Z Polkowic do Wrocławia – Dominika Owczarzak zawodniczką Ślęzy

Rozgrywająca Dominika Owczarzak podpisała umowę ze Ślęzą Wrocław i będzie reprezentować barwy klubu w sezonie 2019/2020. Ślęza to  szósty klub w jej karierze.

Urodzona w Poznaniu 25-letnia zawodniczka jest wychowanką tamtejszego MUKS-u i to właśnie w zespole z rodzinnego miasta Owczarzak zadebiutowała na parkietach I ligi oraz ówczesnej Ford Germaz Ekstraklasy. W swoim pierwszym sezonie w najwyższej lidze wystąpiła we wszystkich 35 spotkaniach, legitymując się średnimi na poziomie 7 punktów oraz 2,4 asysty na mecz. 25 meczów w pierwszej piątce i takie liczby w wieku 18 lat zwróciły uwagę CCC Polkowice, które wówczas sprowadzało do siebie najlepsze młode zawodniczki w kraju. W pierwszych dwóch sezonach, zakończonych dla polkowiczanek mistrzostwem oraz wicemistrzostwem Polski, mierząca 170 centymetrów Owczarzak grała niewiele, po zaledwie 12 minut na mecz. Pobierała wówczas nauki od takich koszykarek jak Teja Oblak, Jelena Skerović oraz Sharnee Zoll-Norman.

W rozgrywkach 2014/2015 tylko trzykrotnie zaczynała mecze z ławki, tworząc duet z Naketią Swanier. Zespół prowadzony przez Arkadiusza Rusina przegrał rywalizację o trzecie miejsce z Energą Toruń, a Owczarzak po zakończeniu sezonu przeniosła się do Lublina, gdzie pierwszym trenerem był doskonale znany jej z pracy w Polkowicach Krzysztof Szewczyk. Pod jego okiem nowa zawodniczka Ślęzy rozegrała dwa bardzo dobre sezony – rozgrywki 2016/2017 zakończyła ze średnią 9.3 punktu oraz 5.1 asysty. Przez niektórych, w tym także i swojego trenera, była nazywana najlepszą polską rozgrywającą i gdy Szewczyk przeniósł się do Krakowa, na ten sam ruch zdecydowała się także Dominika Owczarzak.

Niestety w Wiśle rozegrała de facto sześć spotkań, bo w siódmym doznała fatalnie wyglądającej kontuzji – zerwała więzadła krzyżowe. Po długiej rehabilitacji chciała wrócić do Lublina, ale w sierpniu zeszłego roku okazało się, że nie przeszła badań medycznych i jej kontrakt nie wszedł w życie. Z pomocną ręką przyszedł klub, w którym nazwisko Owczarzak stało się znanym na koszykarskiej scenie – CCC Polkowice. W zespole mistrzyń Polski mogła spokojnie wrócić do formy i jednocześnie trenować z najlepszymi zawodniczkami w kraju. Rozgrywki 2018/2019 zakończyła ze średnimi 3.7 punktu oraz 2.1 asysty w 13,5 minuty.

– Wszystko ma swoje zalety i wady. Powrót do Polkowic z jednej strony był idealny, bo dostałam czas na to, żeby spokojnie odbudować się po kontuzji, natomiast w pewnym momencie, jak to w przypadku każdej zawodniczki bywa, pojawiła się chęć dłuższego przebywania na boisku.  Cieszę się, że cały sezon byłam zdrowa i nic mi nie dokuczało, ale z pewnością jednym z głównych czynników przy podjęciu decyzji o zmianie klubu było to, żeby tych minut spędzonych na parkiecie było więcej – tłumaczy nowa zawodniczka Ślęzy Wrocław.

– Wracam do współpracy z Dominiką po czterech latach. Podjęliśmy rozmowy po kontuzji w Krakowie, żeby już wtedy przyszła do nas aby się odbudować. Wówczas nie udało się osiągnąć porozumienia i wybrała Lublin, a później Polkowice. Znam ją jako zawodniczkę, być może zmieniła się przez te cztery lata, ale będę chciał wrócić do tego, jak pracowaliśmy w Polkowicach. Wtedy rozegrała dobry sezon, jeszcze jako młody gracz. Teraz już młodym graczem nie jest, ma być doświadczoną zawodniczką i niech wykorzysta to doświadczenie. Najważniejsze, że problemy zdrowotne jej nie doskwierają. Rozmawiałem z nią i zupełnie zapomniała o problemach z kolanem. Z pewnością trener Bartosz Pasternak zindywidualizuje jej pracę, żeby poczuła się jeszcze mocniejsza – zapewnia trener Arkadiusz Rusin.

– Dobrze wspominam współpracę z trenerem Rusinem. Dał mi szansę po dwóch trudnych sezonach w Polkowicach i po raz pierwszy od mojego debiutanckiego sezonu w Ekstraklasie w MUKS-ie Poznań mogłam dużo grać. Tamte rozgrywki bez wątpienia mogę określić mianem przełomowych – wspomina sezon 2014/2015 Owczarzak.

Czego oczekuje po nowej rozgrywającej Ślęzy szkoleniowiec żółto-czerwonych? Z pewnością Dominika Owczarzak spędzi na parkiecie więcej czasu niż w Polkowicach, a z tym wiąże się większy zakres odpowiedzialności, który będzie ciążył na reprezentantce Polski.

– Ma pełnić rolę łączącą z zawodniczką z USA, która będzie mogła występować na pozycji 1 i 2. Wiadomo, że Dominika może grać tylko na jedynce, więc będzie kreować grę, żeby współpracowała z zespołem najlepiej, jak potrafi. Musi wrócić do swoich wejść pod kosz, które dobrze jej wychodzą, a o których ostatnio zapomniała. Myślę, że jeśli powtórzy sezon, który miała w Polkowicach czyli 8 punktów, 4 asysty i będzie w stanie dołożyć do tego jeszcze dwie asysty to będę zadowolony – deklaruje szkoleniowiec Ślęzy.

– Po kontuzji zmieniło się moje podejście, przede wszystkim myślę o swoim zdrowiu. Oprócz tego zrobię wszystko, żeby udowodnić trenerowi Rusinowi, że mój transfer do Ślęzy był dobrą decyzją – podkreśla dwukrotna mistrzyni Polski.

Oprócz Dominiki Owczarzak ważne kontrakty ze Ślęzą Wrocław mają również: Cierra Burdick (kapitan), Agata Dobrowolska, Magdalena Szajtauer, Daria Marciniak oraz Terezia Palenikova.

Dominika Owczarzak
ur. 23 marca 1994 w Poznaniu
wzrost: 170 cm
pozycja: rozgrywająca
przebieg kariery:
2010-2012: MUKS Poznań (FGE)
2011-2012: MUKS Kórnik (I liga)
2012-2015: CCC Polkowice (FGE, TBLK)
2015-2017: Pszczółka Polski-Cukier AZS-UMCS Lublin (TBLK, BLK)
2017-2018: Wisła CanPack Kraków (EBLK)
2018-2019: CCC Polkowice (EBLK)
2019-2020: Ślęza Wrocław (EBLK)

Statystyki w sezonie 2018/2019: 

Wszystkie statystyki podano łącznie/średnio.

Minuty: 351:04/13:30. Punkty: 96/3,7. Zbiórki: 30/1,2. Asysty: 54/2,1. Faule: 47/1,8. Faule wywalczone: 38/1,5. Straty: 22/0,8. Przechwyty: 14/0,5. Bloki: 0/0. Bloki otrzymane: 1/0,0. EVAL: 110/4,2. +/-: 119/4,6.

Terezia Palenikova na dłużej w Ślęzie Wrocław

Reprezentantka Słowacji Terezia Palenikova przedłużyła kontrakt ze Ślęzą Wrocław i będzie broniła barw klubu także w sezonie 2019/2020. Niespełna 24-letnia obwodowa to piąta zawodniczka w kadrze 1KS-u na nadchodzące rozgrywki Energa Basket Ligi Kobiet. 

Ślęza Wrocław to trzeci klub w karierze Palenikovej, ale pierwszy zagraniczny. Wcześniej występowała w BK Petrzalka oraz Pieszczańskich Czajkach. Pomimo przenosin do silniejszej ligi, reprezentantka Słowacji w pierwszej części sezonu była wyróżniającą się postacią 1KS-u oraz całych rozgrywek. W pierwszej rundzie Terezia notowała średnie na poziomie 13,4 punktu, 3,3 zbiórki oraz 1,8 asysty, trafiając przy tym 50 proc. rzutów za dwa i 38,1 proc. prób za trzy.

Po nowym roku problemy zdrowotne 23-letniej Słowaczki przeszkodziły jej w kontynuowaniu dobrych występów. Rytm, który wypracowała sobie w pierwszych 12 meczach zniknął w rundzie rewanżowej i nie udało się Palenikovej odzyskać go do końca sezonu. W play-offach legitymowała się średnimi 4,5 punktu, 0,5 zbiórki i 1 asysty na mecz, co było sporym spadkiem w porównaniu do startu przygody młodej obwodowej w Ślęzie Wrocław. Trener Arkadiusz Rusin wie, że prawdziwa Palenikova to ta z pierwszych trzech miesięcy występów we Wrocławiu i takiej dyspozycji będzie od niej wymagał.

– Podobnie jak Cierra Burdick, także i Terka ma coś do udowodnienia. Play-offy w jej wykonaniu były bardzo słabe, a w sezonie zasadniczym pokazywała się z bardzo dobrej strony. Do świąt wielu uznawało ją za odkrycie tej ligi. W nowym roku miała swoje problemy zdrowotne. Ma wielki talent, ale musi on być poparty ciężką pracą indywidualną i na to się dogadywaliśmy podczas rozmów o umowie. Prowadziłem z nią intensywne rozmowy, przekazywałem co ma do zrobienia i wszystko teraz zależy od niej – powiedział szkoleniowiec Ślęzy.

– Rozmawiałam z trenerem w trakcie sezonu i po jego zakończeniu. Zdecydowałam się przedłużyć umowę, bo wiem że w Ślęzie Wrocław mogę się rozwijać jako zawodniczka, podnosić swoje umiejętności i pomagać zespołowi na tyle, na ile jestem w stanie. Chcę poprawić swoją grę i rozegrać cały sezon na równym oraz wysokim poziomie – podkreślała Palenikova.

Do osiągnięcia tego celu będzie potrzebne przede wszystkim zdrowie. Jak prezentowała się reprezentantka Słowacji gdy była w pełni gotowa do gry można było się przekonać na początku sezonu, gdy była jedną z kluczowych postaci Ślęzy w niemalże każdym meczu. Powrót do optymalnej dyspozycji powinien sprawić, że Palenikova ponownie będzie czołową opcją w ataku 1KS-u, notującą po kilkanaście punktów w meczu.

– Przez ostatnie miesiące sezonu miałam problemy z kostką, co musiało zakończyć się operacją po zakończeniu rozgrywek. Jestem już dwa tygodnie po zabiegu i przechodzę rehabilitację. Jeśli wszystko przebiegnie bez problemów, a tak jest obecnie, to w przyszłym tygodniu rozpocznę powoli przygotowania i nie mogę się już doczekać powrotu do Wrocławia i do zajęć – powiedziała obwodowa Ślęzy.

– Jestem z nią w kontakcie, wszystko jest już wyczyszczone i mamy nadzieję, że ten uraz przestanie ją absorbować i będzie mogła skupić się wyłącznie na koszykówce. Teraz musi przede wszystkim myśleć o rehabilitacji i powrocie do pełnej sprawności. Później będziemy chcieli przywrócić jej sprawność naturalną. To niezwykle utalentowana ruchowo zawodniczka i jeszcze bardziej planujemy wykorzystać to w ruchach stricte koszykarskich. Mamy wraz z trenerem Bartoszem Pasternakiem (trenerem przygotowania motorycznego Ślęzy Wrocław – red.) plan, jak to zrobić i myślimy o tym, jak zindywidualizować jej ćwiczenia. Wierzymy, że przyniesie to pożądany efekt – deklarował Rusin.

Obecnie oprócz Terezii Palenikovej ważne kontrakty ze Ślęzą Wrocław na sezon 2019/2020 mają: Cierra Burdick (kapitan), Agata Dobrowolska, Daria Marciniak i Magdalena Szajtauer.

Terezia Palenikova
ur. 16 sierpnia 1995 w Bratysławie
wzrost: 178 cm
pozycja: rzucająca/niska skrzydłowa
przebieg kariery:
2011-2014: BK Petrzalka
2014-2018: Pieszczańskie Czajki
2018 – obecnie: Ślęza Wrocław

Statystyki w sezonie 2018/2019: 

Wszystkie statystyki podano łącznie/średnio.

Minuty: 778:14/22:53. Punkty: 288/8,5. Zbiórki: 77/1,8. Asysty: 50/1,5. Faule: 61/1,8. Faule wywalczone: 66/1,9. Straty: 40/1,2. Przechwyty: 24/0,7. Bloki: 3/0,1. Bloki otrzymane: 10/0,3. EVAL: 239/7,0. +/-: 71/2,1.

Najnowsza zawodniczka Ślęzy: Magdalena Szajtauer

Magdalena Szajtauer to pierwsza nowa zawodniczka Ślęzy Wrocław w sezonie 2019/2020. Przybliżamy dotychczasową karierę reprezentacyjnej środkowej. 

Urodzona 28 marca 1995 roku w Wiśle Szajtauer rozpoczynała swoją karierę w barwach ISSiR Startu Wisła, a w rozgrywkach 2011/2012 przeniosła się do Gorzowa Wielkopolskiego. – Spotkałem się z rodzicami Magdy, kończąc wizytę słowami, że za dwa tygodnie ich córka będzie już w Gorzowie. To był materiał na świetną zawodniczkę. – mówił w 2016 roku trener Dariusz Maciejewski w rozmowie z Gazetą Lubuską. Już przed 17 urodzinami zadebiutowała na parkietach ówczesnej Ford Germaz Ekstraklasy, ale w 51 sekund przeciwko Odrze Brzeg nie zdołała się zapisać w statystykach. Na następny występ w najwyższej lidze czekała miesiąc i w wysokiej porażce przeciwko CCC Polkowice dostała od trenera Maciejewskiego dwie minuty. Sezon 2011/12 zakończyła grając 12 minut z ŁKS-em Łódź – taki wymiar minut dla 17-letniej zawodniczki był wyrazem wiary w umiejętności i potencjał młodej środkowej.

Kibice zebrani w hali w Szczecinie w listopadzie 2012 roku podczas meczu 1/16 finału Pucharu Polski mogli zobaczyć talent Magdaleny Szajtauer w pełnej krasie. Środkowa zespołu z Gorzowa w wygranej Akademiczek nad Wilkami Morskimi zdobyła 14 punktów, zebrała siedem piłek (cztery na atakowanej tablicy), dołożyła do tego trzy asysty i blok w drodze po EVAL 20 i +/- 32. – Widać, że ostatnie niezłe występy w drużynie młodzieżowej nie były przypadkowe. Teraz czas na podobny błysk w dorosłej rywalizacji… – można było przeczytać na stronie gorzowskiej Gazety Wyborczej po tym występie Szajtauer.

W następnej rundzie wciąż niepełnoletnia zawodniczka wyszła na parkiet w pierwszej piątce. Rywalem gorzowianek był MKS PWSZ Konin, a wschodząca gwiazda AZS-u-AJP spędziła na parkiecie 22 minuty, zdobywając 8 punktów i zbierając 5 piłek (ponownie cztery w ataku).

Sukcesy w Pucharze nie przełożyły się na dłuższe występy ligowe. Ani razu w dziewięciu meczach sezonu zasadniczego nie zagrała dłużej niż 10 minut, dopiero w ćwierćfinałowej rywalizacji z hegemonem z Krakowa dostała swoją szansę. Średnie na poziomie 4,3 punktu oraz 3,6 zbiórki gdy trzeba było rywalizować na parkiecie z Dorą Horti czy Tiną Charles to dobry wynik.

Rozgrywki 2013/2014 nie były znaczącym krokiem naprzód jeżeli chodzi o rozwój koszykarski Magdaleny Szajtauer. Znowu zaprezentowała się bardzo dobrze w Pucharze Polski – ponownie na drodze koszykarek z Gorzowa stanął zespół MKS-u Konin, co zakończyło się sześcioma punktami i 11 zbiórkami, ale i porażką 50:60. W lidze warto podkreślić mecz z Energą Toruń – 2 punkty i 9 zbiórek (5 ofensywnych) w 15 minut. Poza tym? Trudno znaleźć spotkanie, którym nowa zawodniczka Ślęzy Wrocław mogłaby się pochwalić.

Co innego w sezonie 2014/2015 – bez dwóch zdań przełomowym w wykonaniu Szajtauer. Od początku regularnie występowała na parkiecie po kilkanaście minut, na stałe wkomponowując się w rotację trenera Dariusza Maciejewskiego. W listopadzie 2014 roku zdobyła dziewięć punktów i zebrała osiem piłek w meczu z Basketem Gdynia. Trzy tygodnie później zaliczyła osiem oczek i tyle samo zbiórek w meczu z beniaminkiem ówczesnej Tauron Basket Ligi Kobiet – Ślęzą Wrocław. W nowym roku błysnęła przeciwko Wiśle CanPack Kraków (pięć punktów i pięć zbiórek) i przede wszystkim w starciu z Pszczółką Lublin. Cztery punkty wrażenia nie robią, ale 10 zbiórek już tak. A gdy dodamy do tego aż pięć bloków, otrzymujemy znakomity występ blisko 20-letniej zawodniczki.

Potencjał młodej środkowej dostrzegł trener Jacek Winnicki. Szkoleniowiec ten pełnił w 2015 roku rolę selekcjonera reprezentacji Polski kobiet i zaprosił Magdalenę Szajtauer do szerokiej, 23-osobowej kadry reprezentacji przygotowującej się do Eurobasketu. W węższym, liczącym 18 zawodniczek składzie już jej zabrakło, niemniej kwestią czasu były kolejne powołania i ostatecznie debiut w biało-czerwonych barwach.

Debiut Magdaleny Szajtauer w reprezentacji Polski. (Fot. koszykowkakobiet.pl)

Pierwszy występ z orzełkiem na piersi nastąpił 18 listopada 2015 roku przeciwko Niemkom. Dwa punkty, trzy zbiórki i, jako dowód waleczności, pięć fauli. Powołanie od Teodora Mołłowa było konsekwencją bardzo dobrego startu w sezonie 2015/16. Ponownie właściwie w pojedynkę zatrzymała Pszczółkę Lublin, blokując aż sześć rzutów rywalek. Do tego dołożyła sześć punktów i 11 desek. Tydzień później przeciwko Artego Bydgoszcz zrobiła 9 punktów i 10 zbiórek. Służyły jej występy u boku Kelley Cain, wraz z nią Szajtauer tworzyła bardzo trudny do przejścia duet podkoszowych. Po meczu z Zagłębiem Sosnowiec gorzowska Wyborcza pisała „miło było dziś usłyszeć, że „wszystkie możliwe słowa uznania za walkę należą się naszym dziewczynom i wyłącznie o nich mówmy”. A więc mówimy: jesteśmy z was dumni!”.

Szajtauer była wtedy podstawową środkową, bowiem Cain leczyła kontuzję. Tuż przed wyjazdem na kadrę do Gorzowa przyjechało PGE MKK Siedlce, a przyszła reprezentantka Polski zabukowała sobie bilet na zgrupowanie zbierając aż 16 piłek. Ten wyczyn poprawiła w połowie stycznia 2016, notując 17 zbiórek przeciwko Pomarańczarni Poznań. „Szajta” nie tylko czyściła tablice, ale i była momentami zaporą nie do przejścia. Wspomnieliśmy o sześciu blokach z Pszczółką. W meczu z Sosnowcem dołożyła kolejne pięć. Cztery przeciwko Basketowi Gdynia, jeszcze cztery ze Ślęzą. Łącznie 41 – najwyższy wynik w lidze.

W rozgrywkach 2016/2017 Cain przeniosła się do Torunia. A w Gorzowie zamiast szukać kolejnej środkowej z zagranicy, postawiono na Szajtauer. U swojego boku miała takie nazwiska jak Aleksandra Pawlak, Paulina Misiek czy Courtney Hurt – partnerki doborowe. W czwartym meczu sezonu, przeciwko Arce Gdynia, w końcu rodowita góralka z Wisły zanotowała pierwsze double-double w swojej karierze. Do 11 zbiórek dołożyła 10 punktów. W roli podstawowej środkowej punktowała więcej niż zazwyczaj, ale wciąż bez przełomu w postaci regularnych zdobyczy powyżej 10 oczek. Szajtauer rozstrzygnęła wielki mecz przeciwko Enerdze Toruń i swojej byłej koleżance spod kosza – Kelley Cain na swoją korzyść. Lepiej zapunktowała Amerykanka, ale na tablicach lepsza okazała się reprezentantka Polski, która zebrała 16 piłek, w tym aż dziewięć w ataku. Byłby to rekord ligi gdyby nie Courtney Hurt, która pewnego razu postanowiła zebrać aż 14 piłek na atakowanej tablicy przeciwko Widzewowi Łódź.

W listopadzie 2016 roku Szajtauer zrobiła 6 punktów i 10 zbiórek z PGE MKK Siedlce, a dwa tygodnie później 7 oczek i 11 zbiórek przeciwko Artego Bydgoszcz – był to pierwszy przypadek w jej karierze, kiedy w dwóch meczach z rzędu zanotowała ponad co najmniej 10 zbiórek. Na następny taki przypadek musiała czekać dziewięć meczów, aż do następnego starcia z Artego. Wówczas zaledwie punktu zabrakło jej do kolejnego double-double, ostatecznie stanęło na 9 punktach i 12 zbiórkach. Kolejny mecz z PGE MKK Siedlce również zakończył się okazałym dorobkiem zbiórek – 15 desek w zaledwie 24 minuty. „Szajta” i jej koleżanki dobrze zaczęły play-offy, dwukrotnie pokonując CCC Polkowice, ale przegrały trzy kolejne mecze i zakończyły walkę o medale na ćwierćfinałach. Na pocieszenie został reprezentacyjnej środkowej tytuł wicemistrzyni bloków. Z 49 zablokowanymi rzutami przegrała koronę królowej bloków z… Kelley Cain o jeden blok.

Latem 2017 roku do zespołu z Gorzowa dołączyła Carolyn Swords, a to oznaczało tylko jedno – przenosiny Szajtauer na ławkę rezerwowych. Z zawodniczką, która rozegrała niemal 200 meczów w NBA trudno rywalizować, więc reprezentantka Polski skupiła się na ciężkiej pracy i wykorzystywaniu swoich szans. Wystąpiła w 27 meczach, w 12 z nich wyszła na parkiet w wyjściowej piątce. Spadły praktycznie wszystkie średnie, co jest rzeczą naturalną przy zmianie roli. Z zawodniczki która miała w sezonie 16/17 rewelacyjny średni +/- na poziomie 8.1 (szósty najlepszy wynik w lidze) spadła na poziom 0.4. Nadeszła pora na zmianę scenerii.

– W zasadzie to pierwsza duża zmiana w mojej karierze. Od ośmiu lat grałam w Gorzowie Wielkopolskim. Potrzebny był mi nowy impuls. Ten transfer jest właśnie takim impulsem. Jestem pozytywnie nastawiona przed nowym sezonem – powiedziała Szajtauer oficjalnej stronie Pszczółki Lublin po zmianie barw klubowych. Do przenosin akurat do Grodu Kozła zachęcała ją była kapitan Pszczółki, a obecnie zawodniczka Ślęzy Agata Dobrowolska, z którą Szajtauer mieszkała w jednym pokoju podczas zgrupowań reprezentacji Polski.

W Lublinie błyskawicznie przedstawiła kibicom swoje mocne strony – agresywne atakowanie tablic i dobrą defensywę. W spotkaniu ze Ślęzą Wrocław do tego dołożyła jeszcze 13 punktów w drodze po swoje drugie double-double w karierze klubowej.

Przez chwilę występowała w wyjściowej piątce, gdy trener Szawarski ustalał warunki kontraktu z Nikki Greene. Gdy mistrzyni Polski z 1KS-em dołączyła do Pszczółki, Szajtauer wróciła na ławkę rezerwowych. Na przełomie stycznia i lutego obie panie grały ze sobą w pierwszym składzie, ale w przypadku reprezentantki Polski seria występów w S5 stanęła na czterech meczach. Do końca sezonu pojawiła się w piątce tylko raz, w ostatnim meczu sezonu, gdy Pszczółka bezskutecznie próbowała powstrzymać CCC Polkowice i urwać późniejszym mistrzyniom Polski choćby jeden mecz.

– Robię wszystko, co możliwe, by być jeszcze bardziej pewną zawodniczką na parkiecie. Aczkolwiek cały czas muszę pracować nad swoją psychiką.

– Zdaję sobie sprawę, że jeśli w głowie jest blokada, to pewnego poziomu nie przeskoczę. Wynika to chyba częściowo z tego, że na boisku widzę, jak wiele mi jeszcze brakuje do tych najlepszych – mówiła Szajtauer na przestrzeni dwóch miesięcy w 2016 roku. Tych wypowiedzi udzieliła Gazecie Lubuskiej w trakcie najlepszego sezonu w swojej karierze. Od tego czasu musiała pokazywać swój talent w mniejszych rolach, ale oprócz umiejętności imponowała walecznością i determinacją, co zresztą nie uciekło uwadze legend koszykówki.

– Ta dziewczyna ma olbrzymi zasiąg ramion, a do tego jest bardzo waleczna – powiedziała o Szajtauer w listopadzie zeszłego roku mistrzyni Europy z 1999 roku Elżbieta Nowak w rozmowie z Magazynem Sportowiec.

– Jest zdolna, ma duży potencjał. Jeśli będzie pewniejsza, to zrobi dużą karierę – na łamach „Lubuskiej” chwalił reprezentantkę Polski były selekcjoner kadry Teodor Mołłow.

Trener Arkadiusz Rusin powiedział wprost – liczy nie tylko na defensywę swojej nowej środkowej, ale i na jej punkty. 24-letnia środkowa zbiera i blokuje na poziomie czołówki ligi. Jeśli w ślad za obroną pójdzie atak, to Magdalena Szajtauer w żółto-czerwonych barwach z pewnością poprawi swój dorobek dwóch double-double w karierze klubowej. My jesteśmy o tym przekonani.

Magdalena Szajtauer nową zawodniczką Ślęzy Wrocław

Reprezentantka Polski Magdalena Szajtauer podpisała umowę ze Ślęzą Wrocław i tym samym została pierwszą nową zawodniczką klubu w sezonie 2019/2020. To trzeci klub w seniorskiej karierze 24-letniej środkowej. 

Pochodząca z Wisły zawodniczka od początku swojej przygody z dorosłą koszykówką reprezentowała barwy AZS-u-AJP Gorzów Wlkp., przenosząc się do klubu znad Warty w 2011 roku. Niespełna 17-letnia środkowa zadebiutowała na parkietach ówczesnej Ford Germaz Ekstraklasy w styczniu 2012 roku, kiedy to rozegrała 51 sekund w meczu z Odrą Brzeg. Od tego momentu liczba minut rozegranych przez mierzącą 190 cm zawodniczkę systematycznie rosła. W kolejnych rozgrywkach po raz pierwszy wyszła w pierwszej piątce, a na stałe zadomowiła się w niej w sezonie 2015/2016. Rok później zawodniczka InvestInTheWest AZS-AJP Gorzów Wlkp. każdy mecz zaczynała w wyjściowym składzie, w tym czasie będąc już etatową reprezentantką Polski. Rozgrywki 2017/2018 to nauka od Carolyn Swords i pożegnanie z Gorzowem – po ośmiu latach spędzonych w stolicy województwa lubuskiego Szajtauer przeniosła się do Lublina.

Jak sama mówiła w momencie transferu do Koziego Grodu, potrzebowała nowego impulsu i tam właśnie go znalazła. Pod okiem trenera Wojciecha Szawarskiego nie była zbyt często wykorzystywana w ataku, ale stała się zdecydowanie lepiej zbierającą zawodniczką, poprawiła się w także w dbaniu o piłkę – 0.8 straty na mecz to najlepszy rezultat od czasów przełomowego sezonu 2014/15. We Wrocławiu Szajtauer powinna nadal się rozwijać, zwłaszcza, że warunki do pełnienia ważnej roli na parkiecie ma optymalne.

– W poprzednim sezonie brakowało nam takiej zawodniczki jak Magda. Nie szukaliśmy mniejszych graczy, tylko postawiliśmy na parametry. Z Magdą rozmawiałem w tamtym sezonie, ale była już po słowie z zespołem z Lublina, a że jest osobą dotrzymującą słowa, to występowała w zeszłych rozgrywkach w Pszczółce. Widocznie czymś musiałem ją przekonać, że teraz szybko zdecydowała się na Ślęzę – przyznał trener Arkadiusz Rusin.

– Miałam szansę pracować na zgrupowaniach reprezentacji Polski z trenerem Rusinem oraz trenerem przygotowania motorycznego Bartoszem Pasternakiem. Jestem bardzo zadowolona z tego, jak przebiegała nasza współpraca, dlatego też uznałam, że Ślęza to dla mnie odpowiednie miejsce. Słyszałam o Wrocławiu wiele dobrego, więc decyzja o przenosinach nie była trudna. Mam tu wielu znajomych i chłopaka, więc mam nadzieję, że pomoże mi to w aklimatyzacji. W drużynie Ślęzy panuje dobra atmosfera, dlatego cieszę się, że będę mogła występować w żółto-czerwonych barwach –  powiedziała nowa środkowa zespołu z Wrocławia.

Magdalena Szajtauer wielokrotnie chwalona była za swoją waleczność i zaangażowanie, co w połączeniu z umiejętnościami oraz warunkami fizycznymi przekładało się na imponujące statystyki. W sezonie 2016/2017 zaledwie o jeden blok przegrała rywalizację z Kelley Cain z Energi Toruń o miano najlepiej blokującej zawodniczki ligi. W rozgrywkach 2017/2018 oraz 2018/2019 ze względu na liczbę minut nie mogła walczyć o ten prestiżowy tytuł, ale patrząc na średnią bloków na mecz znajdowała się w najlepszej dziesiątce Energa Basket Ligi Kobiet. Pod tym względem z pewnością może pomóc Ślęzie Wrocław, która w minionym sezonie była w tej klasyfikacji dopiero siódmym zespołem w stawce. Również na tablicach wpływ reprezentantki Polski powinien być widoczny – ze średnią 6.3 zbiórki na mecz była w pierwszej dwudziestce ligi. Jak widać – defensywa to mocna strona Magdaleny Szajtauer, ale w Ślęzie ma mieć także spore obowiązki ofensywne.

– Ma dużo do udowodnienia – już nie jest młodym graczem, a doświadczonym. Za sobą ma osiem sezonów w Ekstraklasie, w tym ostatnie po dwadzieścia minut lub więcej, a nie przekłada się to na statystyki. O tym rozmawialiśmy – musi uwierzyć, że jest także od zdobywania punktów, a nie tylko od pełnienia roli graczy zadaniowego. Będę od niej oczekiwał atakowania tablicy, ponieważ ma umiejętność znajdowania się w odpowiednim miejscu oraz w odpowiednim czasie i musi to przekładać na punkty – podkreślał Arkadiusz Rusin. – Dokładną rolę wyznaczy mi trener, ale już teraz wiem, że będę musiała dać z siebie wszystko w obronie i w walce na tablicach – oceniła Szajtauer.

Aktualnie ważne kontrakty ze Ślęzą Wrocław oprócz Magdaleny Szajtauer mają Cierra Burdick, Agata Dobrowolska oraz Daria Marciniak.

Magdalena Szajtauer
ur. 28 marca 1995 w Wiśle
wzrost: 190 cm
pozycja: środkowa
przebieg kariery:
2011-2018: InvestInTheWest Enea AZS-AJP Gorzów Wlkp. (EBLK)
2018/2019: Pszczółka Polski-Cukier AZS-UMCS Lublin (EBLK)
2019/2020: Ślęza Wrocław.

Statystyki w sezonie 2018/2019:

Wszystkie statystyki podano łącznie/średnio.

Minuty: 554:52/23:07. Punkty: 97/4,0. Zbiórki: 152/6,3. Asysty: 24/1,0. Faule: 49/2,0. Faule wywalczone: 28/1,2. Straty: 19/0,8. Przechwyty: 25/1,0. Bloki: 18/0,8. Bloki otrzymane: 10/0,4. EVAL: 221/9,2. +/-: 42/1,8.

Skuteczność: za 2 punkty – 38,1%, za 1 – 65,4%.

Agata Dobrowolska przedłużyła kontrakt ze Ślęzą Wrocław

Skrzydłowa Agata Dobrowolska przedłużyła kontrakt ze Ślęzą Wrocław i będzie reprezentować żółto-czerwone barwy w sezonie 2019/2020. To druga po Cierrze Burdick zawodniczka, która będzie częścią składu na nadchodzące rozgrywki Energa Basket Ligi Kobiet.

W minionym sezonie Dobrowolska legitymowała się średnimi na poziomie 2,2 punktu, 1,6 zbiórki oraz 0,6 asysty. Na parkiecie spędzała średnio niespełna 16 minut. W swoich pierwszych rozgrywkach we Wrocławiu poprawiła się, jeżeli chodzi o skuteczność rzutów za dwa oraz rzutów osobistych, zanotowała również dwa razy więcej przechwytów niż w sezonie 2017/2018 w barwach Pszczółki Polski-Cukier Lublin – 25. Mierząca 188 centymetrów skrzydłowa była najlepiej dbającą o piłkę zawodniczką Energa Basket Ligi Kobiet. Przez cały sezon popełniła tylko 11 strat, co przełożyło się na średnią 0.33 straty na mecz. Dodatkowo była trzecią zawodniczką Ślęzy Wrocław pod kątem statystyki +/-. Z nią na parkiecie wrocławianki były lepsze od swoich rywalek o 2.3 punktu. Trener Arkadiusz Rusin wie jednak, że Agatę Dobrowolską stać na lepsze występy i tego będzie od niej oczekiwał w sezonie 2019/2020.

– Sezon w wykonaniu Agaty był różny, na pewno ja, jak i ona mieliśmy względem niego większe oczekiwania. Być może problemy zdrowotne nie pozwoliły jej na pokazanie pełni umiejętności. Teraz jest dla niej przełomowy czas – musi położyć wszystko na jedną szalę i zaprezentować się z dobrej strony na boisku. Jeżeli funkcja Cierry Burdick będzie taka, jak zakładamy, to Agata będzie pełnić rolę łączącą. Na treningach i w trakcie meczów może występować na pozycjach niskiej oraz silnej skrzydłowej. To będzie wymagało od nas pewnej elastyczności w codziennej pracy, ale myślę że damy radę – zapewnia szkoleniowiec 1KS-u.

Dobrowolska przez większość sezonu zmagała się z kontuzją stopy. Problemy zdrowotne zwieńczone zostały rehabilitacją w Łodzi po zakończeniu rozgrywek. Teraz 27-letnia skrzydłowa Ślęzy może skupić się wyłącznie na koszykówce.

– Miałam kilka ofert z innych klubów i czekałam na to, żeby poznać swoją rolę i warunki na przyszły sezon w Ślęzie. Chciałam tutaj zostać, dobrze się czuję we Wrocławiu i to zawsze podkreślam. Jak tylko pojawiły się konkrety, to decyzja nie była trudna – zdradza kulisy negocjacji reprezentantka Polski.

Agata Dobrowolska pełniła też bardzo ważną funkcję w zespole poza parkietem. Dzięki perfekcyjnej znajomości języka angielskiego pełniła rolę jednego z łączników pomiędzy anglojęzyczną częścią drużyny oraz sztabem szkoleniowym. Była też jedną z głównych motywatorek i dobrych duchów drużyny. Cechy wolicjonalne również zdecydowały o tym, że Dobrowolska podpisała nową umowę ze Ślęzą Wrocław. Trener Rusin ponownie liczy na pozytywny wpływ swojej skrzydłowej zwłaszcza na początkowym etapie pracy drużyny.

– Szukałem ciągłości w zespole. Rewolucja co roku nie jest dobra, trzeba mieć trzon zespołu, który rozumie zasady trenera i nie będzie w treningu uczył się wszystkiego od nowa. To będzie pomagało wchodzić nowym zawodniczkom do drużyny i pomoże im w opanowaniu strategii. Jej pozytywna energia była dostrzegalna już podczas zgrupowań reprezentacji Polski i wiem, że może jeszcze bardziej w ten sposób pomóc zespołowi – podkreśla Arkadiusz Rusin.

Sama skrzydłowa pozostaje jednak niezmiennie skromna, nie przypisując sobie zasług w utrzymywaniu dobrej atmosfery w zespole.

– Myślę, że tak będzie, ale też z drugiej strony idą za tym większe oczekiwania, ponieważ jestem tu drugi sezon i wiem, jak wszystko wygląda od strony organizacyjnej, czy to klubu czy trenera. Na pewno wiele rzeczy już jest dla mnie jasne i nie trzeba będzie tego tłumaczyć po raz kolejny. Mam nadzieję, że nasza drużyna będzie miała podobną chemię co w zeszłym roku i wszystko dogramy wspólnie – kończy Dobrowolska.

Aktualnie ważny kontrakt z klubem oprócz Agaty Dobrowolskiej ma Cierra Burdick.

Agata Dobrowolska
ur. 26 marca 1992
wzrost: 188 cm
pozycja: skrzydłowa
przebieg kariery: AZS Lublin, SMS PZKosz Łomianki, CCC Polkowice, Casper College (USA, NJCAA), UTEP Miners (USA, NCAA), Pszczółka Polski Cukier AZS UMCS Lublin, Ślęza Wrocław.

Statystyki w sezonie 2018/2019:

Wszystkie statystyki podano łącznie/średnio.

Minuty: 525:26/15:55. Punkty: 74/2,2. Zbiórki: 62/1,6. Asysty: 21/0,6. Faule: 50/1,5. Faule wywalczone: 12/0,4. Straty: 11/0,3 (najmniej w lidze). Przechwyty: 25/0,8. Bloki: 4/0,1. Bloki otrzymane: 3/0,1. EVAL: 111/3,4. +/-: 75/2,3.