Pewne zwycięstwo Ślęzy nad Wisłą

Koszykarki Ślęzy Wrocław wygrały z Wisłą Kraków 97:61 w meczu 6. kolejki Orlen Basket Ligi Kobiet. Spotkanie rozstrzygnęło się już w pierwszej połowie.

Pierwsze minuty spotkania nie zachwycały skutecznością po obu stronach. Po sześciu minutach na tablicy wyników widniał rezultat 8:7 dla Ślęzy, a po chwili, gdy Ja’leah Williams zdobyła kolejne punkty dla Wisły, trener Arkadiusz Rusin poprosił o czas. Po time-oucie sprawy w swoje ręce wzięła Digna Strautmane, która sama rzuciła osiem oczek w minutę, czym wymusiła reakcję szkoleniowca gości. Strautmane dołożyła jeszcze jedną skuteczną akcję po wznowieniu gry i skończyła kwartę rzutem z półdystansu. W efekcie po 10 minutach starcia sama Łotyszka prowadziła z Wisłą 12:11, a że reszta koszykarek 1KS-u dodała 10 punktów, przewaga żółto-czerwonych wynosiła 11 punktów.

Druga odsłona rozpoczęła się od serii ofensywnej w wykonaniu gospodyń, które zdobyły dziewięć punktów bez odpowiedzi rywalek. Po dwóch minutach tej kwarty Ślęza prowadziła już 31:11 i tym samym praktycznie rozstrzygnęła losy tego spotkania. Wrocławianki nie zamierzały jednak odpuścić swoim rywalkom i kontynuowały dobrą grę. Prym w nadawaniu tempa wiodła G’mrice Davis, która była nie do zatrzymania po obu stronach parkietu. Amerykanka zdobyła sześć z 11 kolejnych punktów Ślęzy, podczas gdy Wisła nie mogła wciąż znaleźć rytmu w ataku. W efekcie gdy Aleksandra Mielnicka skutecznie zamieniła kontrę na punkty, było już 44:16. Na domiar złego tuż przed przerwą z rotacji „Białej Gwiazdy” wypadła z kontuzją Julia Niemojewska.

Gospodynie zaczęły drugą połowę tak, jak skończyły pierwszą. Od razu zabrały się za powiększanie swojej pokaźnej przewagi, zamieniając na punkty pięć z pierwszych sześciu rzutów. Po trzech minutach trzeciej kwarty prowadzenie wynosiło już 41 oczek, a po kolejnych trzech minutach było 75:26. W tym momencie Ślęza w końcu zdjęła nogę z gazu, a nareszcie „otworzyły się” koszykarki Wisły. W niewiele ponad minutę zdobyły 12 punktów, trafiając w tym czasie trzy rzuty dystansowe. To wszystko oczywiście nie wystarczyło do odmienienia losów spotkania, lecz z pewnością dało koszykarkom z Krakowa choć minimalne wytchnienie.

Na wszelki wypadek wraz z początkiem czwartej kwarty trener Arkadiusz Rusin wpuścił jeszcze podstawowe koszykarki. Te przez pięć minut dopilnowały, żeby Ślęzie nic złego się nie stało i resztę meczu dokończyły zmienniczki. Te próbowały dobić do bariery 100 punktów, ostatecznie zatrzymując się na 97 oczkach.

Nie sposób mieć jednak wrażenia, że gdyby Ślęza potrzebowała rzucić i 120 oczek, to w tym meczu byłaby w stanie to zrobić. Wrocławianki potrzebowały chwili, żeby złapać swój rytm gry po 18 dniach przerwy od rywalizacji, a gdy już to uczyniły, Wisła nie miała żadnych argumentów. Różnica punktowa w tym starciu miała jednak drugorzędne znaczenie, dlatego tylko Digna Strautmane spędziła na parkiecie więcej niż 30 minut. Dlatego też niepotrzebne okazało się wejście Aleksandry Zięmborskiej, która leczy drobny uraz.

Przed Ślęzą teraz seria trzech ważnych spotkań. Już w czwartek żółto-czerwone podejmą Elfic Fribourg w ostatnim meczu fazy grupowej FIBA EuroCup Women. Początek tego starcia o godzinie 18:00 w KGHM Ślęza Arenie.

Ślęza Wrocław – Wisła Kraków 97:61 (22:11, 29:10, 25:19, 21:21).
Ślęza: Davis 25 (13 zb), Strautmane 24, Mielnicka 18, Kraker 13, Kulińska 8, Vihmane 6, Jasik 2, Fiszer 1, Jeziorna 0. Zięmborska DNP.
Wisła: J. Williams 17, Stasiuk 11, T. Williams 9, Gbiorczyk 8, Vujacic 5, Jasiulewicz 4, Cykowska 3, Krupa 2, Niemojewska 2, Boroń DNP.