek punktowy poznanianek. Na pierwsze punkty z gry sympatycy Akademiczek musieli poczekać jeszcze 60 sekund kiedy to Nowicka znalazła dobrze ustawioną Martynę Pykę. W międzyczasie za trzy trafiła Dominika Owczarzak, a z półdystansu przymierzyła Agata Dobrowolska. Po punktach Pyki było 19:6 dla Ślęzy, która wydawała się mieć pełną kontrolę nad wydarzeniami na parkiecie. Nic bardziej mylnego – gospodynie nie zamierzały składać broni, czego najlepszym dowodem były dwa trzypunktowe trafienia. Najpierw z dystansu nie pomyliła się Aleksandra Pawlak, a chwilę potem w jej ślady poszła Zakiya Saunders. Po celnym rzucie amerykańskiej rozgrywającej trener Arkadiusz Rusin poprosił o czas, co ustabilizowało sytuację do końca pierwszej kwarty.

Druga część meczu rozpoczęła się od punktów Abigail Glomazic, na które szybko odpowiedziała Saunders. Ślęza za sprawą celnego osobistego reprezentantki Szwecji oraz dwóch oczek Cierry Burdick wróciła na chwilę na 10 oczek przewagi, ale wrocławianki nie grały już z takim zacięciem jak w pierwszych sześciu i pół minutach spotkania. To pozwoliło poznaniankom na skuteczne, aczkolwiek niezbyt szybkie odrabianie strat. Koszykarkom Enei AZS-u zdobywanie punktów wciąż przychodziło w wielkich bólach, ale przynajmniej po drugiej stronie parkietu zacieśniły szyki na tyle, że udawało się zatrzymać Ślęzę. Zaczęło się od dwóch celnych osobistych Milany Zivadinović. Dwie minuty później serbska rozgrywająca znalazła Aleksandrę Pawlak, która w swoim stylu rzuciła z półdystansu. Serię 6:0 po kolejnych 60 sekundach zakończyła Zivadinović.

Wrocławianki przez cztery minuty pozostawały bez punktów, dopiero Daria Marciniak wykorzystała jeden z dwóch rzutów wolnych, trafiając na 25:20. Skuteczność z linii osobistych nie była w drugiej kwarcie mocną stroną żółto-czerwonych. Przy rzucie za trzy sfaulowana została Agata Dobrowolska i nie zamieniła na punkty ani jednej z prób. Oba osobiste spudłowała także Kinga Piędel, a po jednym oprócz Marciniak trafiły Dominika Owczarzak i Cierra Burdick. Gdyby koszykarki Ślęzy miały lepiej skalibrowane celowniki, zespół z Poznania nie byłby w stanie zbliżyć się do zespołu Arkadiusza Rusina. Dopiero końcówka pierwszej połowy wyglądała nieźle w wykonaniu dwukrotnych mistrzyń Polski. Za sprawą Cierry Burdick i Abigail Glomazic Ślęza zdobyła sześć punktów w krótkim odstępie czasu, na co gospodynie odpowiedziały tylko trafieniem Aleksandry Parzeńskiej. Ostatecznie wrocławianki schodziły na przerwę z dziewięcioma punktami zapasu, choć z pewnością życzyły sobie, aby przewaga była bardziej okazała.

Zawodniczki 1KS-u rozpoczęły drugą połowę z postanowieniem zamiany życzeń w rzeczywistość. Cierra Burdick znalazła Abigail Glomazic i ta otworzyła worek z punktami. Szybka odpowiedź Lei Miletić przyniosła natychmiastową kontrę w postaci trafienia Talii Caldwell. Kolejne minuty należały do amerykańskich podkoszowych Ślęzy oraz Abigail Glomazic, a gościnne role grały ich koleżanki z zespołu. Po następnych celnych rzutach Burdick i Caldwell zrobiło się 41:26 i trener Grzegorz Zieliński poprosił o czas. Jego konsekwencją było… 10 punktów Ślęzy bez odpowiedzi w przeciągu dwóch minut. Wystarczyło tylko dograć piłkę do którejś z reprezentantek USA bądź do szwedzkiej skrzydłowej, a te niezależnie od pozycji zamieniały podania na punkty. Drugą przerwę na żądanie trener Enei AZS-u wziął przy stanie 51:26, ale nie oznaczała ona końca problemów gospodyń.

Wręcz przeciwnie, te nadal trwały. Spudłowane rzuty spod kosza, forsowanie prób z dystansu, złe podania, błąd 24 sekund, wyrzucanie piłki poza boisko – to wszystko przytrafiło się poznaniankom w tej odsłonie meczu. Koncert Ślęzy trwał i w siedem minut trzeciej kwarty żółto-czerwone wykręciły wynik 22:2. Ostatnie 180 było już bardziej wyrównane, dzięki czemu w ciągu tych 10 minut nie pękła bariera 30 oczek różnicy pomiędzy obiema ekipami.

Doszło do tego po 55 sekundach decydującej części meczu, gdy Sanja Mandić wykorzystała jeden z dwóch osobistych, trafiając na 60:30. Kilka chwil później dzięki Burdick i Dobrowolskiej było już 65:30. Losy spotkania już dawno zostały rozstrzygnięte, więc obaj trenerzy zaczęli dokonywać wielu roszad personalnych. Po stronie gospodyń pojawiło się sporo młodych zawodniczek, z rodowitą wrocławianką Alicją Rogozińską na czele. W zespole Ślęzy mogliśmy zobaczyć Mandić czy Patrycję Klatt, nie zabrakło również Magdaleny Szajtauer czy Darii Marcinak. Młode poznanianki grające o jak najmniejszy rozmiar porażki zanotowały serię punktową 8:2, ale nie uniknęły ponad 30-punktowej porażki, gdyż w ostatnich sekundach cztery oczka zdobyła Szajtauer. Ostatecznie Ślęza wygrała 31 punktami, ponownie pewnie wygrywając z zespołem z Poznania. Przypomnijmy, że w październiku we Wrocławiu oba zespoły dzieliło 35 oczek.

Kibice Ślęzy z pewnością chcieliby jak najczęściej oglądać żółto-czerwone grające tak, jak miało to miejsce w trzeciej kwarcie. Jeśli więcej będzie momentów koncertowej gry, a mniej chwil rozprzężenia takich jak w drugiej czy czwartej odsłonie, to do końca sezonu sympatycy 1KS-u zobaczą jeszcze kilka pewnych zwycięstw swoich ulubienic. Do tego jednak wciąż długa droga. Dziś został postawiony dopiero mały krok.

Enea AZS Poznań – Ślęza Wrocław 41:72 (12:19, 12:14, 6:26, 11:13).
Enea AZS: Mfutila 10, Pawlak 7, Parzeńska 6, Saunders 5, Zivadinovic 4, Nowicka 2, Pyka 2, Miletić 2, Stefańczyk 2, Rogozińska 1. Piasecka DNP.
Ślęza: Glomazic 18, Burdick 17, Caldwell 10, Jovanovic 9, Owczarzak 6, Dobrowolska 5, Szajtauer 5, Marciniak 1, Mandić 1, Klatt 0, Piędel 0.